
Konflikt w Iraku jako temat filmu wojennego nigdy mnie nie kręcił. Wiele zmieniło się po miniserialu HBO “Generation Kill” – mimo, iż produkcji amerykańskiej, to całkowicie pozbawionej typowego dla tego kraju filmowego patosu i rozdmuchanego do granic nienormalności bohaterstwa, wylewającego się z każdego kadru. Po tym serialu długo szukałam czegoś podobnego i choć „The Hurt Locker” nie posiada tak świetnych, ostrych i bezkompromisowych dialogów, ani nie stara się za wszelką cenę pokazać absurdu tego konfliktu to jest równie realistyczny w ujęciu tematu.

Kilka dni temu prezentowaliśmy pierwszy zwiastun nowego filmu Paula Greengrassa z Mattem Damonem. Właśnie do kompletu pojawił się gustowny plakat. Możecie też obejrzeć kolejny zwiastun, tym razem międzynarodowy.

Pojawił się zwiastun nowego filmu Paula Greengrassa, w którym Matt Damon gra agenta CIA na tropie afery broni masowego rażenia. Partnerować mu będą Greg Kinnear i Brendan Gleeson oraz Amy Ryan jako śledząca całą sprawę korespondentka.

“Le marche des sans nom” łączy w sobie elementy na pozór nieprzystające. Dieselpunkową chropowatość, surrealistyczną alegoryczność i celny komentarz polityczny. Równie aktualny dziś, jak i 100 lat temu .

Angole znowu zdecydowali się zmiksować horror z wojną. Było “Deathwatch”, był “The Bunker”, teraz nadszedł czas na “The 4th Reich”. Reżyser tego filmu, Shaun Robert Smith opowiada nam o pomyśle na “Czwartą Rzeszę”, o współpracy z Tomem Savinim… Mówi też dlaczego jego film będzie lepszy od wspomnianych wyżej produkcji.

We invite you to read an interview with Shaun Robert Smith, the director of “The 4th Reich” – upcoming war flick with horror elements. Or horror with war elements? Anyway, Shaun presents us his quite interesting project. Have a nice reading.

Dzisiaj moi drodzy zupełnie nietypowo i nie w moim stylu napiszę kilka słów o horrorze. I to o horrorze w wojennych realiach. Miałem zamiar przystopować z babraniem się w tej stylistyce i wziąć na tapetę coś innego, ale film o którym chcę powiedzieć kilka słów okazał się na tyle dobry, że po prostu nie mogę zbyć go milczeniem.
Na serwisie Trailer Addict pojawił się świeżutki i już właściwie zmontowany zwiastun do filmu “Franklyn” o którym pisałam parę postów wcześniej. Wpis do przeczytania tutaj.
Również na tej samej stronie pojawiło się pierwsze sześc minut “Walkirii” Bryana Singera. Oprócz zaprezentowania kilku początkowych scen z fajnym intro, wiadomo już jak rozwiązano problem braku niemieckiego akcentu w filmie:
A na koniec zwiastun kolejnego niepotrzebnego rimejku. Tym razem wzięto się za debiut reżyserski Wesa Cravena, który to obraz był jednym z najbardziej kontrowersyjnych i szokujących filmów swoich czasów. Przed wami nowe spojrzenie na “The Last House on the left”:
A dla ciekawych starej wersji – zwiastun oryginału…To avoid fainting, keep repeating “It’s only a movie…It’s only a movie…”
Kathryn Bigelow to dla mnie dziwne zjawisko… Niby kobieta, ale kręci filmy przepełnione testosteronem bardziej, niż dzieła niejednego męskiego reżysera. Tak jest też z jej najnowszym obrazem “The Hurt Locker”, w którym przygląda się jednostce saperów rozbrajających bomby na irackim froncie.
James rozpoczyna właśnie służbę w oddziale wojskowym, którego członkowie mają najbardziej niebezpieczną pracę na świecie: zajmują się rozbrajaniem bomb na polu walki. James obejmuje dowództwo nad oddziałem wykwalifikowanych specjalistów w czasie kiedy trwa tu poważny konflikt. Zaskakuje też swoich podwładnych decyzjami, które sprawiają, że wydaje się, że śmierć jest mu obojętna. W czasie gdy żołnierze próbują okiełznać swojego nieprzewidywalnego dowódcę, irackie miasto w okolicach którego stacjonują pogrąża się w chaosie. James pokazuje swoją prawdziwą twarz, a wydarzenia które będą temu towarzyszyć sprawią, że życie żadnego z nich nie będzie już takie samo. (stopklatka.pl)
Obsadowo film wypełniają młodzi, mało znani aktorzy, ale w rolach epizodycznych można zobaczyć Ralpha Fiennesa, Davida Morse’a, Guy’a Pearce’a i znaną z “Zagubionych” Evangeline Lilly. Fotogalerię z filmu można obejrzeć tutaj, a dla chętnych również wczesna recenzja na stronie Stopklatki.

Kraj: Wielka Brytania
Rok Produkcji: 2008
Reżyseria: Steve Barker
Scenariusz: Rae Brunton
Obsada:
Ray Stevenson
Julian Wadham
Richard Brake
Paul Blair
Sfa(nta)styczne zło nie umiera nigdy… i w sumie bardzo dobrze, bo inaczej nie moglibyśmy cieszyć się tak fajnymi filmami jak “Outpost”, u nas funkcjonujący na DVD jako “Eksperyment SS” (przysięgam, że już drugi raz tej nazwy w tej recenzji nie użyję). “Outpost” to kolejny horror w wojennej otoczce, udanie podążający ścieżkami przetartymi przez “The Bunker” i “Deathwatch”.

Historia jest prosta jak zajęcie Paryża w 1940. Pewien tajemniczy jegomość wynajmuje grupę najemników aby ci ochraniali go podczas przeprowadzania badań terenowych. Jak się później okazuje owe “badania terenowe” to nic innego jak infiltracja starego poniemieckiego bunkra gdzieś w Europie Wschodniej. Hunt, bo tak brzmi nazwisko naukowca, nie mówi oczywiście wszystkiego, co znajduje swoje konsekwencje w późniejszych wydarzeniach… Mówiąc krótko i w uproszczeniu – nasi bohaterowie muszą stanąć oko w oko z nazistami z piekła rodem. Jak zatem widać fabuła do najmocniejszych stron filmu na pewno nie należy i to wcale nie tylko z powodu jej relatywnej prostoty i, rzekłbym, wątłości pewnych założeń. “Outpost” bowiem bazuje na tym samym schemacie co wspomniani wcześniej poprzednicy, a także choćby “R-Point” czy nawet “The Keep” – grupa żołnierzy trafia gdzieś na odludziu na opuszczony bunkier/okopy/zamek, w którym najpierw zaczyna szwankować sprzęt (tu: radio) a potem pojawiają się siły niekoniecznie z tego świata. I chociaż ja nie mam nic przeciwko kolejnym tego typu historiom, chętnie obejrzałbym jeszcze ze dwadzieścia opierających się na takich założeniach produkcji, cieplej jednak przyjmę coś w tej kwestii nowego, oryginalnego. Wszak pole do popisu jest olbrzymie.

No ale koniec narzekań, bo podczas seansu bawiłem się naprawdę nieźle. Mogą podobać się zdjęcia, które są dosyć subtelne i unikające kolorystycznych ekstrawagancji. Od początku odgrywają dużą rolę w budowaniu nastroju. A ten zaiste bywa sugestywny a w porywach niemalże upiorny. Zresztą co tu dużo gadać, zatęchłe klaustrofobiczne pomieszczenia, opuszczone korytarze czy milczące sylwetki majaczące na tle ciemnego lasu sprawdzają się prawie zawsze. A gdy do tego dodamy trochę wyblakłą, ale wciąż ponuro dumną flagę z hackenkreuzem, nieme filmy dokumentalne będące zapisem tajemniczych i okrutnych eksperymentów jakie miały miejsce w bunkrze czy w końcu okutane w esesmańskie uniformy zjawy to… no miłośnik porządnego, B-klasowego, klimatycznego i niesilącego się na jakieś wydumane przekazy kina po prostu musi poczuć się usatysfakcjonowany.

Może słówko o bohaterach. Muszę przyznać, że takiej zgrai zakazanych pysków zebranych w jednym miejscu o jednej porze to dawno nie widziałem. Jeśli znacie “Rzym”, to kojarzycie na pewno Tytusa Pullo. Ja powiem tylko, że wcielający się w jego role Ray Stevenson gra również w “Outpost”, a jego bohater jest…ekhem… najprzystojniejszy z całej ekipy. Także chyba nietrudno sobie wyobrazić jak może wyglądać reszta. Aktorsko jest średnio. Poza wspomnianym Stevensonem, któremu nie można odmówić charyzmy, pozostali aktorzy niczego specjalnego nie pokazują a czasem grają odrobinę zbyt manierycznie. Choć być może wina to tak a nie inaczej zarysowanych postaci, które swoim “rysem psychologicznym” przypominają np. te z “Predatora”. Nie ma to jednak większego znaczenia, ważne że Tytus Pullo mocno trzyma ich w ryzach udowadniając jednocześnie, że z bronią palną radzi sobie równie dobrze jak z mieczem rzymskiego legionisty.

Jak to często w tego typu filmach bywa, szwankują próby wyjaśnienia co, jak i dlaczego. Tutaj także tłumaczenia owe wypadają trochę niedorzecznie i bełkotliwie, ale bądźmy szczerzy – nie to jest najważniejsze. Ja przynajmniej, oglądając sceny cichego marszu upiornych nazistów zacieśniających metaforyczną pętlę wokół karków pozostałych przy życiu bohaterów, zapomniałem o wysiłkach scenarzystów chcących sensownie wybrnąć z tego co sami nawarzyli.

No właśnie… naziści. Co tu dużo mówić, gdyby film poległ na wszystkich innych frontach, właśnie dzięki nim nadal bym go lubił. Abstrahując już od kwestii historyczno-ideologicznych jest coś niesamowitego w połączeniu grozy i nadnaturalności z hitlerowską symboliką. Jak mówi jeden z bohaterów “Ekspe…”, znaczy się “Outpost”: “Co by o nazistach nie mówić, styl to oni mieli.” I ja osobiście życzę sobie aby ów styl prezentowali jak najczęściej… na dużym i małym ekranie.