komentarzy 8

  1. 15/02/2011
    Odpowiedz

    W sumie nie mam nic do dodania – Agnieszka idealnie oddała i moje przemyślenia nt „Blue Valentine”. Nic dziwnego, że film zbiera w większości dobre recenzje, bo jest po prostu solidną robotą.

  2. Bortnia
    15/02/2011
    Odpowiedz

    Moim skromnym zdaniem absolutnie niepotrzebne jest tu tłumaczenie : „co poszło nie tak ? po czyjej stronie leży wina ?” ….myślę, że jeśli otrzymałbym odpowiedzi nie zachwyciłbym się tak tym filmem. Te niedopowiedzenia to zdecydowanie pasujący element filmu. Inaczej miałbym wrażenie, że gdzieś to już widziałem.

    • Nabi
      15/02/2011
      Odpowiedz

      Niedopowiedzenia mają swój urok – to oczywiste – i dają widzowi możliwość różnych interpretacji. Dla mnie jednak transformacja jaką bohaterowie przeszli przez te sześć lat wydaje się mało wiarygodna bez pewnych wskazówek, które dałyby sceny z ich małżeńskiego życia. Nie muszę stawiać winy po czyjejś stronie, ale chciałabym uzyskać coś więcej niż tylko odpowiedź w stylu: „Stało się tak bo takie rzeczy się dzieją i nie ma na nie wytłumaczenia” – mam wrażenie, że to pójście trochę na łatwiznę.

  3. Bortnia
    15/02/2011
    Odpowiedz

    Ja mam wrażenie, że reżyser chyba jednak tak chciał. Cały ten film jest pełen takich „dziur”…..coś się kończy coś zaczyna – nie wszystko wymaga odpowiedzi/wytłumaczenia – tak myślę zwłaszcza po ostatniej scenie. Taka natura tego filmu, taki też klimat.

  4. 17/02/2011
    Odpowiedz

    Michelle Williams zjada na dzień dobry Natalie Portman w „Łabędziu”, jak również Bening w „The Kids Are All Right”. Więcej napiszę, jak film przemyślę :)

  5. luka
    23/03/2011
    Odpowiedz

    ja chcialem tylko napisac ze wina mozna obarczyc tutaj jedna osobe i jest nia kobieta.
    Ogladajac ten film nie jestem wstanie nie znalezc winowajcy. Ona pozucona przez chlopaka w ciazy przygarnieta i obdarzona miloscia jak i nie swojego dziecka powoduje u mnie raczej oburzenie postawa Cindy.
    Wdg. mnie jest typem dziewczyny myslacej tylko o swoich potrzebach nie zwracajacej uwagi na milosc Deana a tymbardziej na swoja corke ktora jednak bedzie sie suma sumarum wychowywala w domu mamusi i wielu „wojkow”.

  6. Matheo
    21/10/2011
    Odpowiedz

    Zgadzam sie z toba Luka,bardzo trafne (i logiczne)spostrzezenia! Bohaterka okazuje sie byc absolutnie niezdolna do dlugotrwalego zwiazku ,a juz w zupelnosci nie do troski o swoje dziecko i swa rodzine jako calosc.W pewnym sensie ponosi ona wiec wine za rozpad swego malzenstwa(przynajmniej na podstawie tego co widzimy na ekranie).
    Z drugiej jednak strony film porusza tutaj kwestie natury,ze tak powiem,filozoficznej.Kim jest czlowiek?,czy jest istota spoleczna(rodzinna?),czy tez niezaleznym indywiduum? Jakie decyzje powinien podjac i czym sie kierowas na rozstajach drog? Kazdy z nas rozwija sie w jakims kierunku,po jakims czasie wspolna droga dwoja ludzi moze sie rozejsc-i wystarczy tu nawet fakt ze tylko jedna strona nie „plynie juz na tej samej fali”….Co powinien ucznynic taki czlowiek wtedy,kiedy nie znajduje juz „wspolnego mianownika”-posluchac swego rozsadku i opowiedziec sie za swym partnerem(tata swego dziecka)i swoja rodzina, czy tez posluchac swych uczuc i odejsc(rozejsc sie)?
    Mysle, ze sa to tematy i pytania uniwersalne,ktore zawsze beda nas nurtowac…

  7. Mila
    08/12/2013
    Odpowiedz

    Moim zdaniem film już od początku obrazował finalny dramat. Dziewczyna postanawia unieść się honorem względem chłopaka ,który ją wykorzystał Niedługo dowiaduje się o ciąży jest zagubiona ,bardzo samotna , wszystko czego potrzebuje to wsparcie o które próżno dopominać się w zimnym rodzinnym domu ( główna bohaterka zdecydowanie ma awers do układu w swojej rodzinie ,gdzie w tym układzie to ojciec wydaje się zimny względem matki)

    Dean od początku ma obawy czy ,aby jest wystarczająco dobry dla partnerki ,różnią się nazbyt wyraziście ,jednak odurzony miłością chłopak ryzykuje ,gdyż on też pozbawiony matczynej miłości w dzieciństwie pragnie kobiecego ciepła.

    Przedstawiony jest tu fatalizm sytuacji -jakakolwiek decyzja będzie niosła negatywne konsekwencje. Żona wcześniej stwierdza ,że nie kocha męża ,idealnie wyraża to nie przez słowa ,a głównie mowę ciała w większości scen. Dean z kolei nawołuje o niemożliwe W głębi duszy być może utożsami tą relację ze znaną z dzieciństwa ,kiedy najbliższa kobieta go opuściła i teraz za wszelką cenę próbuje temu zapobiec.
    Jednak żona zna inna historię Nadal jej rodzina jest pełna ,ale ona od wielu lat nie może znieść patologii nienawiści panującej między rodzicami ,dla niej taki stan nie ma najmniejszego sensu , pomimo,że sa razem krzywdzą siebie i najbliższych

    Reżyser pokazał dwie strony medalu . Lepiej być razem za wszelką cenę ,pomimo,ze uczuć już dawno nie ma i pogrążąć się codziennie w morzu nienawiści czy jednak rozstać się w trochę lepszym momencie ,kiedy ta nienawiść nie strawiła doszczętnie dwojga ludzi.

    Tu nie ma winnych. Jeśli należałoby wskazać etiologię to jest nią zapewne trudna historia dwojga głównych aktorów oraz określony zbieg okoliczności ,zdecydowanie nie sprzyjających budowaniu trwałej relacji. Wydarzenia mają na celu pokazanie ,ze chwilowe zaspokojenie potrzeb bohaterów ,które są w ogromnym deficycie nie daje żadnej gwarancji na udane życie .

    Dylemat filmu być może brzmi ,kiedy miłość jest bardziej udana ,wtedy ,kiedy to bardziej świadomy wybór czy potrzeba zagłuszenia deficytu emocjonalnych braków tak przecież powszechnych wśród większości ludzi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *