komentarzy 13

  1. Mefisto
    05/01/2012
    Odpowiedz

    Istotny może nie, ale filmów s-f lub ocierających się o fantastykę było jednak więcej w zeszłym roku, że wymienić tylko Bitwę o LA, Real Steel, czy w końcu niechlubne Coś.

  2. arte
    05/01/2012
    Odpowiedz

    upierdliwie: von trier i almodovar też nakręcili syfy :P

  3. arte
    05/01/2012
    Odpowiedz

    no wiesz, mogło ci się coś nie podobać, co nie zmienia faktu, że 1) Melancholia była jednym z ważniejszych filmów roku; 2) nas, tzn. zwolenników/wielbicieli Melancholii, jest jednak spora grupa :P

  4. 05/01/2012
    Odpowiedz

    To miło, ale… co z tego?:)
    Powyższe zestawienie jest listą filmów które moim zdaniem warto obejrzeć. Nie miałem zamiaru opisywać wszystkich filmów s-f, które pojawiły się w ubiegłym roku:)

  5. ciro85
    06/01/2012
    Odpowiedz

    Zdecydowanie brakuje Drive.

  6. Agnieszka Sadowska
    06/01/2012
    Odpowiedz

    „Drive” to nie sci-fi :)

  7. Antykolor
    06/01/2012
    Odpowiedz

    Okej. Według mnie Melancholia to najlepszy film fantasy ubiegłego roku. Jednak patrząc na to co nadciąga do nas w 2012 (i nie mówię tu o domniemanym końcu świata) to będzie to najlepszy rok dla kina spod znaku fantasy i scfi. Prometeusz, TDKR, Hobbit czy tajemniczy projekt Caurona – Gravity

  8. ciro85
    06/01/2012
    Odpowiedz

    Mój bład, pomyłka za która przepraszam. Niedoczytałem wstepu;/

  9. Witek
    06/01/2012
    Odpowiedz

    Ja generalnie narzekam na poprzedni rok w kinie sci-fi i w ogóle kinie (warto by się pokusić o analizę ogólną ostatniej dekady i przyszłości, zwłaszcza przy obecnym rozwoju technologii kręcenia filmów, wymieraniu kin, mimo mani 3D, dystrybucją przez Internet i oglądaniu w domu). Może się starzeje, i mam sentymenty, szczególnie że aby poprawić sobie humor to zaczynam oglądać różne filmy sci-fi itp, z poprzedniego wieku.

    Prawdę mówiąc wiele z powyższych filmów nie oglądnąłem jeszcze (cześć z braku czasu, czaść z braku seansów w kinie, ale postaram się to nadrobić jakoś), albo cześciowo jestem nimi rozczarowane („Source Code” mi się nie podobał osobiście, „X-Man” średnio mimo przymykania oka że to komiks, „Biuro Dostosowawcze” da się oglądać, mimo poważnych problemów), albo same opium jest nimi rozczarowane (np. „Hanna”). Było mnóstwo tytułów sci-fi (przynajmniej tych mainstremowych) w poprzednim roku, które raczej zawiodły oczekiwania („Sky Line”, „Cowboys&Aliens”, „Immortals”, „Paul”, „Transformers”, „Green Hornet”, „Green Lantern”, „I am number 4”, „Battle Los Angeles”, „Sucker Punch”, „Piraci z Karaibów”, „Thor”, „Conan the Barbarian”, „Apollo 18”, „The Thing”, „The Darkest Hour”, „In Time”, „Real Steel”), i są to filmy co prawda mainstremu, ale na Opium były prezentowane i zapowiadane, więc można powiedzieć że oczekiwaliśmy więcej, od wielu nawet więcej niż więcej. Większości z tych filmów nie oglądałem, ale po recenzjach na Opium lub gdzieś indziej odechciało mi się ich oglądać, a jeśli nawet to raczej nie płacić i kupować kota w worku w kinie, zamiast tego ściągnąć coś z sieci. Filmów jak widać robi się coraz więcej (i powoli wraca się po długiej przerwie do tematyki Sci-Fi), ale poziom dostosowany jest do bardzo młodego widza, co przejawia się raczej brakami fabularnymi, aktoryskimi oraz błędami logicznymi w scenariuszu.

    Tak czy siak, wielkie dzięki z podsumowanie roku, które jest też lista moich braków filmowych które muszę nadrobić (szczególnie „Melancholia” czy „Contagion” i „Captain America”). „Super 8” mi się podobał, bardzo pozytywny film z klimatem. Plus dla „Limitless”, nie wiedziałem że to film z 2011!

    A co powiecie o „The Divine”? Właśnie przeglądam różne listy filmów, i wpadł mi w oko.

    Natomiast dużo lepiej czuje się jak znajdę jakiś starszy film, który mi umknął w poprzednich latach, a to „City of Ember”, a to „Renaissance”, itp. itd.

    Miejmy nadzieje, że 2012 wyjdzie jeszcze lepszy się o wiele lepiej. Chociaż zapowiada się dużo tytułów, to mamy głównie doczynienia z remakami, sequalami, prequalami, itp: „Prometeusz”, „Hobbit”, „Dark Knigth Rises”, „Ghostbusters 2”, „Man in Black 3” (ale przynajmniej wiemy czego się spodziewać po nich, ). Jest też wiele innych ciekawych pozycji, które warto obserwować, kręcenie „Gry Endera”, „Battleship”. Inne odrazu odrzucają raczej („John Carterm”, „The Hunger Games”, ).

  10. Przemysław Murzyn
    07/01/2012
    Odpowiedz

    Fantastyczny to może nie, ale całkiem niezły, zwłaszcza w porównaniu z paroma poprzednimi. Cieszy fakt, że coraz więcej pojawia się skromnych sci-fi, w których element fantastyczny jest tylko punktem wyjścia do powiedzenia czegoś bardziej uniwersalnego („Another Earth”, „Womb”, „Never Let Me Go”). O dwóch pierwszych donosiliśmy jako pierwsi w Polsce, z pierwszej ręki (tzn. od reżyserów) i ze swojej strony chcę zadeklarować, że i w tym roku będziemy się starać wygrzebywać podobne perełki i próbować kontaktować się z twórcami:)
    Za to blockbustery zawiodły mnie prawie w stu procentach (czemu mnie to nie dziwi). Jedynie „Super 8” (głownie z powodów sentymentalnych) i „Geneza Planety Małp” (to po prostu im wyszło) się bronią. Sporo obiecywałem sobie po koreańskim „Sektorze 7”, ale film okazał się mocno przeciętny.
    Na plus także „Monsters” i „The Adjustment Bureau”, choć tu głównie za ładnie poprowadzone wątki damsko-męskie, w tym pierwszym także za ujmujący, melancholijny klimat. Największe rozczarowanie to – „The Source Code”. Tragedia, na którą szkoda nawet strzępić sobie palców. Były oczywiście jeszcze gorsze filmy, ale w przypadku Jonesa w grę wchodziły mimo wszystko oczekiwania związane z poprzednia produkcją.

  11. Mik3z
    13/01/2012
    Odpowiedz

    Jeśli założycie jakiś fanklub Brit Marling, to ja się chętnie zapiszę ;) „Another Earth” to w moim rankingu ścisła czołówka najlepszych filmów roku (nie tylko SF) – świetne, kameralne kino, w niebanalny sposób traktujące o na pozór banalnych (bo przerabianym już w kinie wielokrotnie) sprawach. Z bardzo interesującym, alegorycznym tłem. „Monsters” też jak najbardziej na plus, z podobnych zresztą względów. A „Never Let Me Go” to jedna z najlepiej oddających ducha oryginału ekranizacja jaką widziałem (równać się pod tym względem wśród filmów ostatnich lat może chyba tylko „Droga”). Czytając powieść miałem przed oczami niemal takie same obrazy, jak te przedstawione później przez Romanka. Inna sprawa, że fabuła została skrócona i okrojona w taki sposób, że bez znajomości oryginału wiele by pewnie straciła. I to chyba jedyny mój zarzut w kierunku tego filmu.

    Co do „Melancholii” to ja zdecydowanie znajduję się w obozie tych „za”. Swoją drogą, czy jakiś film w zeszłym roku aż tak podzielił i widzów i krytyków? Do głowy przychodzi mi tylko „Drzewo życia”, choć tam tendencja „przeciw” jest dużo wyraźniejsza.

    Jeśli chodzi o resztę (z podstawowej listy nie widziałem tylko „Womb” i „Kapitana Ameryki”) to są to raczej pozycje dobre albo przyzwoite, ale bez błysku. Na plus faktycznie wyróżniłbym nową odsłonę „X-Men”, za walory czysto rozrywkowe, na minus zdecydowanie „Geneza Planety Małp” – wciąż nie łapię tego wyjątkowo ciepłego przyjęcia przez większość. Film sam w sobie ujdzie, ale ani pod względem realizacji, ani tym bardziej naszpikowanej banałami fabuły, nie wyróżnia się spośród innych blockbusterów.

  12. 24/02/2012
    Odpowiedz

    Widziałem wszystko z tej listy. Uważam, że niewymieniony Skyline zasługuje na solidne w niej miejsce. Jako niskobudżetowy, być może niedopracowany ale obdarzony fenomenalnym klimatem film. Melancholia to jedyny film od paru lat, który sprawił, że nie wyszedłem ani troche obrażony z kina. Obejrzałem go jeszcze 2 razy z netu. Kapitam Ameryka natomiast… aż nie chce się pisać… jak śledziem po papie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *