Archiwa tagu: baśń

Stwory. Dzikie. Na plakatach.

wild_things_m

Kampania promocyjna „Where The Wild Things Are” jest bezbłędna. Świetne zwiastuny, przeplatane równie znakomitymi plakatami, potrafią przekonać nawet takiego cynika jak ja. Zapowiada się coś magicznego, i to widać także na nowych posterkach, prezentujących głównych bohaterów filmu.

Czytaj dalej Stwory. Dzikie. Na plakatach.

„Ondine” – pierwsze zdjęcia

ondine_06

Neil Jordan po kilkuletniej przerwie powraca do swojej rodzimej Irlandii, proponując widzom współczesną baśń dla dorosłych. „Ondine” to nieco liryczna opowieść o pewnym rybaku (Colin Farrell) którego życie całkowicie się zmienia, kiedy wyławia z morza piękną i tajemniczą kobietę (Alicja Bachleda-Curuś). Podczas gdy jego córka wierzy, iż jest ona najprawdziwszą syreną, on sam zakochuje się w niej po uszy.
Czytaj dalej „Ondine” – pierwsze zdjęcia

Maurice Sendak o ekranizacji „Where the Wild Things Are”

wildthings

Comic-Con dostarcza nam kolejnych przyjemności. Tym razem prezentujemy krótki filmik o „Where the Wild Things Are„, który zaprezentowano tam w piątek. Oprócz kilku uroczych ujęć z planu zawiera on wypowiedzi samego Maurice’a Sendaka, autora książeczki, którą ekranizuje Spike Jonze. Sendak opowiada o współpracy między nimi. Czytaj dalej Maurice Sendak o ekranizacji „Where the Wild Things Are”

„Badinage” czyli surrealistyczna opowieść o magii słowa

badinage_banner

„Badinage” to reżyserski debiut Olivera Harrisona, rozgrywający się w nieco alternatywnej rzeczywistości XVIII wieku. W wyniku rządów pewnej surowej sekty religijnej muzyka, sztuka jak i prawo do wolnej wypowiedzi zostały całkowicie zakazane. Ostatnią linią oporu pozostali poeci tworzący coś na kształt gangów, których członkowie wyzywają się wzajemnie na słowne pojedynki.
Czytaj dalej „Badinage” czyli surrealistyczna opowieść o magii słowa

Where the Wild Things Are – nowy, klimatyczny plakat

ImageShack

'Where The Wild Things Are’ Spike’a Jonze’a powoli staje się najbardziej przeze mnie oczekiwanym filmem tego roku. Warstwa wizualna zapowiada się przepysznie, czego kolejnym dowodem jest właśnie ujawniony, drugi plakat tej baśniowej produkcji. Czytaj dalej Where the Wild Things Are – nowy, klimatyczny plakat

„Hansel & Gretel” – recenzja

ImageShack

Kraj: Korea Południowa
Rok produkcji: 2007

Reżyseria: Pil-Sung Yim
Scenariusz: Pil-Sung Yim

Obsada:

Jeong-myeong Cheon – Eun-Soo
Sim Eun-kyung – Young Hee
Ji-hee Jin – Jung Soon
Eun Won-jae – Manbok

A więc nawet w Korei znają historię o Jasiu i Małgosi. Co ważniejsze jednak, potrafią zgrabnie połączyć motywy ze starej europejskiej bajki ze swoją charakterystyczną poetyką nie tracąc przy tym nic na jakości. „Hansel and Gretel” to drugi film Pil Sung-yima, twórcy bardzo dobrego „Antarctic Journal”. Reżyser nakręcił dzieło chyba nawet nieco lepsze od debiutu.

ImageShack

Eun-soo jedzie spotkać się z ciężko chorą matką. Podczas podróży staje się jednak żywym przykładem na to, że telefon komórkowy niekoniecznie musi być przyjacielem kierowcy, zwłaszcza kiedy nawija się jadąc po niepewnej, mokrej drodze w środku ciemnego lasu. Samochód bohatera wpada w poślizg i ląduje gdzieś głęboko w rowie, Eun-soo traci przytomność. Po dojściu do siebie mężczyzna, nieco jeszcze oszołomiony rusza w las szukać pomocy. Oczywiście gubi się, traci przytomność i koniec końców ląduje w dziwnej chatce w samym środku puszczy. „Dom Szczęśliwych Dzieci” głosi tabliczka powitalna, mieszkańcy uśmiechają się serdecznie a wszystko mieni się kolorami niczym w kalejdoskopie. Czyli jak nietrudno się domyślić coś jest nie tak – i faktycznie, pięcioosobową rodziną, która mieszka w chatce wcale nie rządzą rodzice, lecz kilkunastoletni chłopiec Man-bok, oraz dwie jego młodsze siostry Young-hee i Jung-soon.

ImageShack

„Hansel & Gretel” to mroczna, czasem nawet nieco makabryczna baśń nie będąca – co zresztą widać po streszczeniu – bezpośrednią adaptacją popularnej historii dla dzieci. Fabuła koreańskiej produkcji ma z nią raptem kilka punktów stycznych. Bardziej to jednak historia o poszukiwaniu szczęścia i miłości, być może źle pojmowanej, przez dzieci nierzadko mylonej z zaborczością i totalnym podporządkowaniem. Choć z drugiej strony… czy faktycznie nie na tym polega miłość? Dzieci obwiniają też dorosłych za całe zło tego świata, a ostatnią rzeczą której pragną jest… by dorosnąć. Tyle że takie dość proste myślenie, opierające się na schematach „czarny-biały” owocuje tutaj w raczej destruktywne skutki. W każdym razie pragnące owego uczucia dzieci nie cofają się przed niczym aby otrzymać to, co sobie wymarzą, nierzadko posuwając się do rozwiązań ostatecznych. Mimo to muszę przyznać, że dzięki takiemu a nie innemu przedstawieniu postaci, dobrze życzyłem dzieciakom, czego po sobie raczej bym się nie spodziewał.

ImageShack

Duże wrażenie robi strona wizualna filmu. Zdążyłem już przywyknąć do faktu, że w większości koreańskich filmów każde ujęcie jest dopracowane do ostatniego szczegółu, nierzadko w sposób taki aby przypominało dzieło malarskie albo fotografię artystyczną. W przypadku „Hansel and Gretel” trend ów doprowadzono do skrajności. Film jest wręcz przeestetyzowany – mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że to najbardziej kolorowy film z szeroko pojętego obrębu kina grozy jaki kiedykolwiek powstał. Z tym że – nie chcąc tu przesadnie spoilerować – to całe wizualne rozpasanie ma jak najbardziej swoje uzasadnienie w fabule, dlatego absolutnie nie wolno traktować tego jako wady. Trudno również narzekać na piękną, bardzo nastrojową muzykę, a i aktorstwo stoi na wysokim poziomie także – a może zwłaszcza – w przypadku małoletnich odtwórców głównych ról. W przypadku dzieci nie jest to przecież regułą.

ImageShack

Do pewnych rzeczy można się jak najbardziej przyczepić, pewne kwestie psychologiczne wypadają tu nieco niewiarygodnie, a i kilka elementów w fabule rozwiązano na zasadzie „bo tak”. Nie zmienia to jednak faktu, że „Hansel and Gretel” to jedna z najlepszych produkcji z wciąż filmowo mocnej Korei jakie miałem okazję ostatnio ujrzeć. Polecam.