Vinyan – recenzja

vinyan

Vinyan to w buddyjskiej tradycji duch człowieka, który ginie nagłą śmiercią. Duch, który nie wie co ze sobą począć. Duch, który przez to staje się zły. 'Vinyan’ to również film, który skończyłem oglądać kilkadziesiąt minut temu. Wbrew pozorom nie jest to kolejny typowy azjatycki horror, choć akcja w rzeczy samej dzieje się w Południowo-Wschodniej Azji, a i grozy oraz niepokoju znaleźć tu można multum.

Kraj: Francja/Belgia/Wielka Brytania

Rok Produkcji: 2008

Reżyseria: Fabrice du Welz

Scenariusz:

Fabrice du Welz

Oliver Blackburn

David Greig

Obsada:

Emmanuelle Beart

Rufus Sewell

Julie Dreyfus

Petch Osathanugrah

Myślę, że niektórym wiele powie nazwisko reżysera, którym jest Fabrice du Welz, twórca dobrej choć dość nieprzyjemnej „Calvaire”. W tamtym filmie najgłośniejszym nazwiskiem w obsadzie była niegdysiejsza gwiazda europejskiego porno z lat siedemdziesiątych, Brigitte Lahaie (która i tak zdążyła zaliczyć tylko epizod). Tym razem Fabrice dostał chyba trochę więcej pieniędzy, bo udało mu się zatrudnić Rufusa Sewella, zjawiskową Emmanuelle Beart (której bardzo do twarzy w brudzie i błocie) i… jeszcze bardziej zjawiskową Julie Dreyfus. Beart i Sewell występują tu jako małżeństwo, które traci syna podczas pamiętnego tsunami. Co prawda ciała chłopaka nigdy nie znaleziono, ale rodzice zaczynają pomału godzić się z faktem, że Joshua nie żyje. Starają się uporządkować życie, dojść do siebie, ale widać że za fasadą wymuszonych uśmiechów, pocieszających słów wciąż kryje się rozpacz. Dlatego gdy kobieta widzi na nagranym gdzieś w środku birmańskiej dżungli amatorskim filmie sylwetkę przypominającą jej małego Joshuę, z miejsca decyduje się ruszyć do tego „jądra ciemności” w poszukiwaniu ukochanego dziecka. Mężczyzna na początku pozostaje sceptyczny, ale z czasem dołącza do żony.

snapshot20090413231938

Nie bez przyczyny użyłem parę wersów wyżej określenia „jądro ciemności”, gdyż „Vinyan” konstrukcją wydaje się bardzo mocno nawiązywać do wiadomego filmu Coppoli. Niektóre sceny są wręcz cytowane żywcem, jak choćby kapitalna sekwencja powolnego wpływania w gęstą dżunglę, gdzie tropikalną ciszę zakłóca tylko cichy, jednostajny pomruk silnika łodzi. Ale nie tylko poszczególne sceny kojarzyć się mogą z „Czasem Apokalipsy” czy „Jądrem Ciemności”. Także sama historia pod przykrywką wyprawy w głąb dżungli tak naprawdę jest wędrówką w głąb ludzkiego umysłu, opowiada o popadaniu w wywołane bezgraniczną miłością szaleństwo. Świetnie, bardzo subtelnie jest to rozgrywane przez Beart, a i Sewell dzielnie wtóruje Francuzce jako sfrustrowany, mocno rozdarty wewnętrznie mężczyzna.

snapshot20090413231905

Uspokajam już co poniektórych. Zgłębianie mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki bynajmniej nie wzięło góry nad atrybutami typowo „rozrywkowymi” (choć nie jestem pewien czy to słowo tak do końca tu pasuje). Drugim filmem z którym „Vinyan” chwilami nieodparcie mi się kojarzył to pamiętne „Who can Kill a Child?” Narciso Ibaneza Serradora. Tak tak, podczas swej tropikalnej odysei bohaterowie natykają się na nie-do-końca-normalne dzieci, i choć film nie zmienia się w stu procentach w jakiś survival horror a la „Eden Lake”, napięcie jakie temu towarzyszy bije na głowę tak ostatnio popularny film Watkinsa.

snapshot20090413231430

Mimo to trochę horroru również się tu znajdzie. Horroru surowego, czasem wręcz naturalistycznego, ale jednocześnie zaprawionego momentami jakąś chorą psychodelią. Całościowo tworzy to dość niezwykła mieszankę. „Vinyan” z jednej strony jest raczej chłodny i zdystansowany, z drugiej zapędza się w jakieś oniryczne nawet  (choć na szczęście bez przesady) klimaty. Trzyma w napięciu, chwilami jest niemal nieprzyjemne do oglądania, z drugiej wciąga i urzeka kapitalną formą. Film, pomimo nieśpiesznego tempa nie nuży, a ostatnie pół godziny to jedne z najbardziej niepokojących, ciężkich a przy tym niesamowicie klimatycznych i poruszających fragmentów jakie w ogóle widziałem w ostatnich latach, w jakimkolwiek filmie. Zwłaszcza ostatnia scena z udziałem Beart, piękna i kojąca, a jednocześnie straszna… na bardzo długo utkwi w mojej pamięci.

Właśnie, kilka słów o technikaliach. Zdjęcia są fenomenalne. I to wcale nie z powodu użytych jakichś efektów wizualnych, „upiększaczy”, filtrów czy Bóg wie czego. Film kręcono zwykłą cyfrówką, tyle że po prostu po mistrzowsku wykorzystano tu grę światła i cienia jak również naturalną scenerię w jakiej „Vinyan” powstawał. Muzyki jest mało, ale jak już jest to… palce lizać. Fenomenalny score. Większą i istotniejszą jednak rolę grają tu odgłosy naturalne, dżungla, dziecięcy śmiech…

snapshot20090413231215

„Vinyan” jest świetny. To kolejny po „Calvaire” dowód na to, że du Welz lubi twórczo zabawic się z kinem gatunków. Warto zwrócić uwagę na tego Belga. Jego trzeci film będzie wielki.

Dodaj komentarz