komentarze 4

  1. gastromat
    21/11/2011
    Odpowiedz

    filmu nie widziałem, ale recenzja fajna i zachęcająca. ja jednak lubię się czepiać i przypomnę, że pierwsza płyta Pearl Jam została wydana w dużej, komercyjnej wytwórni. także „bojkotowanie mainstreamu” wydaje mi się od początku istnienia tej grupy mocno dyskusyjne. poza tym skoro powstali w 1991 roku i w tym samym roku wydali swój debiut to niekoniecznie „długo utrzymywali status kameralnej grupy grającej jedynie w małych klubach i trzymającej się z dala od komercji”. zestawienie Pearl Jam z Nirvaną zasadne, lecz warto wspomnieć, że „Nevermind” to druga płyta Nirvany, po wydanym w 1989 dla niezależnej wytwórni Sub Pop, zajebistym albumie „Bleach”. pozdrawiam i czytać będę.

  2. Agnieszka Sadowska
    21/11/2011
    Odpowiedz

    Witam, witam :) Czytaj i niech ci na zdrowie idzie. A co do samego filmu… to właśnie główna kwestia… na ile jesteś w stanie się odciąć od całej machiny jak twoja płyta sprzedaje się w milionach egzemplarzy. Jeśli odnosisz sukces, prędzej czy później, to co robisz stanie się biznesem i nie widzę w tym nic zdrożnego. Ja należę akurat do tych osób, które nie koniecznie muszą mieć świadomość niezależności twórcy by doceniać muzykę. Co mnie jednak wkurzało zawsze, to zestawianie z niby taką awangardową Nirvaną, która być może i wydała „Bleach” pod szyldem Sub-Popu, ale „Nevermind” została wydana przez Universal. I na koniec małe sprostowanie… Pearl Jam bardzo długo nie grał dużych koncertów. Takie jak wspomniany w recenzji, zdarzył się w ramach festiwalu, który wiadomo, rządzi się swoimi prawami i ludzie nie przychodzą tam tylko po to by posłuchać jednego zespołu.

  3. gastromat
    21/11/2011
    Odpowiedz

    witka Agnieszko. filmu jak napisałem nie widziałem, więc mogę się tylko odnieść do dywagacji natury ogólnej. właśnie dlatego, że Pearl Jam podpisał kontrakt z dużą, komercyjną wytwórnią to sprzedał tyle ile sprzedał. nikt ich do tego nie zmuszał, więc w jakiej to zespół był kontrze do dużych wytwórni? Nirvana też wpadła w podobne sidła, ale jednak miała za sobą „niezależną” ścieżkę wydawniczą. muzyka jest jedna i dla mnie (jak i dla Ciebie) jest sprawą drugorzędną czy wydał to label mainstreamowy czy niezależny. chodzi mi tylko o faktografię. inna sprawa, że Pearl Jam nigdy mnie szczególnie nie poruszał. zaczął się i skończył na pierwszej płycie, która i tak była rockowo-sztampowa. Nirvana nie ma w sobie nic z awangardy. po prostu brzmi dla mnie bardziej szorstko, momentami punkowo i zdecydowanie ostrzej gitarowo. i pewnie się narażę fanom Pearl Jam, ale Cobain miał dar pisania zapadających w pamięć (albo uszy) kawałków. Pearl Jam (może oprócz dwóch, trzech utworów) to dla mnie typowa rockowa magma. raz jeszcze pozdrawiam i do zoba w Łodzi jakoś.

  4. Agnieszka Sadowska
    21/11/2011
    Odpowiedz

    De gustibus non est disputandum :))) A do Łodzi zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *