komentarze 42

  1. Przemek P
    22/07/2012
    Odpowiedz

    Doskonała recenzja, krótko i zwięźle oddaje w pełni jak fatalny jest to film

  2. Cujo
    22/07/2012
    Odpowiedz

    wszystko przez pieprzonego lindelofa, pajac powinien mieć problemy z zatrudnieniem a znając życie, prometeusz będzie dla niego mostem do większych pieniędzy…

  3. Ingwar
    22/07/2012
    Odpowiedz

    Mnie z kolei film bardzo się podoba. Ocena 8/10. Ma klimat, lovecraftowską atmosferę i fajną dynamikę. Co kto lubi. Są gusta i guściki. To tylko film.

  4. 23/07/2012
    Odpowiedz

    Zatem w ciągu 6 tygodni film zarobił na czysto 40 mln $. Koszty marketingu szacowane są na 50-80 mln, więc Fox póki co nadal jest pod kreską!
    Ciekawe czy ta porażka czegokolwiek ich nauczy…

  5. frantz
    23/07/2012
    Odpowiedz

    1. konwencja zapożyczona z wcześniejszych serii – tak, ale czy czasem film nie miał być prequelem dla późniejszych wydarzeń które mieliśmy okazję oglądać w 8 pasażerze Nostromo?,
    2. scenariusz mało wyszukany – tak, ale skoro twórcy podjęli decyzję o wpasowania się w konwencję sagi to czy powinni zrobić psychologiczny dramat o rozterkach załogi Prometeusza związanych z istnieniem człowieka na ziemi, religią i burzeniem wiary na podstawie naukowych teorii (potwierdzonych wieloletnimi poszukiwaniami garstki naukowców)?,
    3. płaskie postacie – tak, ale czy idący do kina widz na pewno oczekiwał postaci rodem z kultowego MOON? Czy znając wszystkie części Aliena spodziewał się wycieczek twórców w skomplikowaną psychikę Petera Weylanda aby zrozumieć przyczyny wysłania ekipy poszukiwawczej (ze swą córką na czele)?

    Ja osobiście dostałem to na co liczyłem dwie godziny dobrej zabawy. Dlatego bardzo dziwią mnie recenzje które chciały by aby rozrywka dla szerokiej publiczności stała się produktem nad którym można przeprowadzać analizy naukowe i społeczne ;)
    Owszem teorie snute przez Shaw i Hollowaya to jeden z wielu wątków, na które Scott nie miał pomysłu i w których z czasem pojawiają się dziury logiczne. Tak intryga snuta przez Meredith Vickers rękami droida Davida to miejscami farsa. Ale czy oczekiwałem ambitnego kina czy w wypadku tej sagi wystarczy mi rozrywka. Odpowiedź sama ciśnie się na usta ;)

  6. Zepp
    23/07/2012
    Odpowiedz

    UWAGA SPOILERY :P

    1. Wytatuowany geolog od poczatku filmu walacy sucharami jak z rekawa (kocham kamienie lol) zgubil sie w prostym tunelu. Nie wazne, ze mial te efekciarskie roboty do skanowania. Skoro on sie zgubil to nie wiem jakim cudem reszta glabow wybiegla w kilka min. z tuneli bez najmniejszego problemu (na dodatek taszczac jakies graty).
    2. Wyluzowany czarny kapitan bez jakichkolwiek instynktow samozachowawczych zamienia statek w pocisk przy radosnym aplausie swoich „oficerow” (oczywiscie sa nimi azjata i bialy gosc – mozliwe, ze homoseksualista). Wczesniej odbywa stosunek z aryjska blondynka co wiele wnosi do fabuly. ;)
    3. Biolog szczerzacy sie do morderczego robala w cholernym grobowcu gdzie roi sie od trupow.
    4. Zaluje, ze Fassbender nie wytlukl calej zalogi zanim sami sie unicestwili.

    /end of spam

  7. frantz
    23/07/2012
    Odpowiedz

    @Zepp zastanawiam się czy Twoim spamem ;) nie mógłbym zrecenzować Alien, Aliens, Alien 3, Alien: Resurrection, Alien vs Predator, Alien vs Predator 2… ale dochodzę do wniosku że nie mogę w żadnej z części odnaleźć scen sexu z faszystami ;)

  8. 23/07/2012
    Odpowiedz

    „Również piloci statku jak i dowódcy ekspedycji dają popis totalnej impertynencji.”

    Znaczy brzydko się odzywają do załogi? ;) Czy odnoszą się niegrzecznie do Obcych? Bo według słownika „impertynencja” to „obraźliwe, aroganckie lub niekulturalne słowa czy zachowanie skierowane wobec kogoś”

  9. 23/07/2012
    Odpowiedz

    To synonim dla ‚arogancji’ i ‚prostactwa’. Oczywiście miałem na myśli to pierwsze znaczenie.

    SPOILER

    Wystarczy przypomnieć sobie zachowanie Vickers. Albo Janka w stosunku do załogi powracającej do statku oraz zagubionych naukowców.

    KONIEC SPOILERA

    Tak czy owak dzięki za uważne czytanie tekstu:)

  10. VFB
    23/07/2012
    Odpowiedz

    Niestety zgadzam się z recenzją. Na dodatek pojawia się wiele absurdalnych detali (których próżno szukać w Alien), np: Czy ktoś ma jakąś koncepcję, dlaczego Elizabeth zamiast bielizny owijała się bandażami ? Film dostał R, więc po co ta przaśność i niepraktyczność w wizji przyszłości ?

  11. 23/07/2012
    Odpowiedz

    @Bajaos: komentarze Quentina sprowadzające się do „bo tak” i „tego nie wiemy” niczego nie ratują.
    „Prometeusz” leży pod względem naukowego prawdopodobieństwa, logiki ekranowej, ciągłości przyczynowo-skutkowej, psychologicznej wiarygodności i koncepcji wykreowanych rekwizytów. To film, który kładzie już pierwsza pojawiająca się na ekranie sekwencja, napisana przez niedouczonego ignoranta. Ewenement, jakiego dawno nie było.

  12. Bajaos
    23/07/2012
    Odpowiedz

    To że leży to wiemy na pewno….ale może leży na wznak :) a nie na płasko.

    Nie powiem ze nie masz racji. Może patrze na ten film inaczej bo ten space jockey to jednak pobudzał wyobraźnię w tamtych czasach.

    Nawet odrzucając oczywiste nie-logizmy film jest troszkę sztuczny.
    Nie ma pierdolnięcia…jest jak ładna dziewczyna z która chodzimy dla szpanu.

  13. R
    23/07/2012
    Odpowiedz

    Moja opinia jest taka, że wszyscy na planie sie dobrze bawili i zrobili niezłą komedię. I w takiej kategorii ten film należy oceniać. Dlatego daje 10/10.

  14. OkoDemona
    23/07/2012
    Odpowiedz

    Recenzja jest na tyle zła na ile Piotrek potrafił pisać

  15. mały
    23/07/2012
    Odpowiedz

    Nie jest taki zły ani nie jest też dobry dokładnie to nijaki że się tak wyrażę.Film pozostawia nie dosyt i kaca równocześnie , fani serii się zawiodą jest takim T:4,Predators przedłużeniem wątku,otwartą furtką dla kolejnych części i to chyba zdenerwuje bądź też rozwścieczy ludzi wolno myślących szukających w świecie filmu oryginalność i świeżego podejścia do tematu nie ”odgrzewanych kotletów” bądź też prologu,przystawki dla kolejnych części.

  16. stefek
    24/07/2012
    Odpowiedz

    Sceny w których Shaw biega z dziurą w brzuchu, skacze, nosi robota, walczy z gigantem… nawet nie chce mi się tak na prawdę tego komentować.
    Film klasy C (np doktorek który wdzięczy się do kobry, typowa głupota bohatera filmów, które od razu lecą na vhs w kambodży).

  17. mo
    25/07/2012
    Odpowiedz

    Film nie trzyma sie kupy-brak mu atmosfery wcześniejszych części „Obcego”
    Generalnie „Prometeusz” jest przewidywalny jak audycja Radia Maryja,nic widza nie zaskakuje z wyjątkiem głupich nie trzymających się kupy decyzji załogi.
    Co do strony wizualnej to też jest się do czego przyczepić….rozśmieszył mnie machający mackami potwór w lądowniku- wyglądał jak plastykowa ośmiornica z budki z chińskimi zabawkami !
    Totanie spaprany film!

  18. Morgul
    26/07/2012
    Odpowiedz

    Właśnie wróciłem z kina, pełen zawód. Tak naprawde nie wiem co by tu napisać, zapewne za tydzień nie będę pamiętał o tym filmie. Nijakie i miałkie kino, wizualnie ok, ale to za mało. Wynudziłem się jak nigdy. Szkoda :( Takie filmy powinny kończyć się na trailerach.

  19. Marek
    27/07/2012
    Odpowiedz

    No dobra, że dno to już wiemy. Mam pytanie: iść czy nie iść?

  20. mały
    27/07/2012
    Odpowiedz

    Lepiej się napij piwa Marek.

  21. xXx
    28/07/2012
    Odpowiedz

    Dawno nie byłem na tak dobrym filmie w kinie… dawno, żaden film mnie tak nie wciągnął. To jest film dla których moim zdaniem warto iśc do kina… Film był tak skonstruowany, że pozwolił mi w pełni wejść w akcję i pozostawić rzeczywistość na boku…

    Parę scen było zbędnych, niektóre wątki były zbyt przerysowane, ale poza tym dla mnie wyśmienita rozrywka.

    Ja nie traktuje go jako serii obcego, raczej jako coś innego nawiązującego do świata Obcego.

    Jak dla mnie 10/10 – czegoś takiego oczekuje od kina. Dramaty, sensacje, komedie wole oglądać na DVD :)

  22. Jakub
    29/07/2012
    Odpowiedz

    Recenzja dosadna ale też nieco za bardzo subiektywna i wybrakowana w tło. Jedyne odniesienie jakie widzę to Transformers i Battleship i nie świadczy to dobrze o autorze, który mimo danego sobie czasu nie przeanalizował filmu nie pozostawiając na nim suchej nitki. Jakkolwiek nie zawiódł nas Ridley, jest on człowiekiem szczerym i warto przed pisaniem takiej recenzji dowiedzieć się dlaczego Prometeusz jest prequelem Aliena. Również nie widzę nigdzie informacji o 30 minutach filmu wyciętych z wersji reżyserskiej. Wyczuwam tu swąd braku profesjonalizmu ;)

    Na początek przyznam, że zgadzam się zarówno z pozytywnymi jak i negatywnymi komentarzami odnośnie filmu. Nigdy jednak nie postawię Prometeusza na tej samej półce co Transformersy czy Battleshit. Rozumiem, że chodzi tu o porównanie stopnia zażenowania w zestawieniu z poziomem efektów specjalnych. Jednak Transformersy to film, który nawet nie próbuje być dobry – jest pozbawiony jakiejkolwiek ambicji. Czułem na nim wyłącznie zmęczenie i każda jedna część serii do dziś wydaje mi się identyczna.

    Tymczasem Prometeusz (pomijając wszystkie negatywne aspekty) to film, który nie jest mi obojętny. Sama warstwa audiowizualna nie jest po prostu dobra – jest znacznie ponad przeciętną – gęsta i wizjonerska. Ten film ocieka i przesiąka klimatem. Prometeusz nie podaje na tacy odpowiedzi na większość (a już w szczególności te najważniejsze) pytania. Doceniam takie podejście do sztuki filmowej w czasach gdy każdy komercyjny reżyser wszystkie odpowiedzi wpycha ci łopatą do gardła. Autor recenzji czepia się postaci Davida bo uznał, że wspomniany android nie ma uczuć. Czy to, że członek załogi tak stwierdził oznacza, że tak właśnie jest i jeśli coś temu zaprzeczy to niekonsekwencja musi być błędem?

    Jednak równie nie uczciwym jest gloryfikowanie Prometeusza co zarzucanie mu komercyjnej jazdy po śladach Aliena oraz opluwania samego Ridleya Scotta. Polecam obejrzeć na YT kilkuczęściowy „Alien Documentary” w którym aktorzy wyjawiają, że Ridley nie potrafi nimi dyrygować, mówić jak mają zagrać daną scenę. Brak umiejętności kierowania aktorami oraz wybrany scenarzysta jołop są niczym kajdany nie pozwalające na osiągnięcie pełnego potencjału. Prometeusz ma sporo idiotycznych scen, które zagrane inaczej miałyby inny wydźwięk. Moim zdaniem wycięte 30 minut filmu pozbawiły Prometeusza scen prezentujących przyczyny pewnych sytuacji oraz reakcje postaci na wydarzenia przez co kinowa wersja ma niekiedy kulawą, pozbawioną realizmu narrację.

    Pozwolę sobie przypomnieć historię z Alien 3 w przypadku którego wersja kinowa jest drastycznie inna niż ta stworzona przez Finchera. Do najbardziej absurdalnych różnic można wskazać to, że Obcy wyszedł z psa a w wersji reżyserskiej z wołu. Zmierzam do tego, że mogła tu zajść analogiczna sytuacja biorąc pod uwagę, że wśród producentów mamy tych od AVP, AVP2 czy Wrath of the titans. Oczywiście dywagacje na ten temat w żaden sposób nie ratują Prometeusza.

    Nie wymieniam negatywów tylko dlatego, że inni wielokrotnie to zrobili a jednakowe spostrzeżenia multiplikują się bez końca. Wiele scen przyprawia mnie o kwaśną minę. Postaci mają wzloty i upadki ale te upadki skutecznie rujnują całokształt filmu – w sposób prymitywny odbierają mu wiarygodność i poważny ton. Podczas seansu byłem zły z tego powodu ponieważ dostrzegałem potencjał a „próby filozofowania” stawały się dla mnie klarowne i solidne bo, mimo zwątpienia, nie opuszczałem gardy. Film jest pełen głupot ale przy tym wcale nie jest głupi. Ridley w żadnym wypadku nie próbował osiągnąć „sukcesu” marek typu Transformers czy nawet Avatar. Ten facet myśli za siebie, rysuje, kombinuje i kręci swoje filmy a nie zlecenia.

    Czy warto pójść na Prometeusza? To nie ulega wątpliwości. Nawet będąc świadomym niekiedy fatalnej gry aktorskiej, irracjonalnych zachowań niektórych postaci i kilku nierealistycznych sytuacji, film nadal uderza swoim wizjonerstwem zdobionym ponadprzeciętną warstwą audiowizualną (wliczając najlepsze obok Avatara wykorzystanie 3D). Filozofia i niebanalne tajemnice są zakamuflowane i czekają na odkrycie.

    To z dwóch powodów pojawia się tak wiele komentarzy i tak bardzo boli rana zadana przez Prometeusza. Dla mnie oraz wielu innych powodem jest fakt, że moc i potencjał filmu zostały zduszone przez rażąco głupi scenariusz. Dla pozostałych powodem są ich oczekiwania wobec filmu jako prequela Aliena jak i wobec samego Ridleya Scotta.

    Polecam oglądać bez wahania mimo, że każdego czeka zgaga. Wyłącznie IMAX 3D lub zwykłe 2D. Oglądanie jakichkolwiek filmów 3D w kinach innych niż IMAX to nieporozumienie. Najgorzej sprawdza się sieć Multikino, która wyświetla filmy z 25% mniejszą jasnością obrazu przez co nasze oczy nieprawidłowo postrzegają kolory i kontrasty. W filmach takich jak Prometeusz ma to kluczowe znaczenie.

    Z niecierpliwością czekam na reżyserski Blu-ray.

  23. 29/07/2012
    Odpowiedz

    Na analizę nie było to miejsca z dwóch powodów:
    a) recenzja miała być pozbawiona spoilerów i zwięzła
    b) debilność scenariusza jest tak ewidentna, że nie wymaga głębszej analizy

    Recenzowałem film, który widziałem, nie hipotetyczną ‚wersję reżyserską’. Poza tym dodanie nawet 2h materiału nie zmieni idiotyzmu tego, co już pokazano.

    To JEST ta sama półka co TF i BS. Jednak one były w swoich kampaniach marketingowych szczere i nie udawały niczego więcej niż popcornowego kina z wybuchami w tle. „Prometeusz” obiecywał dużo więcej, a dostarczył figę z makiem. To dodatkowo pogłębia negatywną ocenę (trzeba pamiętać, że recenzja to też pewna próba skonfrontowania oczekiwań z zastanym dziełem).

    „Autor recenzji czepia się postaci Davida bo uznał, że wspomniany android nie ma uczuć. Czy to, że członek załogi tak stwierdził oznacza, że tak właśnie jest i jeśli coś temu zaprzeczy to niekonsekwencja musi być błędem?”

    Tak. Zainteresowanych tematem odsyłam do „Alien: Resurrection” i genezy postaci Annalee. To zamyka temat definitywnie.

    Odnoszę wrażenie, że pozytywne opinie dotyczące „Prometeusza” są jedynie próbą stłumienia dysonansu poznawczego, jaki dotknął publiczność. Nagle okazało się, że człowiek, któremu zawdzięczamy dwa genialne klasyki kinowego s-f, nakręcił totalnego gniota za grube miliony. Część osób jest w stanie wmówić sobie, że film nie jest wcale taki zły tylko po to, by umniejszyć tę niewygodną prawdę.

  24. Jakub
    29/07/2012
    Odpowiedz

    Nieźle. „Część osób jest w stanie wmówić sobie, że film nie jest wcale taki zły tylko po to, by umniejszyć tę niewygodną prawdę.” Niniejszym redaktor uznał siebie i swoją opinię za jedyną słuszną obrażając przy tym część czytelników i kierując się ocenami być może połowę widowni, której Prometeusz się podobał :) „trzeba pamiętać, że recenzja to też pewna próba skonfrontowania oczekiwań z zastanym dziełem” brzmi prawie profesjonalnie ale to puste słowa. Jako osoba, która pisze o filmach na Opium powinieneś przede wszystkim potrafić się opamiętać. Twoja recenzja to subiektywny, emocjonalny naskok który nie ma nic wspólnego z poważnym podejściem do kina. Sposób w jaki się wysławiasz powyżej zmył złudzenie że mogłem się mylić. Prometeusz nie wymaga twoim zdaniem głębszej analizy więc oddaj pisanie recenzji osobom bardziej kompetentnym, które są w stanie jej dokonać mimo uprzedzeń. Może obędzie się bez pretensjonalnego tonu i dziecinnego wylewania pomyj, które kojarzą mi się wyłącznie z blogami nastoletnich pseudodziennikarzy.

  25. Agnieszka Sadowska
    29/07/2012
    Odpowiedz

    „Niniejszym redaktor uznał siebie i swoją opinię za jedyną słuszną obrażając przy tym część czytelników i kierując się ocenami być może połowę widowni, której Prometeusz się podobał” – cytat, o którym piszesz poprzedzało stwierdzenie „odnoszę wrażenie”, które jasno sugeruję,że redaktor wyraził swoją (i tylko swoją)opinię, do czego ma prawo zgodnie z zasadami publikacji jaką jest recenzja. Jest to gatunek SUBIEKTYWNY i nie mylmy go z obiektywną analizą, w związku z tym twój tekst „Prometeusz nie wymaga twoim zdaniem głębszej analizy więc oddaj pisanie recenzji osobom bardziej kompetentnym” jest kompletnie nielogiczny. Na OPIUM nie umieszczamy raczej analiz, tylko właśnie recenzje i jako redakcja mamy prawo wyrażać swoje osobiste zdania. Może ci się to podobać lub nie. Twój atak z kolei jest bardzo „profesjonalny”, niczym atak producentów „Kac Wawa” na Tomasza Raczka, który śmiał stwierdzić, że ich film to gówno. Uprzedzając również kolejny atak… Nie, nie porównujemy się do Tomasza Raczka, ale skojarzenie sytuacji nasunęło się samo.

  26. Jakub
    30/07/2012
    Odpowiedz

    Wydawało mi się to oczywiste ale naprostuję. Część mojej wypowiedzi dotyczy komentarza autora a nie recenzji. Do recenzji ustosunkowałem się w poprzednim komentarzu. To co tutaj wytykam to sposób w jaki autor publikacji podchodzi do innych opinii. Powiem krótko – wyklucza je. Jego bezwzględne zarzuty wtem dały mu prawo do stwierdzenia, że ludzie „wmawiają” sobie, że film nie jest zły. To żałosny brak szacunku i nie mam nic do dodania.

  27. 30/07/2012
    Odpowiedz

    Jedyny żałosny element tej dyskusji to usilne udowodnienie autorytarnego charakteru mojej wypowiedzi – co wcale nie miało miejsca. Obserwacja(!) którą tak krótko podsumowałem nie wzięła się z powietrza, a lektury setek wypowiedzi dotyczących filmu.

    Tak się składa, że części(!) pozytywnych ocen towarzyszyły próby ‚naprawienia’ filmu poprzez odrzucenie niewygodnych jego elementów, albo budowania absurdalnych teorii dotyczących fabuły. Do tych i tylko tych ocen się odniosłem.

    Druga grupa to ludzie w pełni świadomi miernego poziomu „Prometeusza”, którzy ocenili go dobrze przez pryzmat formy, tudzież szeroko pojmowanego ‚klimatu’. Albo potraktowali po prostu jako guilty pleasure. Co jest rzeczą normalną, prawda?

  28. davros
    30/07/2012
    Odpowiedz

    hohoho, film niby słaby a komentarze ogniste. Ja od razu sie przyznaję, że film mi się podobał. mimo strasznych wad, urzekł mnie zdjęciami i klimatem. Aha, w dalszej części będą najprawdopodobniej spojlery, więc ostrzegam zawczasu.
    Wg mnie – ogólne założenie Prometeusza jest świetne. Oto mamy prywatną wyprawę dziadka-milionera, który wzorem angielskich gentelmanów jedzie sobie odkrywać nowe lądy. Nie przejmuję się za bardzo załogą bo ma ją głęboko gdzieś, ma tylko jednego zaufanego człowieka Davida (który człowiekiem nie jest), który ma dbać o niego, ot taki pan Passepartout dbający o Pana Foga podczas jego podróży dookoła świata. Dziadek liczy zapewne na nieśmiertelność, no i zonk. Załogę stanowi zbieranina różnego rodzaju typów – coś pomiędzy służbistami ze StarTreka a mętami z Obcego3. W większości to naprawdę idioci gubiący sie w korytarzu, który nie ma bocznych odnóg albo zaglądający w lufę armaty wołając – o jaki ładny wężyk – kici kici.
    To co pisaliście wcześniej – kilka słów naprawiłoby rażące błędy scenariuszowe – chodźby to, ze trafili na statek spejsdzokejów, bo archeolog powiedział, tam w lewo wyląduj. Natomiast nie czepiałbym sie załogi – że są słabi umysłowo i pozbawieni instynktu – na takich było stać staruszka, albo tylko tacy sie zgłosili do lotu w nieznane. I to fajne – jak u Lema mamy dziurawe, zardzewiale statki kosmiczne, tak tu mamy dziurawą, niedopasowaną załogę. Szkoda, ze scenarzysta nie zadbał o chociaż trochę bardziej logiczną konstrukcję wydarzeń.
    najbardziej wkurzają mnie te pojawiające sie Macki Zła, które urodziła Shaw. Co jak co, ale w sterylnym wnętrzu komory medycznej urosnąć do takich rozmiarów to niebywały sukces. Wkurzony ożywiony spejsdżokej trochę mniej mierzi, bo nei znamy przyczyny ich zachowania. może to wariat-terrorysta? albo wariat-służbista?
    ciekawe wytłumaczenie, to to, ze Oni eksperymentowali na życiu, Ziemia miała być kolejnym poligonem i 2 tysiace lat temu sie coś zmieniło, zaniechano zagłady. Czy to aby nie ma związku z przewijającym sie przez cały film wątkiem krzyża?
    generalnie jak dla mnie Film-pomysł broni sie, Film-zdjecia; są świetne, Film-scenariusz – do bani. Tak czy siak, warto obejrzec.

  29. 30/07/2012
    Odpowiedz

    Nie wiem skąd wzięły się zachwyty nad warstwą wizualną tego filmu. Akurat ta warstwa jest w nim mocno przeciętna i do pięt nie dorasta pierwszej części trylogii gdzie wszystko – ludzie, pejzaże a przede wszystkim wnętrza wydawały się realne, używane, zużyte. Pamiętacie scenę „budzenia się” Nostromo? Tu zamiast tego mamy cukierkowe, przezroczyste (czemu przezroczyste? żeby gorzej było widać?) wyświetlacze jakich pełno teraz w każdej produkcji scifi pokazujące kolorowe obrazki nie wiadomo komu. Wszystkie wnętrza, pojazdy, skafandry są prosto z fabryki. Krój skafandra (z idiotycznym podświetlanym kołnierzem ;)) widziałem już w kilku filmach. Pojazdy? banalne. Wnętrze sanktuarium i Inżynierowie? Niby oparci na jakichś szkicach Gigera ale zupełnie pozbawieni klimatu. No i jeszcze ta ośmiorniczka ;) Ośmiorniczka to mnie już zupełnie zdegustowała.

    Niestety po klimacie to nie ma w tym filmie śladu. Ot co.

    Pozdrawiam
    Debergerac http://debergerac.blox.pl/2012/07/Prometeusz-wajche-przeloz.html

  30. Jakub
    31/07/2012
    Odpowiedz

    @Piotr Sapek + reszta redakcji

    „Jedyny żałosny element tej dyskusji to usilne udowodnienie autorytarnego charakteru mojej wypowiedzi”
    Zastanawiam się czy ty wiesz co napisałeś. Nikt ciebie ani twoich wypowiedzi nie posądza o to, że nie są twoje własne. Jak już używasz trudnych słów to przynajmniej zapoznaj się z ich znaczeniem. Zwłaszcza jeśli nazywasz domniemany zarzut (czyli autora) żałosnym. Uważam, że to co piszesz to wyłącznie twoja subiektywna broszka, ale wolałbym to widzieć gdzie indziej (jeśli w ogóle). Trudne słowa nie są twoją mocną stroną (ciekawe gdzie piloci dają w filmie popis „totalnej impertynencji”).

    Tymczasem sprawa rozchodzi się o co innego. Wypunktuję żeby ktoś tu nie zaczął znowu robić zasłony dymnej:

    1) Jako użytkownik internetu, adresat portalu OPIUM, postanowiłem skomentować zarówno film jak i recenzję do czego pole komentarzy zachęca. Podkreślam: nie służy ono do adoracji autora tekstu.

    2) Stwierdziłem że zgadzam się z pozytywami i negatywami dotyczącymi filmu oraz przeszedłem do swojej oceny, którą niekiedy konfrontowałem z recenzją lecz NARCYZM autora przekształcił całą moją wypowiedź w atak, który przecież trzeba odeprzeć!

    3) Swoim komentarzem stanąłem w obronie filmu z konkretnego powodu: Uważam bezwzględne opluwanie tego konkretnie filmu jako brak profesjonalizmu oraz wstyd dla OPIUM (serwisu częściowo dedykowanemu S-F). Mało tego, autor zrównał swoje zdanie z komentarzami jakich mrowie na FILMWEBIE. Stał się jutubowym hejterem co mocno zaniża waszą renomę w oczach fana s-f, który oczekuje wnikliwości i szacunku wobec kina dla którego niniejszy serwis zdaje się istnieć.

    4) Autor tekstu mógł zachować zimną krew i podejść do zarzutów z dystansem lecz bez pardonu i profesjonalizmu wywalił swój samozwańczy, wirtualny autorytet aby zdementować to co mu przeszkadza. Jeżeli redaktor traktuje swoje zajęcie poważnie to nigdy się do takich wycieczek nie dopuszcza. Oto co autor tekstu stwierdził:

    „debilność scenariusza jest tak ewidentna, że nie wymaga głębszej analizy”
    …o co nikt go nie prosił. Nie od dziś wiadomo, że analiza scenariusza to część składowa analizy filmu. Rażący scenariusz wystarczył jednak autorowi do sponiewierania tytułu oraz wszystkich pozytywnych doświadczeń, które przyniósł on części widowni. Przecież fabułę wystarczy nazwać „próbami filozofowania” a zwolenników „ludźmi, którzy wmawiają sobie, że film nie jest zły”.

    „To JEST ta sama półka co TF i BS”
    Autor powtórzył WIELKIMI LITERAMI swoją pierwotną wypowiedź w odpowiedzi na inną opinię. Czy tylko mi wskazuje to na jego brak tolerancji i szacunku wobec opinii innych niż jego własna?
    Ta recenzja JEST doskonała.

    „Tak. Zainteresowanych tematem odsyłam do „Alien: Resurrection” i genezy postaci Annalee. To zamyka temat definitywnie.”
    Autor odsyła nas do tytułu, który został oficjalnie uznany za typowe hollywoodzkie wymiętolenie marki Aliena. Stwierdził, że wersja innego reżysera może posłużyć do „definitywnego” zdementowania tego co wymyślił autor pierwowzoru. Nieco śmieszne i trudne do skomentowania. Ale oczywiście „to zamyka temat definitywnie” – kolejny dowód braku tolerancji i szacunku do opinii innych osób. Bo po co mamy się odzywać skoro właśnie podał niezbity dowód, że jesteśmy w błędzie? …

    „Odnoszę wrażenie, że pozytywne opinie dotyczące „Prometeusza” są jedynie próbą stłumienia dysonansu poznawczego, jaki dotknął publiczność.”
    Dobre wrażenie odnosisz i takie stwierdzenie trafia w sedno, choć obaj mamy co innego na myśli. Ty uważasz, że dysonans wynika z wygórowanych oczekiwań wobec Ridleya. Zarzucasz całej masie odbiorców zaślepienie i brak wystarczającej siły woli by jednogłośnie wydali werdykt 1/10. Tymczasem chodzi po prostu o to, że film nam się podobał mimo wszystko. Najwyraźniej trudno to wyjaśnić osobom takim jak ty. Dlaczego? Ponieważ dyskredytujesz opinie sprzeczne z twoimi i obrażasz ich autorów. Żebyś tylko nie popadł w samouwielbienie (albo żeby udało ci się z niego wyplątać). Powtarzam: dysonans poznawczy wynika z tego, że film dał wielu osobom masę przyjemności i satysfakcji pomimo scenariusza, który jest jego piętą Achillesową.

    „Obserwacja(!) którą tak krótko podsumowałem nie wzięła się z powietrza”
    To co nazywasz obserwacją w rzeczywistości jest interpretacją. Zaobserwować to ty jedynie mogłeś, że ludzie bronią filmu i jak to robią a nie dlaczego.

    „Tak się składa, że części(!) pozytywnych ocen towarzyszyły próby ‚naprawienia’ filmu poprzez odrzucenie niewygodnych jego elementów, albo budowania absurdalnych teorii dotyczących fabuły. Do tych i tylko tych ocen się odniosłem.”
    Gdzie? W jednym z tematów „żenada” na FW czy filmikach „hitler hates the movie Prometheus” na YT? Ponieważ ja również nie próżnowałem i uważam, że jakiekolwiek masz źródła, może czas sprawdzić czy to przypadkiem szambo a nie opiniotwórcza studnia.

    Wiele osób ma mieszane uczucia odnośnie PRometeusza, co jest dobrym znakiem bo dowodzi, że ludzie nie są jeszcze ślepi na głupotę. Jednocześnie wskazuje to na to, że potrafią i pragną docenić wszystko co jest poza nią. Choć dla autora jest to niepojętym wybrykiem, Prometeusz wielu osobom podobał się mimo swoich wad. Wliczając mnie, a jednocześnie nie czuję się casualowym mass odbiorcą. Stawiając Prometeusza na tej samej półce co Transformersy stawiasz na niej opinię moją i nie tylko.

    Piszę to wszystko tylko dlatego, że najzwyczajniej denerwuje mnie i zawodzi radykalizm, brak wyobraźni, tolerancji i dziennikarskiego savoir-vivre. Przez chwilę uległem złudzeniu, że OPIUM próbuje zyskać renomę poprzez profesjonalną, dziennikarską wnikliwość oraz wyważoną porcję mieszanki obiektywizmu i subiektywizmu. Przychodząc tutaj nie liczę na komentarze rodem z FW, hejterstwo, przerost ego nad treścią, dementowanie cudzych opinii i maskowanie pyskówy wyszukanymi słówkami.

    Jeżeli taką politykę będziecie kontynuować to jedyne co was czeka to silnie obwarowane kółko wzajemnej adoracji. Proszę, nie sprawcie aby obiecujący, wydawać by się mogło, rosnący w siłę serwis zrównał się z blogiem szajki rozpieszczonych nastolatków. Nie mówię że tak jest teraz. Lubię OPIUM – nie lubię takich recenzji i autora imitującego dysputę, który tylko podkreśla jak bardzo ma gdzieś cudze zdanie.

  31. Anna Adamczak
    31/07/2012
    Odpowiedz

    A propos trudnych wyrazów, to co ma autorytaryzm do autorstwa wypowiedzi (chodzi mi o 1. akapit powyższego komentarza)??

    Ale przede wszystkim, proszę o wyjaśnienie, o co chodzi w tym fragmencie: „Uważam bezwzględne opluwanie tego konkretnie filmu jako brak profesjonalizmu oraz wstyd dla OPIUM (serwisu częściowo dedykowanemu S-F)”??
    Jakoś nie czuję wstydu… Nie mamy prawa krytykować filmów, które nam się nie podobały? Podobnie nie rozumiem zarzutu o brak profesjonalizmu, bo w recenzji nie wspomniano o wyciętych 30 minutach i że to prequel Aliena – pierwsze nie ma znaczenia, recenzujemy to, co oglądamy, a Scott przecież podpisał się pod filmem; drugie jest oczywiste i też nie ma za bardzo wpływu na ocenę „Prometeusza”, chyba że negatywną, bo np. moim zdaniem jako prequel jest to kiepskie. Film powinien bronić się sam i ew. jako część serii. Ten daje ciała pod oboma względami.
    Mnie też „Prometeusz” bardzo zawiódł. Nie zgadzam się z jedną z powyższych opinii, że wpisuje się w serię. Jasne, w „Obcych” też były nielogiczności (ale chyba jednak nie tyle i nie takie) i suche teksty, ale jednak trzymało się to kupy i miało Klimat (duże „K” jest celowe :)). Tymczasem będę się upierać, że mimo fajnych zdjęć, efektów i scenografii, „Prometeusz” klimatu nie ma za grosz! Fabułę ma za to tragiczną, scenariusz straszny, moim zdaniem zawiodła też reżyseria, choć aktorzy się ewidentnie starali. Dla mnie także największym zarzutem wobec tego filmu jest fakt, że zupełnie nie angażuje emocjonalnie. Okazywały się różne rzeczy, a ja siedziałam kompletnie niewzruszona. Najmocniejszą emocją, jaką poczułam w trakcie seansu było chyba zażenowanie dialogami w scenie (spoiler) ataku kamikadze Janka i tych dwóch gości. ;)

  32. Daniel
    31/07/2012
    Odpowiedz

    Moim zdaniem Piotrze w tym co napisał Jakub trochę racji jest. Podobnie odebrałem twoją recenzję Prometeusza a dokładniej pomyślałem, że to nie w stylu Opium tak dać po rajtach.

    Co absolutnie nie zmienia mojego zdania, że Opium to chyba najlepsza polska strona o takiej tematyce. Waszych 10 trafień w to co wychodzi i co warto zobaczyć jest też moimi trafieniami.

    Kiedyś słyszałem w ekranizacji jakiejś sztuki, że jak autor potrafi dostatecznie zaciekawić i wciągnąć widza w akcje to ten jest w stanie przełknąć wszelkie niedoskonałości scenariusza bez mrugnięcia okiem. Może dlatego np brak logiki w takich filmach jak Obcy.. tak bardzo nie razi jak ten Prometeuszowy.

  33. Jakub
    31/07/2012
    Odpowiedz

    Okej to zacznę od wyjaśnienia. Być może to ja nie zrozumiałem konstrukcji i sensu zdania Piotrka. Napisał:

    „Jedyny żałosny element tej dyskusji to usilne udowodnienie autorytarnego charakteru mojej wypowiedzi – co wcale nie miało miejsca.”

    Autorytarny charakter wypowiedzi rozumiem jako podporządkowany komuś lub czemuś – zgodnie z definicją tego słowa. Czyli jeśli ktoś próbuje komuś to udowodnić to oznacza, że uważa tą osobę za chowającą się za jakimś autorytetem CZYLI nie piszącą za siebie (swoich subiektywnych spostrzeżeń itd.). Nikt mu tego nie próbuje udowodnić więc wypowiedź jest bez sensu (zwłaszcza, że moim zdaniem jest czysto subiektywna i bezwzględna). Ponadto zastanawia mnie do czego odnosi się „co wcale nie miało miejsca”. Nie miało miejsca „udowadnianie” czy „wypowiedź o charakterze autorytarnym”? Zgodnie z zasadami języka polskiego, to pierwsze ale w takim razie po co pisać zdanie które jednocześnie się wyklucza? Eh.

    To co mu sugeruję w tej kwestii to że mógłby profesjonalnym zachowaniem budować renomę tego serwisu a robi coś przeciwnego. Jednocześnie nigdzie nie napisałem, że nie powinniście krytykować słabych filmów. Wydaje mi się, że obszernie nakreśliłem co jest nie tak. Powtórzę: chodzi wyłącznie o stosunek autora, który emanuje głównie z jego komentarzy. Jaki on jest? Już to gęsto opisałem więc tym razem się powstrzymam.

    Zabawne, że odpisałaś na to czego mogłaś się przyczepić a całej reszty nie tknęłaś jakby w ogóle nie zaszła. Skutecznie dołączasz się do krucjaty w obronie niewinnie oskarżonego. Koło wzajemnej adoracji widzę kreślicie jednym łukiem. Polecam używać trzech wykrzykników zamiast dwóch i wszystko pisać DUŻYMI LITERAMI bo przecież wy możecie krytykować lecz nie wolno krytykować was.

    „Jakoś nie czuję wstydu… Nie mamy prawa krytykować filmów, które nam się nie podobały?”
    Czy ja napisałem gdziekolwiek coś takiego? Przekształcanie cudzej wypowiedzi to zbyt wygodne zagranie. Sama mnie zacytowałaś – napisałem „bezwzględne opluwanie” Mogę rozszerzyć swoją myśl skoro zachodzi taka konieczność: ściśle negatywna, jednotorowa, hejterska opinia nie biorąca pod uwagę istotnych atutów filmu oraz fabularnej idei. To jest szufladkowanie godne wyłącznie anonimowych komentarzy na Filmwebie. Po poważnym serwisie spodziewałbym się zdecydowanie innego tonu wypowiedzi. Czegoś więcej niż wiadra pomyj od niezadowolonego nastolatka. Filmów s-f nie powstaje wiele i takie spuszczanie w kiblu nie sugeruje że chcielibyśmy ich więcej. Na niemal każdy film można najechać w podobny sposób ale po co? Szacunek do gatunku dzięki któremu ten serwis w ogóle istnieje mógłby być choć odrobinę wyczuwalny w recenzjach. Piszę to z pełną świadomością, że scenariusz Prometeusza dotyka dna.

    Dobrze, że określiłaś co nie ma znaczenia w profesjonalizmie. Przynajmniej stawiasz sprawę jasno. Najlepiej obejrzeć film z lektorem w autokarze na laptopie i kanapką w gębie – w końcu nadal będzie tym czym jest. Nie rozumiecie chyba, że recenzje tego pokroju są standardem na wielu kiepskich blogach, w komentarzach YT, FW i innych zapuszczonych miejscach. Profesjonalizm tym się właśnie różni od amatorszczyzny, że autor nie tylko korzysta ze słownika wyrazów obcych i maszynki do pompowania ego ale ma wiedzę na temat wszystkiego co jest z filmem związane. Subiektywizm powinien nadać recenzji osobliwości ale jednocześnie obiektywizm pozwolić zbudować realną wizję wykluczającą prymitywne tezy „film fatalny, dla nikogo”. PROFESJONALNA RECENZJA to analiza tego czym film jest, czym miał być, dlaczego powstał itd. Recenzja Piotrka to recenzja tabloidowa. Myślicie że właśnie dla takich recenzji odwiedza się OPIUM? Żeby przeczytać >zwykłą opinię< jakiegoś Piotrka S? W takich sytuacjach nic nie wyróżnia waszego serwisu spośród masy brązu a szkoda.

    Co do Twojej opinii na temat filmu, szanuję ją i po części oczywiście się zgadzam. Bez wątpienia film zawiódł i momentami był żenujący – to mamy już ustalone. Kwestia klimatu jest wyraźnie mocno uzależniona od typu wrażliwości. Dla mnie już pierwsze sekwencje przedstawiające krajobrazy niosły ze sobą symbolikę, która wytworzyła aurę skali i wagi wydarzeń, które miały miejsce. Znalazłem intrygę, miałem sporo punktów zaczepienia dla oka i wyobraźni a przede wszystkim wiele elementów Prometeusza było dla mnie inspirujących. Kupiłem koncept fabularny. Tragiczne postaci i niedojrzały scenariusz były przy tym niczym jaskrawo-różowa piłka plażowa w skalistym świecie mroku. Ale przecież moja opinia nic nie znaczy ponieważ "To !JEST! ta sama półka co TF i BS."…

  34. Anna Adamczak
    31/07/2012
    Odpowiedz

    Ok, ok, tylko spokojnie! :) To nie ja używam wielkich liter (choć nie widzę w tym nic złego, jeśli ktoś chce coś podkreślić), ani podwójnych wykrzykników. Ani nie cytowałam o opluwaniu, ale faktycznie chyba rozumiem teraz, o co Ci chodziło ze wstydem. Zasadniczo chyba zarzut jest taki, że ta recenzja jest zbyt emocjonalna. Ale ja wiem… Piotrek ma swój specyficzny styl i jeśli nas czytasz, to pewnie widziałeś, że potrafi być bezkompromisowy. Po drugie, szczerze mówiąc, osobiście nawet się zdziwiłam, że tak dużo aspektów filmu pochwalił. Wreszcie po trzecie, nawet w oderwaniu od tej recenzji tylko tak w ogóle – czy banda pasjonatów (nie profesjonalnych dziennikarzy) nie może sobie pozwolić na bycie troszkę złośliwymi dla filmu, który ich rozczarował i po prostu wkurzył? Nad tym 3. muszę się sama zastanowić jeszcze! :)
    Co do słowa „autorytarny”, to myślałam, że oznacza „narzucający swoją wolę, opinię, wymuszający posłuszeństwo” (za PWN), a nie kryjący się za autorytetem, ale ok, czepianie się słówek tak czy siak jest bez sensu, więc przepraszam.
    „Dobrze, że określiłaś co nie ma znaczenia w profesjonalizmie. Przynajmniej stawiasz sprawę jasno. Najlepiej obejrzeć film z lektorem w autokarze na laptopie i kanapką w gębie – w końcu nadal będzie tym czym jest.”
    Gdzie ja coś takiego napisałam?! To już jest odwracanie kota ogonem. Absolutnie uważam, że każdy film powinno się oglądać w jak najlepszych warunkach, tak żeby słyszeć głosy aktorów, widzieć ich mimikę, móc docenić muzykę czy zdjęcia, itp., itd. Chodziło mi o to, że pisząc recenzję, autor oczywiście powinien mieć jak największą wiedzę na temat filmu, ale nie musi cytować wszystkich faktów i ciekawostek, jakie zna. Wcale nie trzeba i nie da się napisać o wszystkim. Wcale nie w każdej profesjonalnej recenzji jest analizowane, czym film miał być, jak powstał, itp. Ponadto, dla mnie istnieje jednak różnica między recenzją a analizą (taką prawdziwą, dogłębną). Poza tym fakt, że film będzie miał/ma wersję reżyserką nie usprawiedliwia braków wersji kinowej (a to kinowa jest tutaj recenzowana). W moim odczuciu, braków w „Prometeusza” nie usprawiedliwia nic! ;) Z taką kasą i takimi nazwiskami to powinien być naprawdę film pierwsza klasa.
    Uwagę o kółku wzajemnej adoracji miałam pominąć milczeniem, ale jednak wyjaśnię, że moja sympatia do Piotrka nie ma tu żadnego znaczenia – po prostu naprawdę nie widzę w tej recenzji aż takiego „wiadra pomyj”, tym bardziej że, jak już pisałam, autor chwali sporo rzeczy. Ja sama, szczerze mówiąc, napisałabym chyba jeszcze ostrzej. Choć z drugiej strony zgadzam się z Tobą, że to jednak nie ta półka co TF i BS – „Prometeusza” stawiam ciut wyżej (choć niewiele!), za to w sumie wypada jakby nawet gorzej, bo od Scotta jednak wymagać można i nawet należy. ;) Zresztą te porównania nie wydają mi się być sednem recenzji.
    Wszyscy się chyba za bardzo dajemy ponieść emocjom. Mnie, szczerze mówiąc, nieco krew zalewa, jak rozmawiam z kimś, kto mi mówi, że „Prometeusz” jest fajny i z miejsca zaczynam się denerwować! ;) Ale nie ma co brać pewnych uwag zbyt osobiście. Chętnie podyskutuję (to nieprawda, że Twoja opinia nic nie znaczy! Zresztą, gdyby tak było, nie byłoby tej dyskusji ;)), ale bez przytyków mniej lub bardziej osobistych.

  35. Jakub
    31/07/2012
    Odpowiedz

    Dlatego wobec Ciebie nie mam zarzutów. Tylko pretensję, że sprowadzając naszą dyskusję do samej recenzji całkowicie pomijasz drugą stronę medalu. Recenzja Piotrka to jedno, jego komentarze to drugie.

    Zwróć uwagę, że główny nacisk położyłem na brak szacunku Piotrka do opinii innych osób. Cytowałem jego wypowiedzi – są wyliczone powyżej i skomentowane więc nie będę tej czynności powtarzał (ale chciałbym żebyś się jej chociaż przyjrzała) Nawet jeśli decydujecie się być „troszkę złośliwi dla filmu” to dlaczego również dla użytkowników. Pierwszy komentarz Piotrka do tego co napisałem ma na celu całkowite podważenie mojej opinii, zamknięcie mi jadaczki i stwierdzenie, że „sobie wmawiam”. Typowy przykład tego co pozjadał wszystkie rozumy. Stąd moja reakcja. Ale zdaję sobie sprawę że nikt nikomu nie będzie w takim towarzystwie reprymendy udzielał. Może po prostu warto się nad tym zastanowić.

    Co do samej recenzji to moje wymagania i definiowanie profesjonalizmu wynikają wyłącznie z tego jakim serwisem jest OPIUM. Bo jeśli traktującym w znacznej mierze o filmach s-f to oczekuję więcej treści niż, powtarzam, zwykłe osobiste odczucia Piotra S. Czy ktoś się ze mną nie zgodzi, że taką samą recenzję mogłaby napisać osoba która z s-f nie ma nic wspólnego? Moim zdaniem takie informacje jak „z filmu usunięto 30 minut materiału” są istotne albo przynajmniej ciekawe.

    Co do recenzji z pieprzem to jeśli pikanterii recenzji ma dodawać zadnie „ta sama półka co TF i BS” to naprawdę poziom spada. Posłużę się przejaskrawionym, ale fajnym przykładem:

    Gdzieś powyżej, użytkownik „DeBergerac” dał linka do swojej recenzji. W tym wypadku mimo, że go nie znam, a jego recenzja jest totalnie sprzeczna z moją, miałem szczery ubaw podczas jej czytania bo jest odjechana (polecam). Ale to tylko takie wtrącenie :] Nie mówię, że tego oczekuję od was. Tylko wskazuję przykład dobrego pieprzu.

    Najlepsze recenzje jakie czytałem to takie z których nawet jeśli wynikało, że autorowi film się nie podobał to zainteresował mnie wystarczająco abym chciał ten film zobaczyć. Rzetelnością, szacunkiem do gatunku, elementami interpretacji i analizy. Trzeba pamiętać że recenzja to narzędzie, które może sprawić, że ktoś pójdzie do kina lub nie. Ta recenzja mówi NIE, wielkimi literami. Bije z niej: FILM JEST FATALNY, NIE IDŹ, ŻAŁOSNE, TRANSFORMERS, BATTLESHIT ACHTUNG! niczym opłacona łapówką antyreklama. W dodatku w tanim tabloidzie :(

    Ten serwis zasługuje na więcej.

  36. 35au1
    03/08/2012
    Odpowiedz

    To jest słaby film. Sam bym dał po rajtach, bo tu w nim tyle durnoty, że aż szkoda używać uzasadnionych argumentów. Rozetnij sobie brzuch, wyjmij z niego termos i biegaj, uprawiaj zapasy jak olimpijczyk. Ale widać, że reżyser miał przebłyski i próbował gdzieś tam potrząsnąć bohaterką, że niby ma skurcze, stojąc na dalszym planie. Ale film kończy się jeszcze bardziej udanie, nasza bohaterka ubija cały statek by w kolejnej części filmu ryzykować obudzeniem kolejnej puli obcych! Ciekawość nie zna granic…

  37. bolo
    11/08/2012
    Odpowiedz

    Najfajniejsza jest scena jak Davida leb do torby jest wsadzana.
    Rylem ze smiechu.
    Tak debilnego motywu juz dawno nie widzialem.

  38. HellBells
    27/08/2012
    Odpowiedz

    Właśnie wróciłem z kina.
    Recenzja będzie krótka : kicha jakich mało. A scenariusz to wogóle na poziomie 12-latka. Szkoda 60 zl za bilety.

  39. tomasz
    26/12/2012
    Odpowiedz

    Właśnie przeczytałem tą amatorską recenzję z zażenowaniem wielkim. Zastanawiam się jak recenzent może nie mieć obiektywizmu… To niewybaczalne. Za pewne jest dalej pod wrażeniem japońskich filmów mango, bo innego wytłumaczenia nie mam.

    Recenzja powinna być obiektywna – to raz.

    Film według mnie jest świetny, na tyle na ile pozwolił budżet realizacji. Scenariusz mimo iż nie jest perfekcyjny to wciąga i przyciąga uwagę widza. Film oceniam na poziomie dobry plus. Plus za genezę obcego.

  40. Jarek
    23/07/2015
    Odpowiedz

    Moim zdaniem Scott schrzanił ten film. W filmie „OBCY – Ósmy pasażer Nostromo” kosmonauci odkrywają we wraku nieznanego statku zwłoki obcej formy życia (znanej z Prometeusza jako „konstruktorzy”) z rozerwaną klatką w fotelu pilota. W Prometeuszu mającym być „wyjaśnieniem” tej historii jest zupełnie inaczej. Po zniszczeniu startującego statku (który odkryli w „Ósmym pasażeże”, tenże pilot wyszedł ze statku i zaatakował Noomi Rapace w kabinie ratunkowej pochodzącej z rozbitego prometeusza. Tam też tenże „Pilot” został zabity przez obce formy życia. Zupełna niekonsekwencja. Lipa jak dla mnie. Film byłby moim zdaniem OK, gdyby „konstruktorowi” obca forma życia rozerwała klatkę podczas startu jego statku (i to spowodowałoby np. katastrofę tego statku). Jeden z bardziej zwalonych filmów. A mogło być OK. Ridley Scott powinien nakręcić to jeszcze raz i poprawić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *