komentarzy 5

  1. Majki-Fajki
    26/07/2010
    Odpowiedz

    Wg mnie Amerykanie mają rzemiosło filmowe w małym paluszku i o ile filmu nie robili amatorzy, to może być ciekawie. Jankesi inaczej patrzą na film jako sztukę, bardziej szanują widza. Dlatego umieram z ciekawości, zwłaszcza tego, jak wypadnie Chloe Martinez (nie – nie jestem pedobearem:),

  2. 26/07/2010
    Odpowiedz

    Z tym szacunkiem dla widza to różnie bywa. Powiedziałbym raczej, że wiedzą jak się przypodobać;)

  3. Cujo
    26/07/2010
    Odpowiedz

    „Jankesi bardziej szanuja widza”. Ladnie.
    A ja twierdze, ze najczesciej owego widza traktuja jak cwiercinteligenta, ktoremu trzeba wszystko podac na tacy, bez zadnych alegorii, niedopowiedzen, symboliki, bojacego sie jak diabel wody swieconej zobaczyc na ekranie kobiecego cycka, a przemoc – jak najbardziej, najchetniej w nadmiarze…
    Co do wspomnianego „rzemiosla filmowego”, to tez deczko sie ubawilem. Tego rzemiosla u nich uswiadczysz moze w 1 filmie na 50. Chyba, ze chodzi o takie rzemioslo jakie uprawia Michael Bay. Wowczas, faktycznie – TAKIE rzemioslo maja opanowane do perfekcji i blyszcza nim co chwila.

    Zeby za bardzo od tematu nie odbiegac, to ostudze tez troszke zapal – relacje z wczesnych pokazow remake’u mistrzow rzemiosla filmowego sa bardzo chlodne – mimo wczesniejszych zapewnien, remake nie jest osobnym dzielem, opartym wylacznie na ksiazce i wierniej na niej opartym, tylko zamerykanizowana kalka szwedzkiej wersji. Znaczy mamy znowu to szanowanie widza – mozemy zapomniec o pokazaniu kontrowersyjnych elementow ksiazki, wszystko ma byc pieknie ugladzone i uczesane politycznie.
    Ja jednak i tak sobie nie robilem zludzen bo troszke inaczej widze poziom kina w stanach dzisiaj.

  4. Majki-Fajki
    27/07/2010
    Odpowiedz

    Amerykanie są the best w kwestii rzemiosła. Nawet głupie „Transformery” mają kapitalne efekty wizualne i specjalne, świetny dźwięk. To miałem na myśli mówiąc rzemiosło. W Europie jak robią „Większy” film, to zawsze jest z tym słabiej.
    „Szacunek do widza” polega na tym, że jak oglądam blockbustera, to dostaję profesjonalną produkcję. Jak chcę czegoś „konkretniejszego” – też mam. W USA jest zdecydowanie mniej filmów „artystycznych” kręconych dla art directora i/lub reżysera, a więcej z myślą o widzach.
    Kino jest dla widowni do jasnej ciasnej.

  5. Cujo
    27/07/2010
    Odpowiedz

    Dla mnie najsprawniej zrealizowany wizualnie, dźwiękowo, montażowo, zapięty na ostatni guziczek pustak, nadal będzie tylko pustakiem.

    Nie jestem najwyraźniej tą widownią, w którą celują amerykańscy filmowcy. Wolę aby szacunek do mnie, jako widza, przejawiał się w wartościach nie tylko audio/video ale i artystycznych. Coś dla ciała? Jasne, ale tylko pod warunkiem, że i dusza dostanie swoje. Amerykanie ostatnio bardzo rzadko karmią moją duszę, a powiedziałbym nawet, że wprost przeciwnie – mordują coś co nazywam Kinem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *