Piercing – recenzja

Giallo mon amour

„Piercing” to jeden z tych filmów, które fabularnie na papierze wydają się świetnym pomysłem, ale na taśmie okazuje się, iż było zupełnie odwrotnie. Co jest oczywiście przykre, bo liczyłam, iż będzie jednak inaczej.  „Piercing” posiada jednak jedną sporą zaletę, której w druku nie dałoby się raczej oddać.

Film jest adaptacją powieści Ryu Murakami, na zachodzie najbardziej znanego jako autora scenariusza do „Audition” Takeshi Miike. Obie historie na pewnej płaszczyźnie zresztą więcej łączy niż dzieli. Główny bohater „Piercing”, Reed (Christopher Abbott) to na pozór porządny mąż i ojciec, którego nawiedzają mordercze myśli (ich centralnym elementem zawsze jest szpikulec do lodu). By zaspokoić swoje instynkty obmyśla skrupulatny plan i pod pozorem służbowego wyjazdu organizuje pokój w hotelu, gdzie zwabiona ofiara (prostytutka wynajęta pod pretekstem sesji S&M) pozwoli mu wreszcie osiągnąć upragniony spokój. Zamówiona dziewczyna (Mia Wasikowska) okaże się nie tylko sporym wyzwaniem ale zdecydowanie zaburzy dynamikę tej „transakcji”.

Piercing-Mia-Wasikowska
Największy problem filmu Nicolasa Pesce polega na niesamowitym rozciągnięciu całej historii. Wszystko co widzimy na ekranie dałoby się spokojnie zmieścić w zaledwie 20 minutach. Akcja niemiłosiernie się dłuży i ciągnie przez co obraz robi się po prostu nudny.  Film, który oscyluje wokół tematyki zaburzonej psychiki, morderczych instynktów i mocno porypanego, sadomasochistycznego romansu, powinien chyba trochę ekscytować?

Nie przeszkadza mi, że to historia mocno minimalistyczna, ale wadzi mi mocno fakt, iż zabrakło w niej głębi. Cała opowieść spoczywa na barkach zaledwie dwójki postaci i nie są to wcale nazwiska pozbawione zdolności aktorskich. Christopher Abbott już od jakiegoś czasu konsekwentnie wymazuje wizerunek nudnego chłopaka Marnie z „Girls” grywając w pozycjach kina niezależnego, które zawsze są mocno intrygujące (ostatnio w „Sweet Virginia”) a Wasikowska to jedna z bardziej ciekawszych aktorek swojego pokolenia (choć mnie zazwyczaj irytuje). Jednak nawet młodzi zdolni nic nie wskórają, gdy scenariusz kuleje (książki nie czytałam, więc ciężko mi ocenić, czy to wina źródła czy jednak adaptacji). „Piercing” to zaledwie drugi film w karierze Pesce więc (optymistycznie) obstawiam, iż autor nadal szlifuje swój warsztat scenopisarski.  Nawet jeśli pisanie słabo mu wychodzi, to nadrabia z nawiązką w kwestii audio-wizualnej.

Piercing

„Piercing” to przede wszystkim jeden wielki hołd dla włoskiego giallo. Pesce jest wielkim fanem i film jako wyraz autorskiej miłości dla tego gatunku jest fascynującym i pięknym tworem. Ja dodałabym jeszcze nieco wpływu Briana De Palmy (kiedy ostatnio widzieliście w jakimś filmie tak mocno przez niego faworyzowany split screen?). Muzyka pojawiająca się w trakcie seansu jest całkowicie zapożyczona ze wspomnianych włoskich thrillerów (głównie są to kompozycje Bruno Nicolai). Ścieżka dźwiękowa świetnie współgra z obrazem a stylistyka i sposób realizacji  jest cudownie retro (choćby staroświeckie makiety udające budynki). Strona wizualna, muzyka i design to elementy, które ten obraz niejako ratują. Kiedy więc na ekranie wiało nudą moja uwaga skupiała się najbardziej na… scenografii. Akcja rozgrywa się prawie wyłącznie w hotelu i domu postaci granej przez Wasikowską, i to co mnie najmocniej frapowało podczas seansu to skąd oni wzięli takie fajne gadżety i meble. Młody reżyser bez wątpienia ma świetne wyczucie wizualne i smykałkę do tworzenia unikatowych sekwencji – jedną z lepszych jest scena halucynacji. Jednak momentami przerost formy nad treścią był mocno krzywdzący dla opowiadanej historii (podroż w przeszłość głównego bohatera wymagała czegoś więcej niż szokujących i dziwacznych migawek).

„Piercing” mógłby być fascynującym psychoseksualnym thrillerem i nietuzinkową historią miłosną w jednym.  Jednak jest jedynie świetną stylistyczną laurką dla kina, którego już się niestety nie robi. Liczę, iż Pesce wreszcie się postara i w kolejnym filmie zachwyci nie tylko wizualnie, ale też i fabularnie.

Dodaj komentarz