
W swoim wcześniejszym wpisie wspomniałam, iż Ron Moore czyli producent wykonawczy kultowej “Battlestar Galactica” będzie odpowiedzialny na scenariusz. Ostatnio pojawiła się także wiadomość podana przez Variety odnośnie reżysera wybranego do nakręcenia nowej wersji horroru. Będzie nim mało znany lub (jak kto woli) do tej pory znany jedynie z reklamówek telewizyjnych – Matthijs Van Heijningen. Variety zamieściła także więcej szczegółów związanych z nowym spojrzeniem na klasyk Carpentera:

Parę dni temu zakończył się festiwal filmowy w Sundance – listę zwycięzców można przeczytać tutaj. W swoich wpisach na temat festiwalu koncentrowałam się głównie na filmach fabularnych ale przecież nie tylko tym Sundance żyje. Oprócz długich metraży, co roku prezentuje także dokumenty i filmy krótkometrażowe zarówno aktorskie jak i animacje. I o przedstawicielu tej ostatniej kategorii chciałabym dzisiaj wspomnieć.

Uff..to już pewne: studia Warner Bros i Fox doszły do porozumienia i mogę ze spokojem wyczekiwać zaplanowanej daty premiery “Strażników”. Co prawda do tego dnia jeszcze kawał czasu więc trzeba sobie jakoś ten okres umilić, prawda? Ostatnio w sieci pojawiło się kilka fajnych “umilaczy” związanych z filmem Snydera:
Gdyby w jakiejś alternatywnej rzeczywistości Guillermo del Toro i Alex Proyas trafili na siebie w czasach kiedy byli jeszcze ubogimi studentami szkoły filmowej i postanowili zrobić wspólnie film, to bez wątpienia powstałoby coś na kształt “Ink” .W wielkim skrócie film opowiada o tajemniczych siłach toczących bój o nasze dusze podczas snu – jedne zsyłają na nas okropne koszmary a drugie oferują kojące marzenia senne. Pewnej nocy ośmioletnia Emma zostaje porwana i uwięziona w krainie Snu – od tego momentu rozpoczyna się walka o jej niewinną duszę.
Podczas gdy nasi młodzi reżyserzy z bożej łaski wciąż robią jakieś smętne “z życia wzięte” bzdety, nasi południowi sąsiedzi postanowili sobie nakręcić horror. Rzecz ma nosić tytuł “Labirynt” i opowiadać o młodej dziennikarce poszukującej zaginionej przyjaciółki w podziemnych labiryntach pod Pragą. Jak nietrudno sie domyślić, w ciemnych i wilgotnych korytarzach czai się…Coś. I tyle. Nie będę po raz tysięczny biadolił czemu oni mogą, a my nie. Widać po prostu tak ma być. Poniżej parę fotek – ja na pewno ten film obejrzę.



Zastanawialiście się kiedykolwiek jakby wyglądał klasyk Ridleya Scotta w wersji animowanej? No ja też nie, ale pewien artysta komiksowy tak. Mark Brooks pokusił się o jednorazowe przetworzenie kultowego “Łowcy Androidów” na język animacji czego rezultatem jest poniższa ilustracja:
Klikając na obrazek dzieło Brooksa ukaże wam się w pełnym wymiarze, a jeśli jesteście zainteresowani galerią prac tego artysty, to zapraszam na serwis DeviantArt.

Przyznam się szczerze, iż nie znoszę komedii romantycznych. Są ckliwe, banalne i fałszują rzeczywistość, a ‘komedii’ w nich tyle co prawdziwych warzyw w zupkach z proszku. Toteż ze sporą rezerwą podchodziłam do “500 days of Summer” – kolejnej niezależnej produkcji prezentowanej podczas festiwalu Sundance. Schemat prawie każdej komedii romantycznej wygląda mniej więcej tak: chłopak poznaje dziewczynę lub też dziewczyna poznaje chłopaka i po paru przeszkodach/przeciwnościach losu zakochują się w sobie i żyją długo i szczęśliwie. Tu też tak jest, ale tylko na początku. Tom (Joseph Gordon-Levitt) poznaje Summer (Zooey Deschanel) i się w niej zakochuje. Summer nie podziela takiego uczucia do Toma i po pięciuset dniach odchodzi. Tom jest zdruzgotany i chce wiedzieć kiedy ‘coś poszło nie tak’ i dlaczego Summer odeszła. Wspomina wzloty i upadki związku z dziewczyną szukając upragnionej odpowiedzi i przy okazji dowiadując się czegoś więcej o sobie. Komedia postromantyczna? To brzmi fajnie.
Obraz wyreżyserował Mark Webb do tej pory parający się jedynie reżyserką klipów muzycznych, co nie pozostało bez wpływu na jego debiut gdyż momentami jest on bardzo hmn… ‘umuzykalniony’. Zresztą zobaczcie sami:
Film zebrał bardzo entuzjastyczne recenzje od dziennikarzy którzy mieli przyjemność obejrzenia go na festiwalu Sundance, co więcej dostał też owację na stojąco.
Fox Searchlight zamierza pokazać “500 Days of Summer” szerokiej publiczności 24 lipca.
Klip: “Sid and Nancy”
Klip: “Greeting Card Writer”
Podczas festiwalu Sundance odbędzie się premiera filmu, zaś w sieci pojawiło się dziś jego pięć urywków. Pierwszy prezentuję poniżej, pozostałe do obejrzenia na stronie serwisu Collider.
Na deser przeczytać można wywiad z reżyserem, Duncanem Jonesem.

Dzisiejszy wpis sponsorują lata osiemdziesiąte. Na pierwszy rzut idzie komedia “Adventureland”, rozgrywająca się pośród pracowników pewnego wesołego miasteczka. Reżyseruje twórca “Supersamca”, co dla mnie nie brzmi zbyt optymistycznie, gdyż był to jedyny film od bardzo dawna, którego nie byłam w stanie obejrzeć do końca. Był aż TAK okropny. Ale jestem z natury wyrozumiała i liczę iż “Adventureland” będzie mógł się pochwalić czymś więcej niż ciągłymi odniesieniami do żeńskich i/lub męskich narządów płciowych. Na plus świadczy chociażby fakt iż jest to słodko – gorzka historia wchodzenia w dorosłość, cechująca się bandą niezłych oryginałów i dziejąca w jedynych i niepowtarzalnych latach osiemdziesiątych. Poniżej zwiastun, a tutaj do obejrzenia jeszcze dwa klipy z filmu.
Pojawił się także nowy zwiastun do innej historii rozgrywającej się w tej dekadzie cekinów, ostrego makijażu i tapirowanych fryzur czyli “The Informers”. Ta adaptacja zbioru opowiadań enfant terrible amerykańskiej literatury Breta Eastona Ellisa opisywana była przeze mnie pierwszy raz tutaj. Nihilistyczne spojrzenie na sex, drugs and rock’n'roll - tak w skrócie można byłoby określić ową produkcję. Czy będzie to coś więcej? Pierwsza przekona się o tym widownia festiwalu Sundance, ale liczę na to że dobór nazwisk w obsadzie zwiastuje niezłe kino. Nieocenzurowany zapowiedź do obejrzenia pod spodem, a tutaj jeszcze mały klip z Mikim Rurką.