Rok 2011 to bez wątpienia rok Michaela Fassbendera. Po komercyjnym sukcesie „X-Men:First Class”, aktor (jak na razie) nie rozmienił się na drobne i nadal optuje za produkcjami bardziej wyrafinowanymi artystycznie. Co prawda, z tego co zauważyła Agnieszka „Niebezpieczna Metoda” nieco rozczarowuje, to na szczęście jest jeszcze „Shame”.
„Shame” to historia trzydziestoparoletniego Brandona (Michael Fassbender), mieszkańca Nowego Jorku i zaawansowanego seksoholika. Pewnego dnia jego „monotematyczną” egzystencję zaburza przyjazd młodszej siostry (Carey Mulligan), która niedługo potem wprowadza się do jego mieszkania. Jej pobyt nie tylko wprowadza wiele komplikacji, ale także zmusza go do rozliczenia się z bolesną przeszłością.
[za THR]









Klaudia
00:34 / 19 / Listopad / 2011
Fassbender jeszcze w tegorocznej Jane Eyre się pokazał i przyznaję, że był mocno zaskakujący jako Rochester i bardzo uroczy :)
Motoduf
02:12 / 21 / Listopad / 2011
No, nie byłbym taki pewien, czy to rok Fassbenera. Jest jeszcze przecież Gosling ;)
Koleś
07:20 / 21 / Listopad / 2011
Rok 2011 bezsprzecznie należy do Jessici Chastain.
arte
00:09 / 24 / Listopad / 2011
no, CZEKAM. CZEKAM. CZEKAM.