
„The Mercury Men” to internetowy serial, który zapowiada się niezwykle obiecująco. Choćby dlatego, że jego twórcy przykładają ogromną wagę do detali…
Było to już widać w kapitalnym zwiastunie, świetne wrażenie robiły też, wzorowane na pracach Saula Bassa, plakaty. Ekipa Mercury Men Pictures nie spoczywa jednak na laurach, i co jakiś czas publikuje różne drobiażdżki. Ostatnio na przykład pojawiło się kilka „cyfrowych rekwizytów” – reprodukcji tych faktycznie użytych w serialu. Do pobrania, wydrukowania i powieszenia na ścianie.

Schemat pistoletu świetlnego Lumière

Mapa orbitalna...

...i jej projekcja (kadr z serialu)
Pojawiło się również kilka stylizowanych zdjęć asów przestworzy:



Aby pobrać powyższe grafiki w wysokiej rozdzielczości, klikajcie na poniższy odnośnik:
http://themercurymen.blogspot.com/
Premiera pierwszego odcinka jest zapowiedziana na późne lato/wczesną jesień 2009.








Paweł Chrzanowski
16:54 / 16 / Czerwiec / 2009
Wygląda konkret. Przypomina się Lobster Johnson z Hellboya (komiksu).
Szkoda, że nie ma więcej filmów w takich pulpowych klimatach. Może dlatego, że Sky Captain jednak trochę zawiódł… Gdzieś tam coś poszło nie tak.
Nawiasem mówiąc, gratuluję świetnego bloga. W końcu serwis idealnie trafiający w moje filmowe loty. Oby tak dalej!
D-mooN
18:44 / 16 / Czerwiec / 2009
Dziękuję w imieniu całej ekipy:)
Jeśli chodzi o wszelkie odmiany steam/diesel/cyber-punku, to nie zdobyły one niestety wielkiej popularności w kinie. Dlaczego?
Być może miernota niektórych produkcji to dobry trop. Tylko nie wieszałbym psów na „Sky Captain”, który jako dzieło gatunkowe broni się przecież znakomicie.
Paweł Chrzanowski
19:10 / 16 / Czerwiec / 2009
Też daleki jestem coby wieszać na SC psy, ale mimo, że starałem się go polubić (trzy próby były) to jakoś mi się nie udało. Jakiejś iskry tam zabrakło, samej formy (smakowitej – na pewno) nie starczyło moim zdaniem na wybronienie filmu.
Mimo wszystko czekam na dalsze podejścia do tego gatunku. Potencjał przecież jest. Niestety holiłód woli dzisiaj remake’i trzaskać…
D-mooN
01:49 / 17 / Czerwiec / 2009
Ja „Kapitanem” byłem nieco rozczarowany po wyjściu z kina. Mimo to zakupiłem dvd, dałem kolejną szansę i… polubiłem ten film. I lubię go coraz bardziej z każdym kolejnym seansem. Choćby za pojedyncze sceny, choćby za genialnie nakreślone postaci. Za ogólny zamysł.