Fanowskie produkcje nigdy mnie nie zachwycały, owszem twórcy mieli duże chęci i mnóstwo zapału, ale wykonanie zazwyczaj było kiepskie i pachniało tandetą. Od czasu do czasu trafiała się jakaś perełka, tak jak na przykład fanowskie filmy Sandiego Colorri (a przede wszystkich jego Batman: Dead End) ale ogólnie z dobrym fanowskim filmem jest jak z zaćmieniem słońca – zjawisko to występuje niezwykle rzadko.
Jednakże, na wyspach brytyjskich ostatnio „zaćmiło”. I to jak! Chris Bouchard za jakieś 3 tysiące funtów zmajstrował niezależną fanowską produkcję dziejącą się w świecie Władcy Pierścieni, zatytułowaną „The Hunt For Gollum”. Obejrzeć ją będzie można w całości w internecie w przyszłym roku. Tymczasem zapraszam na stronę filmu a poniżej prezentuję mały zwiastunowy przedsmak tej wyjątkowej produkcji:
Jakoś tak się złożyło, że plakat ten umknął mi. Powód może być prozaiczny: zarówno osoba reżysera (Joseph Kahn, dotąd reżyser klipów muzycznych) jak i głównej gwiazdy (Hayden „Drewniak” Christensen) nie nastrajają pozytywnie.
Sam plakat to inna sprawa. Niezwykle zgrabne połączenie formy afiszów imprez rave, kolażu cyfrowego szumu i steampunkowej stylistyki. Idealny.
Lubię Gwiezdne Wojny a estetykę steampunkową jeszcze bardziej. Wszystkich którzy podzielają moje fascynacje zapraszam na forum SG Society, gdzie można obejrzeć dość niezwykłe prace w tychże klimatach.
D’mooN:
Ja od siebie dodam jeszcze świetną, autorską galerię Bjorna Hurri oraz stronę Sillof’s Workshop, gdzie projekty takie przybierają bardziej namacalną formę. Do obejrzenia jest kilka serii figurek Star Wars, ale są też oparte na universach takich jak Diuna czy komiksy Marvela.
Magazyn Wired opublikował artykuł o stylistyce steampunk, gdzie pośród różnorakich gadgetów znalazł się działający, napędzany silnikiem parowym model R2D2.
„Gwiezdne Wojny” doczekały się też steampunkowego wcielenia w postaci modeliLego.
Pośród tych wszystkich horrorowatych slasherów które ostatnimi czasy zaludniają kinowe ekrany, oferując kolejne wariacje na temat szaleńca z piłą/hakiem/młotem/siekierą (niepotrzebne skreślić) oganiającego się za kolejną biedną dziewczyną z miseczką nie mniejszą niż 80B, ciężko jest wyłuskać coś co będzie straszyć nieco inaczej, bardziej ambitnie. Na szczęście nie tylko Amerykanie biorą się za filmy grozy, zawsze można liczyć na Azjatów (choć zaczynają już popadać w rutynę) i Hiszpanów (tu wciąż jest nadzieja). Do tego wąskiego grona można śmiało dodać jeszcze Finów, a przynajmniej na początek jednego – AJ Annilę.
Drugi w karierze film Annili, zatytułowany „Sauna”, to niezwykle wysmakowana wizualnie, mroczna i nastrojowa historia o poczuciu winy i odkupieniu.
Jest rok 1595. Po zakończeniu długotrwałej i wyniszczającej wojny, dwóch braci uciekając przed zbrodnią popełnioną na niewinnej dziewczynie, dołącza do ekspedycji mającej na celu wytyczenie nowych granic pomiędzy Szwecją a Rosją. Po drodze docierają do zapomnianej przez Boga wioski, gdzie od dawna nie urodziło się żadne dziecko, a starcy nie mogą umrzeć. Tam natrafiają na miejsce, gdzie według wierze lokalnej społeczności, mogą obmyć się ze swoich win – sauny.
Lauren Shuler Donner, producentka która brała udział w powstawaniu wszystkich filmów z serii „X-Men”, uchyliła rąbka tajemnicy dotyczącej kolejnej odsłony opowieści o mutantach:
Mamy świetny scenariusz do „Magneto”. Mówiąc szczerze… wyprodukowałam w tym roku cztery filmy i byłam tak zapracowana, że nie rozmawiałam ze studiem na temat „Magneto”, po prostu nie miałam takiej możliwości. David Goyer, który napisał scenariusz i będzie to reżyserował, był zaangażowany w powstanie innego filmu. Tak więc teraz on jest wolny, ja również, więc pierwszą rzeczą jaką zamierzam zrobić to powiedzieć mu „Ok, nakręćmy 'Magneto”’.
„Wolverine” to kasowy pewniak, zatem powstanie kolejnego filmu z universum X-Men jest tylko kwestią czasu. Niepokojący jest jedynie fakt, że jak dotąd seria wykazuje tendencję spadkową (choć kto wie, może „Wolverine” nas zaskoczy) i rozdmuchiwanie balonika z mutantami tylko tę tendencję pogłębi. Co następne w kolejce? Serial w duchu 'Smallville’?
Ach co to był za serial! Mimo iż zaliczał się do gatunku seriali historycznych, nie kładł zbyt wielkiego nacisku na 'prawdę historyczną’ ani wierność 'faktom’. Historia przez duże H nie była tu ważna, ważne były postacie, niezwykle pełnokrwiste i wyraziste, a także czasy w jakich dane im było żyć. Serial proponował nieco ostrzejsze spojrzenie na epokę 'chwały’ Rzymu, częściej zaglądając do imperialnych slamsów niż arystokratycznych domów. Zero cukru ale za to dużo kontrowersji i brutalnego realizmu, zaserwowanych z niezwykłą dbałością o szczegóły. A na dokładkę świetna obsada i soczyste dialogi.
Niestety po 22 odcinkach stacja HBO stchórzyła, przerażona kosztami produkcji i z pięciu planowanych sezonów ostały się jedynie dwa. Niedawno grube ryby z foteli kierowniczych HBO oprzytomniały i stwierdziły iż rezygnacja była nazbyt pochopna, więc być może ujrzymy jeszcze cienie i blaski rzymskiego Imperium na ekranie. DUŻYM ekranie. Kinowym.
Twórca „Rzymu” Bruno Heller zdradził ostatnio iż w planach jest realizacja kinowej wersji serialu. Niby wszystko fajnie, tylko czy zamknięcie rozległej i wielowątkowej fabuły w 2-3 godzinach nie jest trochę jak serwowanie wisienki z deseru, ale bez deseru? No ale cóż… nie ma co wybrzydzać, lepsze to niż nic i będę trzymać kciuki za powodzenie tego projektu.
Firma produkcyjna Johnny’ego Deppa Infinitum Nihil nabyła prawa do ekranizacji powieści Nicka Toschesa zatytułowanej „In the Hand of Dante”. Treść książki oscyluje wokół „Boskiej Komedii” Dantego i rozwija równolegle dwa wątki. Pierwszy dzieje się w czternastowiecznych Włoszech i ukazuje proces powstawania sławnego dzieła Dantego. Drugi ma miejsce we współczesności i dotyczy Toschesa , który zostaje poproszony o zbadanie autentyczności manuskryptu, który podobno wyszedł spod ręki Dante Alighieriego. Depp nie tylko wyprodukuje film, ale także zagra rolę Nicka Toschesa.
Sama treść „In the Hand of Dante” przypomina coś pomiedzy „Klubem Dantego” Arthuro Perez-Reverte (notabene Depp wystąpił w mało udanej ekranizacji tej książki, więc chyba lubi takie klimaty) i powieściami Dana Browna.
Hisotria rozgrywa się w XIX w. Dwunastoletni Brendan jest nauczany przez swojego wuja, Abbota Cellach, który oczekuje, że bratanek pójdzie w jego ślady. Pewnego dnia Brendan spotyka Brata Aidana, skrybę i ilustratora, który ukazuje mu piękno sztuki i rozbudza jego kreatywność i wyobraźnię…
Nietypowy to materiał na film animowany, trzeba przyznać. Tematyka sakralna, tworzenie manuskryptów…ale i wyprawa w świat wyobraźni. Wizualnie cudna i wysmakowana, stylistyką nawiązująca chwilami do średniowiecznych witraży, ale i znakomicie animowana. Nawet jeśli całość okaże się fabularnym banałem lub nudziarstwem, to piękno prezentowanych obrazków wystarczy aż nadto. Zobaczcie sami:
Logan czyli Wolverine, to moim skromnym zdaniem najbardziej odjazdowa postać z serii X-Men, więc pokładam spore nadzieje w ekranizacji jego losów w nadchodzącym „Wolverinre:Origins”. W napiętym oczekiwaniu na pierwszy zwiastun (bootlegowego z Comic Con, który gdzieś tam zapewne krąży na youtube nie liczę) zapraszam do sporej galeriinajnowszych, a także nieco starszych fotosów związanych z adaptacją przygód pana Rosomaka.
A na deser smakowita okładka styczniowego wydania Empire magazine:
Podoba mi się fakt, że Josh Brolin jest w to zaangażowany. Kto wie, czy tak pozostanie, ale jest to ciekawsze niż sądziłam. Otrzymując taki scenariusz dobijają się do Ciebie myśli typu 'O Boże, teraz będę robić w kółko to samo (adaptacje komiksów)’, ale jest to bardzo, bardzo interesujące.
Wnioski? Żadnych. W każdym razie do czasu aż Lexi nie zobaczy konkretnych cyferek na umowie podsuniętej przez Warner Bros.
Zwiastun do „The Perfect Sleep” moje oczęta ujrzały prawie rok temu i wciąż czekają na jakąkolwiek informację odnośnie premiery a tu NIC. Szkoda bo ta produkcja zapowiada sie naprawdę interesująco dla fanatyczki noirowych klimatów takiej jak ja. 'Ambitnie’ reklamowana jako „Dashiell Hammet spotyka Dostojewskiego” lub też bardziej kontrowersyjnie jako „masochistyczne kino neonoir” posiada nieco pierwszego ( większość bohaterów filmu nosi rosyjsko brzmiące imiona: Nikolai, Ivan, Kolya ) jak i drugiego (centralna postać filmu cierpi na dziwną 'przypadłość’, otóż nie stroni od tego aby dawano mu porządnego łupnia i… chyba bardzo to lubi).
Oficjalny opis fabuły brzmi następująco:
Po dziesięcioletniej nieobecności, tajemniczy mężczyzna wraca do swojego rodzinnego miasta aby ochronić kobietę którą zawsze kochał ale nigdy nie mógł mieć. Zagrożeniem jest ich wspólny wróg, którego celem jest zakończenie długotrwałej i wyniszczającej wojny między dwoma rodzinami.
Co ciekawe dama jego serca nosi imię Porfiria (sic!) a sama zapowiedź obiecuje o wiele więcej dziwaczności i niespodzianek. Niby zaczyna się jak typowe kino z gatunku noir, ale potem rozkręca się w całkiem inne klimaty i ten misz-masz wcale mi nie wadzi, wręcz przeciwnie, obiecuje coś niekonwencjonalnego (czyli bardzo przeze mnie pożądanego ).
Zwiastun „The Perfect Sleep” sam w sobie jest małym celuloidowym majstersztykiem. Według mnie stanowi perfekcyjne połączenie świetnie zmontowanego obrazu (i to wizualnie wysmakowanego obrazu) z towarzyszącą temu muzyką. Zresztą oceńcie sami, a mi pozostaje zapewne czekać kolejny rok na to filmowe wariactwo…
TUTAJ zwiastun do zobaczenia w lepszej rozdzielczości.
Michael Heilemann (http://binarybonsai.com/) udostępnił na swoim koncie Flickr blisko 3000 fotografii, rysunków i storyboardów z produkcji i planu 'Gwiezdnych Wojen’. Tę niesamowitą kolekcję możecie obejrzeć klikając tutaj. Smacznego.