Dotychczas smoki nie miały zbyt wiele szczęścia jeśli chodzi o film. Solidne produkcje traktujące o zionących ogniem gadach policzyć można na palcach jednej ręki. Czy “Age of the Dragons” dołączy do nich? Całkiem prawdopodobne, bo pomysł wyjściowy jest interesujący – twórcy zdecydowali się połączyć smoczą mitologię z historią o Mobym Dicku.
Zachodnia kinematografia przeżywa ostatnio ogromny kryzys. Deficyt świeżych pomysłów skutkuje nie tylko lawiną sequeli, prequeli i crossoverów. Objawia się również ekranizowaniem wszelkich duperelastych komiksów oraz odtwarzaniem raz za razem banalnych i zużytych na potęgę motywów. Ot, chociażby Inwazji Kosmitów™.
Wygląda na to, że ekipa Platige Image stała się etatowym współtwórcą przedsięwzięć historyczno-edukacyjnych. Wystarczy wspomnieć o “Pamiętam. Katyń 1940“, klipie promującym dukajowego “Wrońca” czy “39/89 – Zrozumieć Polskę” LUCa. Czy to źle?
Wręcz przeciwnie! Przedsięwzięcia tego typu zasługują na nowoczesną i efektywną oprawę, a udział PI takową właśnie gwarantuje. Przekonajcie się zresztą sami.
Czy najbrzydszy z trójki potwornego rodzeństwa nareszcie doczeka się należytego uznania ze strony kina? Najstarszy brat – wampir – już od dawna cieszy się największą estymą, jak i popularnością (a co za tym idzie imponującym dorobkiem nie tylko filmowym, ale także finansowym). Środkowy – wilkołak – może i nie ma szczęścia w znaczeniu stricte komercyjnym, ale z pewnością występował w obrazach o często dość sporym budżecie (“Wilkołak” a wcześniej “Underworld 3″) i przyciągał znane nazwiska (choćby Jack Nicholson). Jedynie zombie, choć otoczony nie mniejszym kultem, to jednak wciąż nieco w cieniu “starszego rodzeństwa”. Tylko po co czekać na uznanie ze strony kina, kiedy mamy telewizję?
Dzisiaj, w amerykańskiej telewizji nastąpi emisja ostatniego odcinka serialu “Lost”. Serialu, który bez wątpienia był prawdziwym telewizyjnym fenomenem. Żadna produkcja nie czerpała z tylu odniesień jako źródeł swojej inspiracji (choćby literatury, popkultury, mitologi i religii) i nie powodowała tak zażartych dyskusji i niekończącej się lawiny teorii i domysłów (szczególnie polecam baaardzo dogłębne analizy poszczególnych odcinków autorstwa Jeffa Jensena).
Michael Biehn to aktor, co do którego czuje niejako pewien sentyment, gdyż był moim pierwszym filmowym zadurzeniem. Niestety po bohaterskich rolach u Jamesa Camerona nic ciekawego w jego karierze już się nie wydarzyło i moja nastoletnia fascynacja szybko przeminęła. Ostatnio jednak jego nazwisko pojawiło się przy okazji filmu w klimatach postapokaliptycznych pod tytułem “The Divide”, który zapowiada się całkiem intrygująco.
Waiting sucks, ale na szczęści twórcy “True Blood” potrafią to oczekiwanie od czasu do czasu nagrodzić jakimś fajnym plakatem lub kolejnym mini epizodem. Najnowsze wideo poświęcone jest zmiennokształtnemu Samowi i dzieje się tuż po dramatycznym finale drugiej serii. A jak wam jeszcze mało, to zapraszam do obejrzenia najnowszego, baaardzo interesującego zwiastuna. Trzeci sezon zapowiada się naprawdę smakowicie!