
Miejsce zbrodni z reguły staje się sceną, na której istny balet wykonuje całe mnóstwo techników, dokumentując każdy detal w celu późniejszej analizy. Co jeśli zastąpić wszystkich tych ludzi za pomocą medium?

“Mon(s)tre” to dwa słowa w jednym zaklęte – poczciwy zegarek (montre) w oka mgnieniu potrafi zamienić się w potwora (monstre). A jak to wszystko pięknie namalowane, jakie magiczne!

Francuski kwartet turntablistyczny Birdy Nam Nam nie tworzy banalnej muzyki. Toteż klip ilustrujący “Parachute Ending” zwyczajny być nie mógł. I nie jest. Całość wygląda jakby powstała dwie dekady temu, przy asyście Moebiusa który przesadził z LSD.

W lipcu tego roku Yannick Dahan osobiście przybliżył nam swój nowy film. Wydawać by się mogło, że upłynęło wystarczająco dużo czasu, by oczekiwać premiery kinowej lub innej formy dystrybucji. Jednak okazuje się, że film był jak dotąd prezentowany jedynie na kilku festiwalach i czekać trzeba dalej…

No proszę! Luc Besson postanowił wrócić do reżyserowania. Nie bardzo wiem, czy się cieszyć, czy niepokoić, gdyż ten (kiedyś) utalentowany francuski twórca już dawno nie nakręcił nic porządnego. W każdym razie jego najnowszy film nazywa się “Les Aventures Extraordinaires d’Adèle Blanc-Sec” i jest adaptacją komiksów z lat 70tych ubiegłego wieku.

Kto by pomyślał… 13 minutowa francuska animacja okazuje się najbardziej przerażającym filmem jaki widziałem w tym roku.

“Bunker” francuskiego reżysera Paula Douceta trwa jedynie 10 minut. Jednak ogrom postapokaliptycznego klimatu jaki ze sobą niesie, przyćmiewa większość ostatnich hollywoodzkich produkcji.

“Après la Pluie” (“Po deszczu”) to kolejna francuska krótkometrażówka, którą z niekłamaną przyjemnością Wam prezentuję. Ten trzyminutowy filmik prezentuje prawdziwie światowy poziom animacji, a na dodatek jest przykładem idealnego łączenia tradycyjnego rysunku z animacją komputerową. Myślę, że spodoba się szczególnie fanom twórczości Hayao Miyazakiego.

Przed Wami kolejna krótkometrażowa animacja. Tym razem rzecz w realiach postapokaliptycznych, na dodatek utrzymana w nostalgicznym klimacie.

Czas na kolejny animowany cymes. Choć jest to film tematycznie pokrewny z prezentowanym niedawno “Le marche de sans-nom“, to prezentuje zgoła odmienną stylistykę i ujęcie steampunkowego ducha.