Komentarze: 11

  1. 22/07/2009
    Odpowiedz

    Argh! Picture-to-text ratio stoi na głowie…

    Poza tym mniej więcej zgoda, chociaż akurat emocji, moim zdaniem, tutaj zdecydowanie nie brakuje, szczególnie jak na film Michaela Manna.

    • PS
      22/07/2009
      Odpowiedz

      Emocji na ekranie, czy przed nim? Ja miałem na myśli to drugie…

      • 22/07/2009
        Odpowiedz

        Jedno i drugie. Pewnie wszystko zależy od podejścia, ale ja to na przykład kupuję.

  2. Glut
    22/07/2009
    Odpowiedz

    Zgadzam się z częścią techniczną, muza, jak na Manna, dziwnie przeciętna a kamera momentami irytowała. Chociaż w takiej na przykład strzelaninie w lesie sprawdziła się genialnie. Co do emocji mam zupełnie inne odczucia, finał, zwłaszcza po „suchym” MV, cholernie mnie kopnął. I nie tylko finał, pomijając pierwsze 20 minut, film jest bardzo naładowany emocjami.

  3. U Manna z emocjami prawie zawsze jest cienko. Generalnie to on robi kino bardzo odczłowieczone, syntetyczne i chłodne ale ja nie widzę tego jako wadę.
    Chętnie obejrzę Wrogów.

    • PS
      23/07/2009
      Odpowiedz

      Jasne. Z tym, że nie napisałem, że to wada. Po prostu lubi się taki model narracji albo nie. Mi na przykład odpowiada.

      Problem pojawia się wtedy, kiedy po wyjściu z kina wzruszasz ramionami, bo to co właśnie zobaczyłeś w ogóle Cię nie poruszyło.

  4. Zależy co chcesz żeby film w Tobie poruszył. Jak idę na film Manna, to nie biorę ze sobą chusteczki, tylko robię trzy browce przed seansem ;)

    • PS
      23/07/2009
      Odpowiedz

      Poruszyć, nie wzruszyć;)

      BTW: Różnicę między kobietą a mężczyzną obrazuje to, co mają na myśli mówiąc: „Zużyłem/am całą paczkę chusteczek oglądając ten film.”

  5. Glut
    23/07/2009
    Odpowiedz

    Ja na ten przykład się zupełnie nie zgadzam z tym że film jest chłodny. Chłodne to było Miami Vice, PE to Mann z najbardziej wyeksponowanym wątkiem miłosnym, z najbardziej charyzmatycznym bohaterem-cwaniakiem i z największą ilością akcyjek. Trudno mi mówić o braku emocji albo obojętności, zwłaszcza wobec Dilingera, który na tle takiego Soniego albo Kroketa jawi się jako wulkan uczuć.

  6. rafał
    02/08/2009
    Odpowiedz

    Film na który czkekałem w Tym roku jak każdy kinomaniak(za którego chciałbym sie uważac) z wielka nadzieja i ciekawościa.Film jednego z Najlepszych reżyserów którym jest niewątpliwie Michael Mann niejako więzień ”Gorączki”.Wspaniała obsada,Tematyka(którą uwielbiam),efektowny zwiastun i pewna Magia której nie mogłem filmowi odmówic.Po obejrzeniu moim skromnym zdaniem obraz ten jest bardzo dobry nawet zaryzykuje stwierdzenie ze jest genialny.Depp mnie nie zawiódł:Jego dialogi,mimika,ruch,pokazanie postaci Dillingera jest zjawiskowe,nie wiem czy oscarowe ale nie mnie to oceniac.Bale i Cotillard takze pokazuja ze potrafia grac.Klimat filmu jest wprost genialny.No i Ta wspomniana kwestia kamery…Powiem szczerze mnie sie podobało..według mnie ten ostry pełen detalu obraz sprawdził sie w tej produkcji.Muzyka no cóz..Jeden wpadajacy utwór w ucho to troszke za mało jak Na tej klasy film.Z czystym sumieniem polecam ten film kazdemu,jednak nie myślcie ze idac na ”Wrogów Publicznych” ujrzycie Drugiego ”Ojca Chrzestnego”…to ideał którego nie da sie doścignac…a moze włąsnie o to tutaj chodzi…?

  7. redcoffie
    11/03/2012
    Odpowiedz

    Film dobry, ale ciężko się go ogląda po przeczytaniu książki Bryan’a Burrough. Zdaje sobie sprawę jak ciężko pomieścić w filmie najważniejsze fakty jednak mam odrobinę żalu do reżysera.
    Odniosłam wrażenie,że widz niewiele może zrozumieć z samego filmu.
    A książkę polecam baardzo :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *