Nieumarła Francja atakuje – wywiad z Yannickiem Dahanem, współreżyserem „La Horde”

lahorde

Kilkanaście dni temu na różnego rodzaju serwisach filmowych miała miejsce premiera teasera nowego francuskiego survival-horroru zatytułowanego „La Horde”. My zamiast wrzucać ów filmik i okrasić go suchym, krótkim opisem fabuły, postanowiliśmy odczekać parę dni i wrzucić ów filmik okraszając go krótkim, ale wcale nie suchym wywiadem ze współreżyserem całego przedsięwzięcia, czyli Yannickiem Dahanem. Bardzo sympatycznym i pozytywnie nakręconym człowiekiem, tak nawiasem mówiąc. Zapraszam do lektury.

Na początku chciałbym Cię zapytać, czy istnieje jeden konkretny film będący punktem zwrotnym w Twoim życiu? Taki po którym pomyślałeś: „Hmm, ja też chcę być reżyserem!”

Cóż, ludzie często mi zadają to pytanie i zawsze mam z nim problem. Kiedy byłem jeszcze brzdącem, ojciec często zabierał mnie do kina na takie filmy jak „Dziesięć Przykazań”, „Dawno Temu Na Dzikim Zachodzie”, „Gwiezdne Wojny” czy „Mad Max 2”, z których zachowałem bardzo intensywne wspomnienia. Pamiętam jednak, że filmem, po którym pomyślałem sobie: „Ja też tak chcę!”, był „Conan Barbarzyńca”. Ten film zawiera dokładnie to, czego ja osobiście oczekuję w kinie: epicka historia, twardziel na pierwszym planie, kupa złych kolesi z toporami, najlepszy soundtrack świata i swego rodzaju dzikość, której już nikt nigdy w taki sposób nie pokazał na ekranie. I pomimo faktu, że jestem fanem braci Coen, Verhoevena, Guillermo del Toro czy Petera Jacksona, to właśnie „Conan” zajmuje specjalne miejsce w moim sercu.

Fabuła „La Horde” może kojarzyć się trochę z „Atakiem na Posterunek 13” Carpentera. Czy faktycznie był ten film inspiracją przy pisaniu scenariusza?

Na pewno, choć wpłynęło to raczej nieświadomie na mnie i Benjamina [Rochera, współreżysera – przyp. Stark]. Chcieliśmy stworzyć prostą survivalową historię, w ramach której moglibyśmy nieco zabawić się bohaterami, a przy okazji powiedzieć kilka rzeczy o francuskim społeczeństwie. „La Horde” faktycznie obfituje w nawiązania do ukochanych filmów naszej młodości, kiedy to byliśmy mocno zainfekowani filmami ze Schwarzeneggerem oraz twórczością takich reżyserów jak właśnie Carpenter, Friedkin, Raimi czy Hooper. Nie może zatem dziwić fakt, że pewne ich wpływy przeniknęły do naszego filmu. Wiesz, to nasza pierwsza produkcja, i – jak wszyscy młodzi reżyserzy –  chcemy pokazać jak najwięcej rzeczy, za które kochamy kino. Być może nawet trochę za dużo jak na tak niewielki budżet.  I z tego również wynika fakt, że nasza produkcja ma tak mocny posmak lat osiemdziesiątych – twardziele walący z wielkich spluw do hord opętańczo wyjących zombie, nieokrzesane, wulgarne dialogi… o to nam chodziło. Nie chcieliśmy zatrudniać młodych i ładnych aktorów, jak to ostatnio robią wszyscy przy okazji kręcenia kolejnego horroru. Woleliśmy starszych, twardych facetów z przeszłością wyrysowaną na twarzy. To, co w głównej mierze zaczerpnęliśmy od Carpentera, to twardzielski charakter jego filmów (które uwielbiamy), no i fakt, że gliniarze i bandyci jednoczą się przeciw wspólnemu wrogowi. Reszta jednak jest zupełnie inna.

W ostatnim czasie pojawia się całe mnóstwo nowych filmów o zombie. Właściwie nie ma tygodnia abyśmy nie czytali lub nie słyszeli newsa o kolejnej nadchodzącej tego typu produkcji. Jakie elementy wyróżnią „La Horde” od hordy pozostałych nowych filmów o żywych trupach?

To wszystko prawda, ale musisz pamiętać, że to nasz debiut, który planujemy już od niesamowicie długiego czasu. Cała idea tkwiła w naszych głowach na długo zanim skombinowaliśmy pieniądze. Kiedy zaczęliśmy na serio pracować nad naszym projektem, światło dzienne ujrzał tylko „Świt Żywych Trupów” Snydera. Nasz film na pewno nie powstawał z myślą o zdyskontowaniu sukcesu poprzedników. Po prostu mamy pecha, że tylu ludzi nagle zachciało robić filmy o zombie :). Na przykład „[REC] 2” zaczęli kręcić po nas, a film wyjdzie wcześniej. Taka już kolej rzeczy. Wiem jednak, że w naszym przypadku będzie inaczej, bo… „La Horde” to nie do końca typowy zombie movie. To raczej kino akcji z zombie na dokładkę. Jest tu pewna różnica, bo nasz film nie będzie zawierał dużo scen gore, zupełnie nie chcieliśmy też stosować jump scares. Nie skupiamy się aż tak bardzo na zombie. Nasz film to szybka, ostra jazda, mocno zabarwiona czarnym humorem i mocnymi scenami akcji, gdzie prym wiodą twardzi faceci, którzy nieźle się wkurzają w konfrontacji z niewyobrażalnym.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=AAxqYS_bgUU

Jaki jest Twój osobisty kanon filmów o zombie? Mógłbyś wskazać swoje trzy ulubione filmy o żywych trupach?

Szczerze mówiąc lubię różne rodzaje filmów o zombie. Zdecydowanie jednak moim ulubionym jest „28 Tygodni Później” Fresnadillo [Nie do końca film o zombie, ale wiadomo, o co chodzi. – przyp. Stark]. Ten film ma wszystko – tragiczną atmosferę, egzystencjalne podejście do tematu, trochę humoru, przemoc. Jest świetnie wyreżyserowany, a samą historię opowiedziano z nerwem. Poza tym mamy tu znakomite postaci i kilka niesamowitych, symbolicznych scen wiele mówiących o współczesnym społeczeństwie.
Oprócz tego „Dzień Żywych Trupów” Romero, gdyż to film, który wciąż mnie przeraża oraz uderza swoją symboliką. No i oczywiście „Świt Żywych Trupów” Romero, bo to po prostu arcydzieło.

Myślę, że możemy już mówić o Nowej Fali Młodych Francuskich Reżyserów Horrorów (Aja, Moreau & Palud, Gens, Bustillo & Maury, teraz Ty i Benjamin Rocher). Jak układają się stosunki między Wami? Znacie się? Wspieracie? A może istnieje między Wami jakaś rywalizacja?

Tworzyć kino gatunkowe we Francji to bardzo, ale to bardzo ciężka sprawa. Jesteśmy jednymi z nielicznych, którym udało się otrzymać pieniądze na realizację takich filmów. Tak więc owszem, wiemy kto jest kim i nie ma między nami żadnej rywalizacji. Wszyscy przechodziliśmy to samo, wiele wycierpieliśmy tworząc nasze filmy, dlatego wzajemnie się szanujemy. Aczkolwiek przyznam, że niekoniecznie znamy się osobiście. Xavier Gens jest moim serdecznym przyjacielem, pozostaję również w bardzo dobrych stosunkach z Bustillo i Maurym, Davidem Morleyem i Abelem Ferrym. Wszyscy oni mocno wspierali mnie i Benjamina podczas kręcenia filmu. Xavier mocno nam pomógł zarówno w kwestiach finansowych  jak i artystycznych, a David zagrał nawet małą rólkę. Z drugiej jednak strony nie znam osobiście Pascala Laugiera czy duetu Moreau/Palud.

horde1

Część ze wspomnianych przeze mnie reżyserów przetarła już szlak do Hollywood (Aja, Moreau/Palud). Czy Ty też chciałbyś wyjechać do Stanów i robić tam karierę?

To zależy. Niespecjalnie nam się śpieszy, żeby zostać „wykorzystanym” w Hollywood. Wiesz, chodzi głównie o to, że niesamowicie ciężko jest kręcić kino gatunkowe we Francji, dlatego w większości nasi młodzi reżyserzy jadą do Stanów po prostu… do pracy. Nie dlatego, że to ich marzenie. Na przykład ja wiem, że minie przynajmniej rok lub dwa zanim zabrałbym się za kolejny film tu, we Francji. A z drugiej strony mam już kontakty w Fabryce Snów i wiem, że spokojnie mógłbym tam kręcić swoje kolejne dzieło. Nie mogę na sto procent powiedzieć, że na pewno oprę się pokusie, choć wolałbym zrobić jeszcze jeden film u mnie w kraju. Tylko tutaj to wszystko jest takie czasochłonne…

I ostatnie pytanie – kto Twoim zdaniem wygrałby w walce na śmierć i życie między Jeanem-Claude van Dammem a Stevenem Seagalem?:)

To bardzo interesujące pytanie! Główkuje nad tą kwestią od długiego czasu. Ciężko powiedzieć, bo Steven, my man, przeobraził się w żyjącego Buddę, a van Damme chciałby zdobyć Oscara. Myślę, że 20 lat temu Steven zmiażdżył by van Damme’a w ułamku sekundy, bo faktycznie mistrzem sztuk walki był. A poza tym miał fajny, twardzielski sposób bycia. Takie „nie podkurwiaj mnie gościu”. Szczerze jednak mówiąc wygląda na to, że dziś van Damme jest w lepszej kondycji fizycznej niż Steven. Mimo, że byłaby to okropna walka do oglądania, wydaje mi się że Jean-Claude z łatwością by wygrał. Stary, popatrz tylko na nowe filmy Stevena – on przecież ledwo się tam rusza! Wiem co mówię, widziałem wszystkie. Nawet te najgorsze, robione prosto na DVD! [To były inne? – przyp. Stark]

I kto tu jest twardzielem? Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz