komentarze 2

  1. Nabi
    31/08/2011
    Odpowiedz

    Odnieść się mogę jedynie do filmu Sono, bo tego drugiego nie widziałam, ale pięknie napisałeś już na wstępie, że nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom. To stwierdzenie powinno stać napisane CapsLockiem w biografii reżysera, który z każdym swoim kolejnym filmem ma mnie tak mocno zaskoczyć… a wychodzi średnio. Przebrnęłam nawet ostatnio przez jego osławione, 4-godzinne dzieło „Love Exposure”, i choć nie jest to film zły, to też nie zaskakuje niczym specjalnym. Sono ma spore zaplecze fanowskie podsycane tym, że jest to jeden z bardziej płodnych reżyserów. Jednak od dłuższego czasu jego filmografia nastawiona jest stanowczo na ilość a nie na jakość.

  2. Stark
    31/08/2011
    Odpowiedz

    No właśnie. Choć przyznam, że mnie „Love Exposure” podobało się bardzo. Miałem o tym wspomnieć w tym wpisie, ale jakoś wypadło mi z głowy, że obawiam się iż jego kolejne dziełko, „Guilty of Romance”, to znowu będzie wałkowanie tych samych klimatów – i pewnie znowu mi się spodoba, ale niedosyt pozostanie. Może jednak nie? Oby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *