Archiwa tagu: kryminał

Promocji „Public Enemies” ciąg dalszy

enemies2Szczerze mówiąc nie przepadam za coraz modniejszymi seriami plakatów z poszczególnymi postaciami z danego filmu. Jest ich jednak coraz więcej, więc powoli zaczynam się przyzwyczajać. Teraz Michael Mann pozazdrościł chyba Tarantino serii do „Inglorious Basterds”, i przedstawia nam pojedynczo swoją równie przystojną, wystylizowaną i pięknie prezentującą się ekipę. Czytaj dalej Promocji „Public Enemies” ciąg dalszy

Malone daje im popalić w nowym zwiastunie

giveemhellmalone_banner

Z okazji targów filmowych, odbywających się w czasie trwania festiwalu w Cannes, twórcy „Give’em Hell Malone” zmontowali nowy zwiastun. W porównaniu z poprzednim (będącym bardziej miksem rożnych scen niż typową zapowiedzią) – obecny daje już jakiś wgląd w charakter fabuły i głównych bohaterów.
Czytaj dalej Malone daje im popalić w nowym zwiastunie

Retro klimaty – zwiastun i nieoficjalny plakat do „Braci Bloom”

bloom2
„Bracia Bloom” Riana Johnsona to historia dwóch oszustów, którzy postanawiają zrobić swój ostatni przekręt. Ich celem zostaje ekscentryczna dziedziczka. W obsadzie m.in. Rachel Weisz, Adrien Brody i Rinko Kikuchi. Czytaj dalej Retro klimaty – zwiastun i nieoficjalny plakat do „Braci Bloom”

Public Enemies – zwiastun

Jak widać akcja promocyjna „Public Enemies” ruszyła pełną parą (chciałoby się dodać: w końcu!). W sieci pojawił się pierwszy zwiastun. Dynamicznie zmontowana zajawka koncentruje się na postaci Dillingera odgrywanej przez Deppa – widać więc kto będzie grał w filmie pierwsze skrzypce. Czyżby nie zapowiadało się na aktorski pojedynek między nim a Balem?
Czytaj dalej Public Enemies – zwiastun

The Red Riding Trilogy

ImageShack

’Rozpruwacz’ to przydomek, który nam jednoznacznie kojarzy się z pewnym wiktoriańskim seryjnym mordercą, jednak dla Anglików (szczególnie z górnej części Wyspy) sprawa może nie być aż tak oczywista. Peter Sutcliffe, szerzej znany jako Rozpruwacz z Yorkshire, w latach 1975-1980 zamordował trzynaście kobiet na północy Anglii, a siedem innych okaleczył. Zainspirowany tymi wydarzeniami David Pearce stworzył Red Riding Quartet – serię powieści, które niedawno doczekały się ekranizacji przez brytyjską stację Channel 4. Czyżby „Zodiak” razy trzy? Bardzo prawdopodobne.
Czytaj dalej The Red Riding Trilogy

Great (?) Expectations by Melagnea

ImageShack

Gdybym musiała tak 'z biegu’ i bez zastanowienia podać tytuł filmu najbardziej przeze mnie wyczekiwanego, to bez wątpienia byliby to „Strażnicy” Zacka Snydera. Ekranizacja komiksu uznanego za 'biblię’ historii obrazkowych to nie lada wyzwanie, podobne do tego z jakim musiał się zmierzyć Peter Jackson gdy brał się za Tolkiena. Czy Snyderowi się udało? Cóż, sadząc po tych wszystkich zwiastunach, klipach i relacjach z planu zalewających od jakiegoś czasu Internet, pewna jestem, iż dzieło Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa trafiło we właściwe ręce. Czyli w ręce fana, a nie przypadkowego reżysera wynajętego przez studio. A to już na początek duży plus.

ImageShackSą reżyserzy i aktorzy na których nowe filmy zawsze chętnie czekam i zawsze chętnie oglądam. Guy Ritchie i Robert Downey Jr. na przykład. Miło więc wiedzieć że majstrują coś razem i jeszcze tak nietypowego jak nowe spojrzenie na „Sherlocka Holmesa”. Ufam, iż Guy Ritchie po rozwodzie z Madonną wrócił do formy, bo o aktorski popis pana Iron Mana raczej mogę być spokojna. A skoro już jesteśmy na Wyspach, to z niecierpliwością wyszukuję co raz to nowszych niusów (i niebawem na Opium pojawi się jakiś szerszy wpis na ten temat) w sprawie pewnego małego brytyjskiego filmu pt: „44 Inch Chest”, który ma ujrzeć światło dzienne 'gdzieś w 2009′. Nie dość że za popełnienie scenariusza odpowiedzialni są twórcy „Sexy Beast”, to jeszcze część ekipy  jest zaangażowana w ową nową produkcję. A dokładniej, Ray Winstone i Ian McShane – sama ta dwójka to już aktorskie creme de la creme, a co będzie gdy się do nich doda Toma Wilkinsona, Johna Hurta i Stephena Dillane’a? Zapowiada się kolejny świetny film gangsterski made in Britain. A na deser jeszcze Massive Attack przygrywający na soundtracku… po prostu cud, miód i orzeszki.

ImageShackKolejny reżyser który zawsze może liczyć na uwagę z mojej strony to oczywiście Quentin Tarantino. „Inglorious Basterds” to wydarzenie samo w sobie, więc mam nadzieję, że taki filmożerca jak Tarantino po raz kolejny zaskoczy nietypowym potraktowaniem wybranego gatunku filmowego, tym razem kina wojennego. Ale na szczęście nie kina spod znaku „Szeregowca Ryan’a” tylko „Parszywej Dwunastki” – takiego lżejszego, bardziej awanturniczego spojrzenia na ten gatunek bardzo  mi ostatnio  brakowało. Kolejna żelazna pozycja, bądź raczej osoba, na mojej liście to Viggo Mortensen, na dodatek w ekranizacji powieści Cormaca McCarthiego („To nie jest kraj dla starych ludzi”). Postapokaliptyczna „The Road” miała trafić do kin już pod koniec zeszłego roku, ale jakiś baran przesunął premierę na jak na razie nie znaną datę roku 2009. Choć w sumie to nawet dobrze… bo będę miała czas aby zapoznać się z literackim pierwowzorem. Skoro już jestem przy filmowych adaptacjach dzieł znanych pisarzy, to Martin Scorsese planuje na ten rok pokaz „Shutter Island” na podstawie prozy Dennisa Lehane’a. Pana Scorsese nie trzeba przedstawiać, a jeśli nazwisko Lehane nic nikomu nie mówi, to proszę sobie przypomnieć takie filmy jak „Rzeka Tajemnic” czy „Gdzie jesteś Amando?” – zapowiada się kawałek dobrego i solidnego kina, więc przełknę nawet Leonarda DiCaprio w obsadzie.

ImageShackNo to  teraz może coś z innej beczki? Horrorowej tudzież thrillerowej? Wampiry są na fali, a ja mam nadzieje że „The Wolf-Man” spowoduje, iż wilkołaki doczekają się paru fajnych filmów. Obsadę ma solidną (Del Toro, Hopkins, Weaving), historię intrygującą, a gotycko-wiktoriański klimat zdaje się być odpowiednio zaserwowany. Czyli to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oby Joe Johnston się spisał, bo chciałabym ujrzeć więcej futrzaków na kinowym ekranie. Co prawda aż tak bardzo nie przepadam za horrorami, ale za to  przepadam bardzo za horrorowymi komediami, to też bardzo mnie intryguje „Jennifer’s Body”. Historia o opętanej przez demona cheerleaderce, która wykańcza kolegów z klasy, być może nie byłaby warta mojej uwagi gdyby nie fakt, iż wyszła z pod ręki Dablo Cody. Czyli pani co to prowadzi fajny blog i dostała Oskara za scenariusz do „Juno”. A pamiętacie takiego pana, który nazywa się Richard Kelly? Zrobił kiedyś jeden niezależny i już dziś kultowy film pod tytułem „Donnie Darko” a następnie dostał kupę kasy na kolejny obraz i dal ciała z „Southland Tales”. Dowiódł tym mojej teorii, iż większość reżyserów, których małe i niekomercyjnie debiuty reżyserskie zyskały rozgłos i uznanie, przy kolejnej produkcji (już takiej za duże pieniądze i profesjonalnej) – głupieje (patrz: Neil Marshall i jego „Doomsday”). Kelly być może  zrehabilituje się za poprzednią porażkę swoim najnowszym obrazem „The Box”. Podstawy są: film oparto o opowiadanie Richarda Masthesona (a później jeden z odcinków kultowej „Strefy Mroku”) o młodym małżeństwie które pewnego dnia otrzymuje tajemnicze pudełko z dziwnym przyciskiem w środku. Po przyciśnięciu guzika mają otrzymać milion dolarów. Ale nie ma nic za darmo – gdy to nastąpi umrze jedna osoba.

ImageShackNo i na koniec zostawiłam swoje oczekiwana związane z filmami kostiumowymi. Dwie produkcje z pogranicza dramatu, przygody i historii szczególnie mnie zainteresowały. Pierwsza to „Agora” z Rachel Weisz wcielającą się w myślicielkę i astrologa żyjącą w starożytnej Aleksandrii. A druga to „Valhalla Rising” bo nie dość, że o wikingach, to jeszcze z Madsem Mikkelsenem. A za kamerą – Nicolas Vinding Refn znany do tej pory z twardego kina współczesnego, więc tym bardziej ciekawa jestem jego spojrzenia na do tej pory obcy mu gatunek.

Czy te filmy spełnią moje oczekiwania? Cóż, czas pokaże. Być może kilka okaże się stratą czasu a kilka faktycznie będzie wartych wydanych na nie pieniędzy. Ogólnie jestem dobrej myśli i liczę po cichu, że w tym roku zaskoczy mnie jeszcze nie jeden film, niekoniecznie ten z listy 'wyczekiwanych’ – jakiś niepozorny, kompletnie niezauważony przez mainstreamową publiczność, na który natknę się przypadkiem, lub taki który w pierwszym odruchu kompletnie zignoruję i docenię dopiero gdy przyjdzie na to właściwa pora.

Great (?) Expectations by Stark

Great (?) Expectations by D’mooN

Great (?) Expectations by D’mooN

Jeśli miałbym wskazać konkretne tytuły na które faktycznie czekam w 2009 roku, to okazałoby się, że można by je policzyć na palcach jednej ręki (pijanego drwala).

Moon

„Księżyc” zapowiada się na kawał soczystego, do cna staroszkolnego kina s-f. Już samo to wystarczy, by czekać na taki obrazek, bo filmy które można nazwać 'solidnym science-fiction’ to obecnie cholerna rzadkość. Tutaj na okrasę mamy jeszcze Sama Rockwella i przepiękne zdjęcia. Czego chcieć więcej?

Public Enemies

Czysta magia nazwisk. Mann. Depp. Bale.

Czysta magia czasu i miejsca. Bo co lepiej nadaje się na tło historii gangsterskiej, niż USA lat trzydziestych ubiegłego wieku? A wiadomo nie od dziś, że najlepsze historie napisało samo życie. Mann udowodnił, że w tworzeniu ekranowych duetów jest wyczynowcem, i tego też oczekuję od tego filmu: świetnego duetu.

Reszta cała, czyli na co nie czekam…

…ale czego ciekaw jestem niezmiernie.

Ciekaw jestem „The Road” Hillcoata. Surowe, postapokaliptyczne kino jest zawsze w cenie. Szczególnie, że „Blindness” rozczarowało mnie nieco, a apetyt na podobne klimaty pozostał.

Ciekaw jestem „Knowing” Proyasa. Po fatalnym „Ja, Robot” facet stracił w moich oczach naprawdę wiele (na Boga, to ten sam gość który odpowiada za „Kruka” i „Dark City”!). I tak naprawdę „Knowing” to jego ostatnia szansa na zrehabilitowanie się. Przynajmniej jeśli o mnie chodzi.

Ciekaw jestem „Ninja Assasin” Wachowskich. Bo to sprawdzona marka, i nawet jeśli film polegnie w warstwie, że się tak górnolotnie wyrażę, „intelektualnej”, to przynajmniej będzie czym patrzałki nacieszyć.

Ciekaw jestem „Avatara” Camerona. Chyba dlatego, że przechwałki o rewolucyjności tego filmu mogą się okazać nieprzesadzone.

Ciekaw jestem „Inglorious Basterds” Tarantino. Quentin chwycił za rogi nowy temat, a z poprzednich potyczek wyszedł z tarczą. Nie licząc tego, że jak dotąd odnotowuję w jego twórczości tendencję zwyżkową (z całej jego filmografii najczęściej wracam do „Kill Bill” i „Death Proof”). Będzie dobrze.

Jest oczywiście wiele pomniejszych tytułów które zwróciły moją uwagę, ale… nie potrafię sobie ich przypomnieć. Zatem, nie są specjalnie istotne.

Ponadto, tak jak napisał Stark, chcę zostać zaskoczonym. Potknąć się o jakiś obraz, przekoziołkować i wyrżnąć głową o krawężnik. Czego sobie i Państwu życzę;)

Sundance 2009: „The Missing Person”

ImageShack

Filmów czerpiących z estetyki kina noir jest jak na lekarstwo, dlatego też z wielkim zainteresowaniem obejrzałam zwiastun kryminału „The Missing Person”, który to będzie miał swoja premierę na festiwalu Sundance. Historia skupia się na prywatnym detektywie Johnie Roslow (Michael Shannon – którego polecam do obejrzenia w „Fobii” Wiliama Friedkina) wynajętym do śledzenia mężczyzny podróżującego pociągiem z Chicago do Los Angeles. Roslow stopniowo odkrywa tajemnice tożsamości nieznajomego, będącego tytułową „Osobą Zaginioną”- jedną z wielu uznanych za zmarłego po atakach z 11 września. Motywowany pokaźną nagrodą pieniężna, detektyw postanawia za wszelką cenę przywieźć zaginionego do czekającej na niego w Nowym Yorku żony.

A tutaj do obejrzenia tzw. promo reel.

Strona oficjalna: missingpersonmovie.com

Rosyjska ruletka Verhoevena…

…czyli 'Winter Queen’, ekranizacja powieści 'Azazel’ Borisa Akunina (pod takim tytułem film będzie funkcjonował w niektórych krajach, także u nas).

XIX w., Moskwa. Bogaty student publicznie popełnia samobójstwo, pozostawiając majątek niejakiej lady Astair. Rosyjska policja do zbadania sprawy kieruje Erasta Fandorina, ciekawskiego, młodego detektywa. Fandorin, wietrząc w całej sprawie zagadkę, podejmuje śledztwo…

W jednej z głównych rół zobaczyć będzie można Millę Jovovich, scenariusz przygotował Gerard Soeteman, który współpracował z Verhoevenem także przy jego poprzednim filmie, „Czarnej Księdze”. Data premiery nie jest jeszcze ustalona, ale pojawiły się pierwsze plakaty promujące film.