komentarze 4

  1. 18/03/2009
    Odpowiedz

    Z tymi przewidywaniami na temat Bayony to pewnie masz rację, ale z drugiej strony taki na przykład Cuaron mógł wziąć na warsztat Pottera i zrobić najlepszą część filmowego cyklu. Nie chcę przy tym porównywać cyklu Meyer do książek Rowling, bo to jednak, jak sądzę, konkretna różnica poziomów, ale fakt pozostaje faktem.

  2. D-mooN
    18/03/2009
    Odpowiedz

    W gruncie rzeczy dobre porównanie. Bayona znajduje się mniej więcej na takim etapie co Cuaron w czasie gdy kręcił Pottera. Historia może się powtórzyć: film kręcony dla dzieciarni stanie się odskocznią do większego budżetu, sposobem na wypromowanie się w Hollywood. Może to zaowocuje możliwością podjęcia ambitniejszej fabuły. Kto wie co wtedy? Może kolejny film na miarę „Ludzkich dzieci”?:)

  3. Stark
    18/03/2009
    Odpowiedz

    Intuicyjnie czuję, że się jednak pomylicie chłopcy, choć bóg mi świadkiem, iż chciałbym żebyście mieli rację ;) Tak jak wspomniałeś Negrinie, pomimo całej mojej niechęci do małego czarodzieja, uważam jednak, że jego przygody stoją o kilka poziomów wyżej i dają większe pole do popisu (dla rzemieślnika chociażby i w kwestii wyłącznie formalnej, choć przecież wcale nie tylko) niż taka w gruncie rzeczy emo-historyjka, być może i zgrabna, ale sztampowa, mało oryginalna i przede wszystkim kilka razy płytsza na płaszczyźnie…eee…’psychologiczno-moralnej’ niż książki Rowling. Jeżeli Bayona wyciągnie cokolwiek ze „Zmierzchu”, to zasłuży sobie na mój dozgonny szacuneczek.

  4. 18/03/2009
    Odpowiedz

    Nie będę tego uważał za moją pomyłkę, bo kurczowo się nie trzymam tej opinii. Ot, skojarzenie :) Choć z drugiej strony o ile nie znam książkowego „Zmierzchu”, to film poza płycizną fabularną jest po prostu niezdarnie wyreżyserowany. Dlatego też widzę spore pole do poprawy, nawet jeśli sama historia nie stanie się przez to dobra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *