Zapraszam do obejrzenia pierwszych pięciu minut „Valhalla Rising” Nicolasa Winding Refna, z których między innymi wynika, iż Jednooki (Mads Mikkelsen) to trudny przeciwnik i lepiej z nim nie zadzierać. Czytaj dalej Pierwsze pięć minut „Valhalla Rising”
Archiwa tagu: Nicolas Winding Refn
Symfonia przemocy – nowy klip „Valhalla Rising” + zdjęcia
Na Trailer Addict pojawił się interesujący klip „Valhalla Rising”, tzw. sneak peak z… dość zaskakującym podkładem muzycznym. Czytaj dalej Symfonia przemocy – nowy klip „Valhalla Rising” + zdjęcia
Niesamowity klip z „Valhalla Rising”!
Czytelnicy, którzy regularnie zaglądają na naszą stronę chyba doszli już dawno do wniosku, że na punkcie „Valhalla Rising” mam jakąś fiksację. Nic na to nie poradzę, ale na najnowszy obraz Nicolasa Winding Refna czekam jak wygłodzony pies na kiełbasę. Kolejne klipy/zwiastuny/fragmenty powodują u mnie nie tylko megaekscytację, ale ostatnio również co raz to większą frustrację (wciąż nie wiadomo kiedy i czy w ogóle, film będzie miał swoją premierę w Polsce). A najnowszy fragment frustruje jeszcze bardziej, bo miażdży totalnie!
„Vinnie & Mario” – zapowiedź nowego filmu Nicolasa Winding Refna
Po romansie z Wikingami w „Valhalla Rising” Nicolas Winding Refn wraca do gangsterki w komedii „Vinnie & Mario”. Informacje o filmie pojawiły się zupełnie znienacka – przecież „Valhalla Rising” jeszcze na dobre nie zagościło w kinach, a duńska premiera „Vinnie & Mario” jest zapowiadana juz na 26 grudnia! Ten Duńczyk pracuje w szalonym tempie. Prezentujemy króciutki teaser filmu, w którym w roli głównej występuje David Proval, czyli pamiętny Richie Aprile z „Rodziny Soprano”.
Czytaj dalej „Vinnie & Mario” – zapowiedź nowego filmu Nicolasa Winding Refna
Nowy zwiastun do „Valhalla Rising”
Dosłownie przed paroma minutami w zaprzyjaźnionym serwisie QuietEarth wyskoczył nowy międzynarodowy zwiastun do „Valhalla Rising”. Wspomniana zajawka pokazuje nieco nowych ujęć zaostrzając mój apetyt na najnowsze dzieło Nicolasa Winding Refna jeszcze bardziej!
Czytaj dalej Nowy zwiastun do „Valhalla Rising”
Nieco materiału video o „Valhalla Rising”

„Valhalla Rising” to jeden z moich nadchodzących filmowych faworytów, dlatego też wszelkie nowe niusy dotyczące tego obrazu witam z nieukrywaną radością i niezwłocznie się nimi dzielę na łamach OPIUM. Ostatnio w sieci wyskoczyło kilka materiałów video. Przede wszystkim pojawił się zwiastun w lepszej jakości, a także wywiad z reżyserem i reportaż z planu.
Czytaj dalej Nieco materiału video o „Valhalla Rising”
Pierwsze promo do „Valhalla Rising”!

Po sporej porcji zdjęć, nadeszła pora na rzucenie okiem na nieco ruchomych obrazków z najnowszego obrazu Nicolasa Winding Refna. No nareszcie! I choć jest to kiepskawa jakość youtubowa to mimo wszystko ja już dostaje gęsiej skórki i z niecierpliwością wyczekuje filmu w kinach.
Czytaj dalej Pierwsze promo do „Valhalla Rising”!
Bronson – wywiady z twórcami + parę klipów

„Bronson” to drugi film Nicolasa Winding Refna (obok „Valhalla Rising” oczywiście) któremu 'kibicuje’ od początku i uważnie śledzę wszystko co się wokół niego dzieje. Pozytywne przyjęcie obrazu na festiwalu w Sundance zaowocowało zakupem praw do amerykańskiej dystrybucji przez studio Magnolia Pictures. Natomiast z tej strony wody, już 13 marca odbędzie się angielska premiera tej fabularyzowanej quasi biografii najbardziej notorycznego brytyjskiego recydywisty. Z tej okazji zapraszam do obejrzenia dwóch wywiadów i porcji klipów.
Czytaj dalej Bronson – wywiady z twórcami + parę klipów
Valhalla Rising – pierwsze zdjęcia!
Dzięki uprzejmości mojego kolegi Fetcha dostałam dzisiaj maila z pierwszymi zdjęciami z planu „Valhalla Rising”. Mając taką 'bombę’ (jesteśmy pierwszym serwisem w Polsce, który zamieszcza tak obszerną galerię zdjęć z tej produkcji) postanowiłam czym prędzej podzielić się owymi fotencjami.
Czytaj dalej Valhalla Rising – pierwsze zdjęcia!
Great (?) Expectations by Melagnea

Gdybym musiała tak 'z biegu’ i bez zastanowienia podać tytuł filmu najbardziej przeze mnie wyczekiwanego, to bez wątpienia byliby to „Strażnicy” Zacka Snydera. Ekranizacja komiksu uznanego za 'biblię’ historii obrazkowych to nie lada wyzwanie, podobne do tego z jakim musiał się zmierzyć Peter Jackson gdy brał się za Tolkiena. Czy Snyderowi się udało? Cóż, sadząc po tych wszystkich zwiastunach, klipach i relacjach z planu zalewających od jakiegoś czasu Internet, pewna jestem, iż dzieło Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa trafiło we właściwe ręce. Czyli w ręce fana, a nie przypadkowego reżysera wynajętego przez studio. A to już na początek duży plus.
Są reżyserzy i aktorzy na których nowe filmy zawsze chętnie czekam i zawsze chętnie oglądam. Guy Ritchie i Robert Downey Jr. na przykład. Miło więc wiedzieć że majstrują coś razem i jeszcze tak nietypowego jak nowe spojrzenie na „Sherlocka Holmesa”. Ufam, iż Guy Ritchie po rozwodzie z Madonną wrócił do formy, bo o aktorski popis pana Iron Mana raczej mogę być spokojna. A skoro już jesteśmy na Wyspach, to z niecierpliwością wyszukuję co raz to nowszych niusów (i niebawem na Opium pojawi się jakiś szerszy wpis na ten temat) w sprawie pewnego małego brytyjskiego filmu pt: „44 Inch Chest”, który ma ujrzeć światło dzienne 'gdzieś w 2009′. Nie dość że za popełnienie scenariusza odpowiedzialni są twórcy „Sexy Beast”, to jeszcze część ekipy jest zaangażowana w ową nową produkcję. A dokładniej, Ray Winstone i Ian McShane – sama ta dwójka to już aktorskie creme de la creme, a co będzie gdy się do nich doda Toma Wilkinsona, Johna Hurta i Stephena Dillane’a? Zapowiada się kolejny świetny film gangsterski made in Britain. A na deser jeszcze Massive Attack przygrywający na soundtracku… po prostu cud, miód i orzeszki.
Kolejny reżyser który zawsze może liczyć na uwagę z mojej strony to oczywiście Quentin Tarantino. „Inglorious Basterds” to wydarzenie samo w sobie, więc mam nadzieję, że taki filmożerca jak Tarantino po raz kolejny zaskoczy nietypowym potraktowaniem wybranego gatunku filmowego, tym razem kina wojennego. Ale na szczęście nie kina spod znaku „Szeregowca Ryan’a” tylko „Parszywej Dwunastki” – takiego lżejszego, bardziej awanturniczego spojrzenia na ten gatunek bardzo mi ostatnio brakowało. Kolejna żelazna pozycja, bądź raczej osoba, na mojej liście to Viggo Mortensen, na dodatek w ekranizacji powieści Cormaca McCarthiego („To nie jest kraj dla starych ludzi”). Postapokaliptyczna „The Road” miała trafić do kin już pod koniec zeszłego roku, ale jakiś baran przesunął premierę na jak na razie nie znaną datę roku 2009. Choć w sumie to nawet dobrze… bo będę miała czas aby zapoznać się z literackim pierwowzorem. Skoro już jestem przy filmowych adaptacjach dzieł znanych pisarzy, to Martin Scorsese planuje na ten rok pokaz „Shutter Island” na podstawie prozy Dennisa Lehane’a. Pana Scorsese nie trzeba przedstawiać, a jeśli nazwisko Lehane nic nikomu nie mówi, to proszę sobie przypomnieć takie filmy jak „Rzeka Tajemnic” czy „Gdzie jesteś Amando?” – zapowiada się kawałek dobrego i solidnego kina, więc przełknę nawet Leonarda DiCaprio w obsadzie.
No to teraz może coś z innej beczki? Horrorowej tudzież thrillerowej? Wampiry są na fali, a ja mam nadzieje że „The Wolf-Man” spowoduje, iż wilkołaki doczekają się paru fajnych filmów. Obsadę ma solidną (Del Toro, Hopkins, Weaving), historię intrygującą, a gotycko-wiktoriański klimat zdaje się być odpowiednio zaserwowany. Czyli to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oby Joe Johnston się spisał, bo chciałabym ujrzeć więcej futrzaków na kinowym ekranie. Co prawda aż tak bardzo nie przepadam za horrorami, ale za to przepadam bardzo za horrorowymi komediami, to też bardzo mnie intryguje „Jennifer’s Body”. Historia o opętanej przez demona cheerleaderce, która wykańcza kolegów z klasy, być może nie byłaby warta mojej uwagi gdyby nie fakt, iż wyszła z pod ręki Dablo Cody. Czyli pani co to prowadzi fajny blog i dostała Oskara za scenariusz do „Juno”. A pamiętacie takiego pana, który nazywa się Richard Kelly? Zrobił kiedyś jeden niezależny i już dziś kultowy film pod tytułem „Donnie Darko” a następnie dostał kupę kasy na kolejny obraz i dal ciała z „Southland Tales”. Dowiódł tym mojej teorii, iż większość reżyserów, których małe i niekomercyjnie debiuty reżyserskie zyskały rozgłos i uznanie, przy kolejnej produkcji (już takiej za duże pieniądze i profesjonalnej) – głupieje (patrz: Neil Marshall i jego „Doomsday”). Kelly być może zrehabilituje się za poprzednią porażkę swoim najnowszym obrazem „The Box”. Podstawy są: film oparto o opowiadanie Richarda Masthesona (a później jeden z odcinków kultowej „Strefy Mroku”) o młodym małżeństwie które pewnego dnia otrzymuje tajemnicze pudełko z dziwnym przyciskiem w środku. Po przyciśnięciu guzika mają otrzymać milion dolarów. Ale nie ma nic za darmo – gdy to nastąpi umrze jedna osoba.
No i na koniec zostawiłam swoje oczekiwana związane z filmami kostiumowymi. Dwie produkcje z pogranicza dramatu, przygody i historii szczególnie mnie zainteresowały. Pierwsza to „Agora” z Rachel Weisz wcielającą się w myślicielkę i astrologa żyjącą w starożytnej Aleksandrii. A druga to „Valhalla Rising” bo nie dość, że o wikingach, to jeszcze z Madsem Mikkelsenem. A za kamerą – Nicolas Vinding Refn znany do tej pory z twardego kina współczesnego, więc tym bardziej ciekawa jestem jego spojrzenia na do tej pory obcy mu gatunek.
Czy te filmy spełnią moje oczekiwania? Cóż, czas pokaże. Być może kilka okaże się stratą czasu a kilka faktycznie będzie wartych wydanych na nie pieniędzy. Ogólnie jestem dobrej myśli i liczę po cichu, że w tym roku zaskoczy mnie jeszcze nie jeden film, niekoniecznie ten z listy 'wyczekiwanych’ – jakiś niepozorny, kompletnie niezauważony przez mainstreamową publiczność, na który natknę się przypadkiem, lub taki który w pierwszym odruchu kompletnie zignoruję i docenię dopiero gdy przyjdzie na to właściwa pora.
Sundance 2009: „Bronson” – nowy zwiastun
Za kilka dni rozpoczyna się jeden z bardziej znanych festiwali filmowych. Jak co roku Sundance Film Festival zafunduje nam kilka filmowych perełek wartych uwagi, a także odkryje kilka małych filmów o których pewnie nigdy byśmy nie usłyszeli, gdyby nie to 'święto niezależnego kina’ ufundowane przez Roberta Redforda. W najbliższym czasie postaram się regularnie prezentować niektóre obrazy przewijające się przez tegoroczny festiwal.
Na pierwszy ogień idzie film o którym szerzej pisałam tutaj, czyli „Bronson” Nicolasa Winding Refna. Pojawił się nowiutki zwiastun do tej pseudo biografii jednego z najbardziej znanych brytyjskich recydywistów. Zapowiada się naprawdę niezła jazda bez trzymanki i jeśli nazwisko Tom Hardy nic wam nie mówi, to po tym filmie zacznie! A jeśli nadal się zastanawiacie co to za ciacho na fotce obok, to jest to właśnie Hardy. Tak, tak ten sam socjopatyczny łysol z okropnym wąsem rozrabiający w zapowiedzi prezentowanej poniżej. My oh my, czyżby kiełkował nam kolejny świetny aktor nie bojący się aktorskich wyzwań? I hope so! Mnie już można dopisać do grona jego fanów tudzież …fanek.
Bronson. Charles Bronson.

Ale nie aktor, tylko pewien brytyjski recydywista jest bohaterem najnowszego filmu Duńczyka Nicolasa Winding Refna, który w swojej znakomitej trylogii 'Pusher’ udowodnił, iż kryminalne tematy nie są mu obce. I na swój kolejny film wybrał historię człowieka, który siedzi w więzieniu już od 34 lat ,w tym przeważającą większość wyroku (dokładnie trzydzieści lat) spędził w izolatce. Bronson wyszedłby już dawno, ale znany jest z ciągłych brutalnych ataków na współwięźniów jak i pracowników więzienia (w 1999 roku sterroryzował i przetrzymywał przez 44 godziny nauczyciela rysunku tylko za to, że ten skrytykował jego szkice).
Zwiastun jest nieżle zakręcony i kojarzy mi się odrobinę z „Mechaniczną Pomarańczą” Kubricka i oczywiście z „Chopperem” ze świetną rolą Erica Bany. Wygląda na to, że Tom Hardy również popisze się niezłą aktorską charyzmą. Coś mi tu śmierdzi nowym trendem, bo oprócz historii Bronsona szykują się także inne filmowe opowieści o znanych przestępcach: Edzie Kemperze – seryjnym mordercy z Santa Cruz, Dusicielu z Bostonu i Jeffrey’u Dahmerze, słynnym kanibalu i nekrofilu.
A co się stało z propagowaniem wzorców moralnych w kinie?



