komentarzy 5

  1. D-mooN
    14/06/2009
    Odpowiedz

    Cóż za rozczarowanie. I mniejsza już o białe zęby i staranny makijaż wybranki Connora, mniejsza o dziewczynkę-magika, wyciągającą z kapelusza co chwilę innego królika. Mniejsza o cytaty z poprzednich części – bo są zgrabnie wplecione w film. Mniejsza o głupotę Skynetu. Mniejsza o nieścisłości w scenariuszu.

    Znowu całość rozkwasza się na temacie podróży w czasie, a miałem nadzieję, że uda się tego uniknąć. Niestety, nie – nowy ‚Terminator’ kontynuuje nonsensowną tradycję swoich poprzedników…

  2. 16/06/2009
    Odpowiedz

    Mam wrażenie, że po litanii Twoim zdaniem mniej istotnych wad w końcu zatrzymałeś się na tej… która naprawdę kompletnie nie ma znaczenia :) Kwestia (braku) logiki podróży w czasie w ogóle, a w serii o Terminatorze w szczególności, to sprawa, której nie warto poruszać. Można ją podsumować dwoma zdaniami: „Na zdrowy rozsądek żaden film o Terminatorze nie powinien powstać. Moving on…”. TS należy (pozytywnie, negatywnie, umiarkowanie — jak kto woli) oceniać jako film; myślenie o podróżach w czasie zabija temat :)

  3. D-mooN
    16/06/2009
    Odpowiedz

    Widzisz, ja poza oceną poziomu wykonania (warsztatu scenopisarskiego, wizualiów itd.) lubię ocenić samą historię – w końcu to baza filmu. I jeśli historia jest bzdurna, to nawet ubranie jej w najlepsze szaty filmu nie uratuje.

    Poza tym, tak jak napisałeś: seria „Terminator” nie ma za grosz sensu. Sprowadza ją to do roli funkcyjnej, towaru z metką „dobre kino akcji”. I tutaj T4 nie jest wcale taki najgorszy, mimo ewidentnych wad warsztatowych.

  4. Anirul
    16/06/2009
    Odpowiedz

    Ale ja się nie zgodzę, że to podróże w czasie były tutaj „samą historią”. Jak pisałam w recenzji, stawiałbym raczej na wątek człowieczeństwa Marcusa. Jednak swoją drogą, ten motyw podróży w czasie, ratowania Kyle’a itp. chętnie zamieniłabym na postapokalipsę – chyba tego mi najbardziej w filmie brakowało – miałam nadzieję poznać świat pod władzą Skynetu.

  5. 17/06/2009
    Odpowiedz

    Pewnie, że T4 wcale nie jest taki najgorszy. Natomiast chodzi mi o to, że podróż w czasie to jest temat, którego w całej (znanej mi) historii współczesnego kina s-f nie spieprzono słownie raz: w „12 małpach”. Po prostu time travel to jest takie coś, co jest bardzo efektowne i pozwala tworzyć bardzo rajcujące historie, ale jeśli przyłożyć lupę, to bardzo rzadko kiedy ma sens. Biorąc pod uwagę priorytety (bo priorytetem serii „T” wcale nie jest opowiadanie o zawiłościach podróży w czasie), ja to zrzucam na karb konwencji, tak w Termkach, jak i, nie wiem, w „Doktorze Who” :) Bo owszem, D’, masz rację, ze należy ocenić samą historię, ale podróż w czasie w żadnym filmie z serii „T” nie jest jej kluczowym elementem, a raczej pretekstem. Historia w TS kuleje w innych miejscach (można by na ten temat długo i namiętnie…), ale podróże w czasie to taki w sumie szczegół, taka kosmetyka. To miałem na myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *