
Myślicie, że “The Expendables” ma niezłą obsadę? Pomyślcie raz jeszcze! “Machete” wspina się na nowe poziomy czadu.

Można by pomyśleć, że to spóźniony żart primaaprilisowy. Jednak nie. Już drugi z ‘fałszywych zwiastunów’ – które pojawiły się w ramach promocji “Grindhouse” – zostanie zrealizowany jako pełnometrażowy film. Tym razem jest to “Hobo with a shotgun”, zwycięzca konkursu ogłoszonego przez SXSW. Kilka dni temu ogłoszono realizację projektu, z Rutgerem Hauerem w roli głównej, a dziś mamy dla Was już pierwsze video z planu.

Kilka dni temu prezentowaliśmy pierwszy zwiastun nowego filmu Paula Greengrassa z Mattem Damonem. Właśnie do kompletu pojawił się gustowny plakat. Możecie też obejrzeć kolejny zwiastun, tym razem międzynarodowy.

Nareszcie na własne oczy możemy podziwiać starcie Daniela Olbrychskiego z Angeliną Jolie w sensacyjno-szpiegowskim “Salt” Philipa Noyce’a. Film opowiada historię agentki CIA posądzonej o współpracę z rosyjskim wywiadem.

Pamiętacie “Payback”? Podobało się wam “Taken”? A co powiecie na połączenie obu tych tytułów?

“I Come with the Rain” z pewnością mieści się w pierwszej trójce najbardziej przeze mnie oczekiwanych filmów. Koreańczycy właśnie wypuścili swoje dwa trailery tej produkcji, jeden bardziej koncentrujący się na bohaterze granym przez Josha Hartnetta, drugi na Lee Byung-hunie (brakuje jeszcze trzeciego, z Takuyą Kimurą w roli głównej). Trudno na razie cokolwiek wnioskować, myślę jednak, że film Tran Anh Hunga okaże się czymś więcej niźli tylko ładnym obrazkiem dla pań gustujących w skośnookich (i nie tylko) przystojniakach.
Amerykanie mają swojego “Człowieka z Blizną”, “Chłopców z Ferajny” a ostatnio “Amerykańskiego Gangstera” czyli filmy z rodzaju (jak ja to lubię nazywać) “od zera do gangstera”. I choć jest to gatunek bardzo charakterystyczny dla amerykańskiej kinematografii, okazuje się, iż w Europie wcale nie kręci się gorszych gangsterskich eposów. W zeszłym roku Francuzi postanowili sfilmować biografię jednego z najsłynniejszych przestępców z nad Sekwany – Jacques Mesrine’a. I wyszło im to podobno nie najgorzej.

Kino azjatyckie ma się dobrze. Niby banał, a jednak ostatnio kilkukrotnie spotkałem się z opiniami, że jak horror to tylko te długowłose maszkary i ogólnie zjadanie własnego ogona. Że jak sensacja, to tylko wygibasy a la Jackie Chan czy inny Jet Li. Że jak dramat, to przesadzają z ekspresją w wyrażaniu emocji itp. itd. Być może po części coś w tym jest, ja jednak twierdzę, że we współczesnym kinie azjatyckim o wiele łatwiej o wartościowe dzieło niż na jakimkolwiek innym kontynencie. Nie bacząc na gatunek. Dlatego zdecydowałem się zapoczątkować cykl w którym chciałbym przedstawiać co ciekawsze pozycje pochodzące z kontynentu sushi, kimchi i Mao Tse-tunga, jako czasową granicę przyjmując rok 2000. Na początek japońskie “9 Souls” i “Sun Scarred”.
Czy to jakiś nowy niezamierzony trend? Najwyraźniej producenckiemu dziecku braci Wachowskich – “Ninja Assassin” – przybyła nie lada konkurencja. Okazuje się, iż w najbliższym czasie czeka nas inwazja bezszelestnych wojowników na kinowe, tudzież domowe, ekrany. Między innymi pod postacią japońskiego “Kamui” oraz amerykańskich “Ninja” i “The Last Ninja” (anglosaskie tytuły są takie… wyszukane).