komentarzy 7

  1. desjudi
    16/12/2008
    Odpowiedz

    nazizm już nie jako zjawisko i narzędzie historyczno-polityczno-społeczne, ale jako filmowe show? I do tego na różnych poziomach porozumienia z widzem? Alter horror szoł i hollywoodzkie wygibasy? Dlaczego nie! Taki swoisty rewizjonizm fajny jest, choć jednocześnie coś się we mnie gotuje podczas wyliczania filmów bawiących się hitlerowskimi „gadżetami”.
    Z drugiej strony jednak nazizm regularnie się w kinie pojawiał i to w wielu postaciach. Jako miłośnik postmoderny lubię zabawy treścią i formą, ale raczej w stylu norweskiego horroru lub Niesławnych Bękartów niż zgrabnej historyjki z Cruisem.
    ps. świetne zdjęcie z nazistowskimi zombiakami :)

  2. D-mooN
    16/12/2008
    Odpowiedz

    Des, nie boisz się trywializacji?

  3. desjudi
    17/12/2008
    Odpowiedz

    Nazizm to intrygująca estetyka, tylko tyle. Tej się nie boję.
    Boję się o filmowe emocje, gdy myślę o np. „Valkirii”, która – byłbym w stanie się założyć – będzie sprawnie opowiedzianą, lecz mocno przewidywalną, historią. W ogóle, w jakiś sposób boję się kina hollywoodzkiego, które trywializuje co może, bo trywializowany chce być widz, no nie? Tak mi się patrzy na mainstream. O alternatywę nie boję się wcale, bo kreatywności tam sporo i to pomimo tego, że większość pomysłów do mnie nie trafia.

  4. D-mooN
    17/12/2008
    Odpowiedz

    Tak, ale naziści (w odróżnieniu od kosmitów i wilkołaków) to część historii, wcale nie najweselsza. Nie mam tu na myśli żadnej martyrologii i cierpiętniczego rozpamiętywania, ale z drugiej strony wizja hipotetycznych, pluszowych SS-manów, sprzedawanych przy okazji któregoś z kolei filmu, napawa obawami. Przynajmniej mnie:)

  5. desjudi
    17/12/2008
    Odpowiedz

    to nie muszą być pluszowe misie (patrz klocki lego Libery http://www.laznia.pl/gfx/upload/460200602110011-libera_lego02.jpg )
    Niemniej, nazizm się powoli odczarowuje, bo popkultura wszystkie świętości pożera i przetrawia na swój często trywialny sposób. Siedzę okrakiem na płocie i nie wiem jak ocenić filmowy nazizm, bo pamiętam tę nastolatkę szczerzącą się w piecu krematoryjnym. Nie wiem, czy się kurde buntować (w imię czego? historii? sacrum? profanum?), czy zachować milczenie (tutaj też: w imię czego?). Swego czasu niektórzy widzowie mieli problem z oceną intencji Benigniego i jego „Życie jest piękne”, wiadomo z jakiego powodu…

  6. D-mooN
    17/12/2008
    Odpowiedz

    Buntować? Może w imię pamięci i ku przestrodze. Bo jakiś procent widzów bez wysiłku oddzieli kreacje fantastyczne od tych dokumentalnych, ale jednak część (zgaduję, że większość) oswoi się z tematem, przygarnie, poklepie po pleckach i odstawi na półkę. Zaraz obok figurki Lorda Vadera.

    „Życie jest piękne” bazowało na tragedii wojny na zasadzie kontrastu, Benigni użył jej jako tła. Nazizm jako taki nie był tam tylko „fajnym gadżetem”.

  7. Stark
    17/12/2008
    Odpowiedz

    Ale generalnie, tak jak Des mówi, to tylko gra symbolami, podobnie jak wykorzystywanie satanistycznej estetyki przez zespoły metalowe. Dla mnie – dopóki chyba dość jasno określona granica nie zostaje przekroczona – dopuszczalne jest jej zagarnianie przez popkulturę celem późniejszego twórczego przetworzenia i wyplucia w czasem być może faktycznie ztrywializowanej wersji, ale…
    … bądźmy szczerzy, wolimy „Jezusa z Nazaretu” czy „Żywot Briana”, „Katyń” czy „Parszywą 12”. O nazizmie w wersji „realistycznej” i „historycznej” powiedziano już właściwie wszystko. Dlatego pytam – lepiej zamknąć ten temat raz na zawsze i do niego nie wracać, czy jednak penetrować rejony do tej pory, głównie z powodu jakiejś etyki czy moralności, nie penetrowane(choć też tak naprawdę nie do końca, przecież choćby „Ilsa-wilczyca z SS” i inne podobne produkcje powstawały już w latach 70-tych). Ja skłaniam się ku drugiej wersji, bo Druga Wojna Światowa, nazizm tak czy siak z czasem będą blaknąć, trywialnieć(jest takie słowo?), z każdym kolejnym pokoleniem „mitycznieć” (a takie słowo jest?) i przestawać być czymś naprawdę namacalnym, podobnie jak wszelkie potężne zbrodnie jakie popełniano w starożytności czy średniowieczu a które dziś praktycznie każdy kwituje wzruszeniem ramion i mruknięciem: „tak tak, to było złe”. A tak – przynajmniej dla mnie, dopóki do głosu nie dojdą pomysły typu „UFO w Auschwitz”, a ogólny przekaz mówiący w uproszczeniu, że „nazizm był zły” nie zaniknie (bo co by o takich filmach jak recenzowany przeze mnie „Outpost” nie mówić, takie założenie jest tam jak najbardziej wyczuwalne:)) plus atrakcyjna forma bądź fascynująca treść, to ja ładnie poproszę o jeszcze. Lepiej mówić o tym choćby w taki sposób niż nie mówić w ogóle. A że znajdzie się odsetek ludzi wierzących, że naziści stworzyli nieśmiertelnych żołnierzy… cóż, istnieje też odsetek ludzi wierzących że Jezus był kosmitą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *