komentarzy 9

  1. witek
    13/07/2010
    Odpowiedz

    Wow. Prosty pomysł, ale aż się wzruszyłem :)

  2. Koleś
    13/07/2010
    Odpowiedz

    Pod wieloma względami przypomina mi to Eda Wooda:)

  3. abruptum
    13/07/2010
    Odpowiedz

    ale Pana Ed Wood’a w rzeczy samej czy film ‚Ed Wood’? z wielu względów pytam :)

  4. Mefisto
    14/07/2010
    Odpowiedz

    Kostiumy to chyba ukradli z planu Red Planet :) A sam film i przesłanie ok, choć nieco to mętne – ten świat przyszłości.

  5. Koleś
    14/07/2010
    Odpowiedz

    Niestety „w rzeczy samej”. Delikatnie mówiąc słaby jest ten film.

  6. abruptum
    14/07/2010
    Odpowiedz

    hehe, no raczej.
    ps. Conam z rozpaczy odnośnie najnowszej oficjalnej fotki Króla z Cymerii.

  7. Koleś
    16/07/2010
    Odpowiedz

    Jasne, kilka się ich znajdzie.

    Film nie potrafi ukryć wady jakim jest niski budżet i chałupniczy sposób realizacji. Niektóre filmy tego typu obracają to na swoją korzyść, a tutaj niestety widać to czarno na białym. Rezultatem wiarygodność i emocjonalne zaangażowanie siadają na całej linii, bo tworzy się niepotrzebna bariera między filmem a widzem. To raz.

    Dwa to, moim zdaniem, zmarnowanie wielokrotnie wykorzystywanego, ale także skutecznego mechanizmu akcji równoległej w dwóch różnych czasach. Każda „rzecz” włożona do trumny zostaje znaleziona, a każda znaleziona dostaje swoją opowieść. Po drugiej historii staje się to mechaniczne, więc jedyne nad czym widz się zastanawia to „ile jeszcze tego będzie”.

    Trzy to brak zaangażowania emocjonalnego (po części wynikający z tego o czym wspominałem wcześniej) z którymkolwiek z bohaterów, a jest ich sporo (może nawet za dużo). Śmierć anonimowego „kosmity” nie przejmuje mnie jako śmierć jednostki, wiadomo, że zrobione to jest pod tezę filmu, ale tą niekoniecznie muszę kupić, a tylko wtedy się przejmę (ja akurat nie kupuję). Natomiast czuwanie garstki ludzi nad własną zbiorczą trumną jest świetnym pomysłem, niestety zarżniętym przez kiepskie, sztampowe i ckliwe dialogi, które słyszeliśmy w wielu filmach. I trzeba też przyznać, że nie jest to najlepiej zagrane.

    Cztery to już czepialstwo z mojej strony (o ile poprzednie trzy nim nie były, nie wiem:) ), ale czemu facet, który ginie jest „zrobiony” na dziwaka z dziwnym akcentem. Wyraźnie widzę, że próbowano niektórymi charakterystykami (akcent, wygląd, rasa) uczynić z niego jednostkę nie pasującą do ogółu umierających. To moje gdybanie, ale gdyby uczynić z ojca osobę bardziej niejednoznaczną (może i próbowano, w końcu zabił i chciał walczyć o zachowanie twarzy rodzaju ludzkiego) film byłby ciekawszy. Niestety jest on oparty o bezosobowe i nieukierunkowane spowiedzi, a nie o interakcje. Te pojawiają się pod koniec i rzeczywiście robi się ciekawiej, ale rozwiązanie następuje zbyt szybko, żeby zaangażować widza w konflikt. Może to i wina krótkometrażówek, ale taka też ich klątwa. Trzeba w kilka, kilkanaście minut przeprowadzić widza przez różne stadia emocjonalne, kiedy pełny metraż ma na to aż 2 godziny a nawet więcej.

    Po piąte i ostatnie (ciągle czepialstwo). Nie kupuję pointy. Nawet zza grobu i totalnej zagłady człowiek sieje zniszczenie i zagładę. Na mój gust to banalne uproszczenie, ale to tylko moja opinia.

  8. 16/07/2010
    Odpowiedz

    Nie można tak było od razu?;)

    Jeśli chodzi o zdjęcia i montaż, to uważam, że są poprawne i wykonane porządnie. Bez rewelacji, ale też bez większych uchybień.
    Co do aktorstwa, to trudno oczekiwać cudów, ale mimo wszystko nie jest _fatalnie_.

    Odnośnie dwóch ostatnich punktów – ja inaczej zinterpretowałem ten film. Kluczem jest to, co zostawiamy po sobie. Przyszłość jest determinowana przez przeszłość. Przez dziedzictwo.
    Dlatego też niechęć do pozostawiania hipotetycznym przyszłym pokoleniom treści religijnych (jakie by one nie były) jest w tym kontekście interesująca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *