„Tetsujin 28 1/2” to kolejna japońska produkcja oparta na popularnym serialu anime. Dlaczego warto zwrócić na nią uwagę? Choćby dlatego, że historia „Tetsujina” ustaliła podwaliny pod cały gatunek robociego kina. Drugim powodem jest osoba reżysera: Mamoru Oshii.
Archiwa tagu: robot
Mechaniczna istota kina – część 3

Człowiek, a tuż po nim maszyna – robot, android albo cyborg. Tak kino od lat postrzega ewolucję inteligentnych urządzeń, które dziś częściej pomagają ludzkości na taśmach produkcyjnych samochodów niż kroczą u jej boku w codziennych zmaganiach z oporną rzeczywistością. Pofantazjować jednak zawsze warto, bo genetycznie zaprogramowana w nas nieufność do techniki i strach przed jej niekontrolowanym rozwojem stają się smaczną pożywką dla filmowców o bogatej wyobraźni. Podobnie zresztą jak potrzeba ochrony i przyjaźni ze strony kogoś doskonalszego i silniejszego od człowieka.
Mechaniczna istota kina – część 1

Roboty pojawiły się na ekranie niemal wraz z pierwszymi filmami. Przynależą wszak do uniwersum science fiction, gatunku spoczywającego u korzeni X Muzy. Nie więc dziwnego, że wraz z rozwojem tego rodzaju kina postacie mechanicznych bohaterów mają w kolejnych filmach zagwarantowaną obecność. Niektóre z nich zyskują wręcz sławę ekranowych ikon – nierzadko stają się równorzędnymi partnerami ludzkich bohaterów i równie często potrafią „skraść” film nawet najznakomitszym aktorom. Przypomnijmy więc sobie najsłynniejsze roboty kina.
Terror z kosmosu kontra czerwona gwiazda
Złowieszcza inwazja z kosmosu! Robot z ekologiczną fiksacją! Radioaktywne odpady! Radziecki super-żołnierz! Bieszczadzkie lasy! To i wiele, wiele więcej!
Mirage

Najciekawszą cechą animacji jest oderwanie od szablonów i z góry narzuconych reguł. Elastyczność w kreowaniu obrazu świata, poprzez przerysowanie oraz uwypuklenie wybranych elementów. Oraz łatwość w tworzeniu interesujących metafor. Krótkometrażowe „Mirage” jest tego doskonałym przykładem.
Czytaj dalej Mirage
Terminator: Ocalenie – recenzja

Oszałamiające sceny akcji i efekty – nawet na poziomie, który pozwala na porównanie „Terminatora: Ocalenie” z filmami Michaela Baya – to trochę za mało by usprawiedliwić powstanie tego filmu. Na szczęście przypadki „Gwiezdnych Wojen” i „Indiany Jonesa” (to ekstremalne przykłady, nowy „Terminator” nie jest aż tak zły) już nas na coś takiego przygotowały i nauczyły jak podchodzić do takich kontynuacji. Najzdrowiej nie traktować ich jako części serii i udawać, że nic się nie stało. Czytaj dalej Terminator: Ocalenie – recenzja
