Nie będzie 'adrenalinowego’ Jonah Hexa

Image Hosted by ImageShack.us

Mark Neveldine i Brian Taylor czyli szalony duet stojący za „Adrenaliną” z Jasonem Stathamem zrezygnowali z reżyserii filmowej adaptacji komiksu o kowboju Jonah Hexie. Decyzja ta spowodowana byla „różnicami artystycznymi” ze studiem DC Comics.

Josh Brolin ma podobno wystąpić w roli głównej więc studio zaczęło gorączkowo rozglądać się za szybkim zastępstwem, aby nie stracić swojej gwiazdy. Reżyserski duet jest jednak także twórcą scenariusza do filmu i ciekawa jestem czy i on pójdzie w odstawkę, czy jedynie nowy reżyser dokona kilku poprawek?

Jonah Hex to byly oficer armii Konfederatow, z potwornie oszpeconą prawą częścią twarzy. Jest raczej antybohaterem niż bohaterem, a oszczędność w slowach i cyniczne usposobienie to jego wizytówka. Były alkoholik i syn prostytutki, będąc dzieckiem został sprzedany przez własnego ojca jako niewolnik Apaczom. Zarabia na życie jako łowca wszelkiej maści przestępcow i osób za ktorych glowę wyznaczono nagrodę pieniężną. Silnie inspirowany wyglądem i usposobieniem Clinta Eastwooda i jego filmowego alter ego, Człowieka Bez Imienia.

Reykjavik Whale Watching Massacre

ImageShack

Dawno nie zetknąłem się z tak obiecująco brzmiącym tytułem. Film opowiadać będzie o grupie obserwatorów wielorybów, którzy w wyniku awarii własnego statku trafiają na pokład jednostki wielorybników, którym to jednak w pewnym momencie zaczyna odbijać. Twórcy reklamują film jako połączenie „Martwego Zła” z „Teksańską Masakrą Piłą Łańcuchową”. Zresztą w jednej z głównych ról ujrzymy Gunnara Hansena czyli niezapomnianego Leatherface’a.

ImageShack

„Reykjavik Whale Watching Massacre” to kolejny horrorowy atak ze Skandynawii, tym razem jednak nie ze Szwecji ani Norwegii, lecz z Islandii. Premiera zapowiadana jest na wrzesień 2009 roku.

ImageShack

Paryski potwór… nie postraszy?

ImageShack

Pod znakiem zapytania stanęło powstanie „Un Monstre à Paris”, animacji opowiadającej o zmaganiach Paryżan z potworem, który gnębi ich miasto w 1910 roku. Wizualnie film miał nawiązywać do stylów art-deco i art-nouveau. Premierę zapowiadano najpierw na 2009 rok, potem na kwiecień 2010, ale koniec końców projekt utknął w martwym punkcie, gdyż twórcy mają problem z zebraniem odpowiednich funduszy. Wygląda na to, że światowa recesja dotknęła także studia filmów animowanych. Szkoda, bo całość zapowiadała się dosyć sympatycznie.

ImageShack

Dokąd zmierzasz Janku Cieślo?

John Carpenter to kolejny, bez cienia przesady, kultowy reżyser horrorów i filmów sci-fi, który nie potrafi chyba odnaleźć się w realiach końca XX i początku XXI wieku. Co prawda wyszedł mu epizod w pierwszej serii „Masters of Horror”, ale na resztę jego późniejszych produkcji spuśćmy litościwie zasłonę milczenia.
Ostatnim pełnometrażowym filmem Carpentera były „Duchy Marsa”, które premierę swą miały w 2001 roku. W międzyczasie pojawiały się różne tytuły potencjalnych nowych produkcji reżysera (po głowie kołacze mi się np. tytuł „13th Apostle”), ale żaden z tych projektów nie zbliżył się nawet do fazy preprodukcji.

ImageShack

Obecnie Carpenter łączony jest z trzema tytułami: „Riot” – mocnym dramatem więziennym z Nicolasem Cage w roli głównej, „LA Gothic” – horrorem opowiadającym o ciemnej stronie Miasta Aniołów oraz „The Prince”. O tym ostatnim filmie wiadomo do tej pory relatywnie najwięcej. Według wczesnej wersji scenariusza ma to być historia gangstera trzęsącego podziemiem Las Vegas, który w pewnym momencie wycofuje się z biznesu, wyprowadza na prowincję i stara się w bogobojnym duchu wychować córkę. Z tym że przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć – gdy córka znika a trop prowadzi z powrotem do Vegas, bohater będzie musiał znowu wykazać się tym w czym był onegdaj najlepszy.
Trochę mi to się kojarzy z „Historią Przemocy” Cronenberga, ale scenarzysta Jeremy Passmore określa swoje dzieło jako „The Unforgiven” w gangsterskich realiach. Brzmi fajnie, ale… pożyjemy, zobaczymy.

Tropem trupów

ImageShack

'Goth’ to adaptacja noweli autorstwa Otsu-Ichi (doczekała się ona też przełożenia na postać mangi). Jest to historia dwojga japońskich natolatków, Itsuki i Yoru, zafascynowanych mordercami i okrucieństwem. Wspólnie podążają śladami seryjnego mordercy, ale bynajmniej nie w celu wystawienia go policji czy zadośćuczynienia ofiarom. Traktują to bardziej jako obserwację i zaspokojenie własnych potrzeb… estetycznych.

Niepokojący jest jedynie fakt, że Amerykanie (tradycyjnie już) kręcą własną wersję tej opowieści…

„Sodium Babies”

Image Hosted by ImageShack.us
No tak… a ja znowu w klimatach wampirycznych – ale nic na to nie poradzę, kiedy zobaczyłam ten zwiastun nie mogłam się powstrzymać przed zamieszczeniem go tutaj. Film nosi tytuł „Sodium Babies” i jest to jakaś niezależna francuska produkcja, ze spora dawką akcji i przemocy w wampirycznym sosie. Niby nic specjalnego ale… ten zwiastun! Bardzo stylowy i wizualnie dopieszczony – raj dla moich oczu!

Hammer Reaktywacja

ImageShack

Wytwórnia Hammer to już instytucja-legenda, otoczona kultem przez wielu fanów horroru. Jej złoty okres przypadł na lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte ubiegłego wieku, a dzięki owej wytwórni narodziły się legendy takich aktorów jak Christopher Lee czy Peter Cushing. Stanowili oni wizytówkę hammerowej kinematografii.

Ostatni film jaki wyprodukowała wytwórnia został wypuszczony bodajże w 1976 roku. Potem na długo zapanowała martwa cisza, nim Młot gotowy był do ponownego uderzenia w rynek filmów grozy.

Hammer wszedł w dwudziesty pierwszy wiek w iście nowoczesnym stylu – co tam premiery kinowe, czy też wypuszczenie filmu na rynek dvd kiedy można zaatakować przestrzeń internetową i zyskać o wiele większa oglądalność!
Najnowsza produkcja Hammer Films nosi nazwę „Beyond The Rave” i można ją obejrzeć na serwisie MySpace (http://www.myspace.com/beyondtherave) pod postacią dwudziestu pięciominutowych odcinków.

Historia koncentruje się na Edzie, młodym Angliku, który na noc przed wyjazdem do Iraku chce się ten ostatni raz zabawić z grupa przyjaciół. Wyruszają na imprezę w klimatach muzyki rave, nie wiedząc, że organizatorami tego muzycznego zajścia jest grupa spragnionych krwi wampirów .

White Wall

white_wall_plakat

W czasach kiedy kino postapokaliptyczne kojarzone jest z potworkami pokroju 'Doomsday’, dziwić może odwaga w tworzeniu minimalistycznych obrazów takich jak 'White Wall’. Kreślonych światłem, surowością i umiejętnym operowaniem kadrem. Miejmy nadzieję, że opowiedziana historia, mimo banalnego punktu wyjścia (ludzkość zdziesiątkowana przez wirusa) dorówna poziomem przedstawionym wizualiom. Industrial + kung-fu + western? Dlaczego nie!

ImageShack ImageShack

„Ame No Machi” – recenzja


Kraj: Japonia
Rok Produkcji: 2006

Reżyseria: Makoto Tanaka
Scenariusz: Makoto Tanaka

Obsada:

Noriko Eguchi
Moeko Ezawa
Asami Katsura
Hideyuki Kikuchi

Zauważyłem ostatnio, że jakby tak się uprzeć, to można wyodrębnić pewien podgatunek japońskiego horroru. Mógłbym go nazwać np. horrorem wiejskim albo agrohorrorem, ale ponieważ oba te określenia brzmią wyjątkowo głupio, pozostanę chyba przy horrorze prowincjonalnym. Krótko mówiąc, w przeciwieństwie do większości filmów grozy pochodzących z tamtego rejonu, nie odnajdziemy wyalienowanego bohatera (czy częściej bohaterki) w gęsto zaludnionej nowoczesnej metropolii, wysokich wilgotnych biurowców czy zagrzybionych bloków mieszkalnych bądź nawiedzonych gadżetów czy innych atrybutów dwudziestego pierwszego wieku. Produkcje takie jak „Kakashi”, „Shikoku” czy „Ame No Machi” charakteryzują się bardziej tradycyjnym podejściem do materii horroru, częstszym nawiązywaniem do ludowych legend oraz „wstrzemięźliwością” w kwestiach czysto technicznych przy jednoczesnym zepchnięciu na bardzo daleki plan tradycji, rzekłbym, „urbanistycznych” będących przecież nierzadko podstawą nowoczesnych J-horrorów. Chciałbym w tym miejscu zająć się ostatnim ze wspomnianych przeze mnie filmów, czyli „Ame No Machi”, bardziej na świecie znanym jako „The Vanished”.

ImageShack

Gdy młody, pracujący dla czegoś w rodzaju naszych świętej pamięci „Skandali” dziennikarz otrzymuje zlecenie napisania artykułu o odnalezionych dziecięcych zwłokach pozbawionych jednakże jakichkolwiek wewnętrznych organów, domyśla się, że to znowu jakieś brednie żądnych rozgłosu prostych ludzi z małego miasteczka na prowincji. Mężczyzna już w głowie przygotowuje konspekt artykułu – wiadomo, jeżeli gazeta ma się sprzedać, trzeba będzie wymyślić całą mrożącą krew w żyłach historię, zresztą zawsze się tak robi – przecież duchów tak naprawdę nie ma. Kiedy jednak zwłoki najnormalniej w świecie wstaną ze stołu i wybiegną z kostnicy na oczach przerażonego pismaka, ten wie, że nie będzie już musiał niczego upiększać…
Jak się okazuje trzydzieści lat wcześniej zaginęła w okolicy szkolna wycieczka. Po latach jednak dzieci wracają. Dzieci, które nie postarzały się ani trochę. Dzieci, które nie są już takie same.

ImageShack

Skromne to w formie dzieło. Bez wizualnych fajerwerków czy wyrafinowanych efektów specjalnych – tzn. te są, ale stoją na raczej kiepskim poziomie. Także klimat wcale nie chwyta od początku za gardło. Groza? Owszem, ale raczej subtelna. Rzekłbym, że dzieło to bardziej niepokojące niż straszące – świetnie spełnia tu swoją rolę w kreowaniu nastroju muzyka. Nie wybijająca się na pierwszy plan, nierzadko wręcz niesłyszalna, zlewająca się z tłem a jednak potęgująca napięcie w sposób nieomal idealny. Piszę „nieomal”, bo do perfekcji doprowadzono ten element w „To Nie Jest Kraj Dla Starych Ludzi” – muzyka jest tam tak umiejętnie wkomponowana w całość, że gro osób do teraz nie zauważa, iż coś tam w rzeczy samej buczy w tle. Ale to tak na marginesie. „Ame No Machi” w bardzo przyzwoity sposób nawiązuje do klasycznych filmów grozy z dziećmi w roli głównej. Można znaleźć tu sporo punktów zbieżnych choćby z „Dziećmi Kukurydzy”, „Wioską Przeklętych” czy „Who Can Kill a Child?”. Mnie osobiście klimat przywodzi też chwilami na myśl „Blair Witch Project”.

ImageShack

Nie jest to oczywiście produkcja wybitna. Razić mogą trochę nierozsądne zachowania bohatera, także sama konstrukcja filmu pozostawia nieco do życzenia – nie zawsze utrzymano odpowiednie tempo, przez co momentami, zwłaszcza w środkowej części film może lekko nudzić. Ale koniec końców to raczej przyzwoity kawałek rozrywki na wieczór. Może i zapomnę za tydzień, że to w ogóle oglądałem, ale czasu spędzonego z Zaginionymi nie uważam w żadnym przypadku za stracony.

„I am Luke Shapiro..hear my cry”

Ciekawe historie o dorastaniu zawsze należały do sfery moich filmowych zainteresowań. Jednak ciężko jest znaleźć taką która wyrastać będzie poza oklepane schematy szkolnych dramatów i nieszczęśliwych miłości. Ostatnio jedynie „A Guide to Recognizning Your Saints” przykuło moją uwagę a potem długo, długo nic… Nadzieje na powiew świeżości daje zwycięzca tegorocznego festiwalu Sundance w kategorii Nagrody Publiczności „The Wackness” Jonathana Levine’a.

Image Hosted by ImageShack.us

Akcja toczy się w 1994 roku w Nowym Jorku. Skoncentrowana jest na trudnym, nastoletnim dilerze narkotyków oraz zepsutym przez narkotyki psychiatrze. W zamian za leczenie chłopak dostarcza lekarzowi marihuanę. I wszystko wydaje się być w porządku, dopóki pacjent nie zakocha się w córce swojego terapeuty…(filmweb.pl)

„The Wackness” w skrócie można określić jako film o narkotykach, seksie i hip hopie, ale gdy zajrzymy głębiej, ujrzymy obfitą w czarny humor komedię o bólach dorastania, niełatwym radzeniu sobie z przytłaczająca rzeczywistością i borykaniem się po drodze ze złamanym sercem. Niby wszystko to już było, ale świetna ścieżka dźwiękowa, kolejna nietuzinkowa kreacja Bena Kingsley’a, obiecujący młody aktor (Josh Peck) w głównej roli, kolorowy Nowy Jork i unikalne podejście reżysera do tematu zwiastują coś oryginalnego i wartego uwagi.

Na deser jeszcze tzw Red-Band Trailer, czyli nieocenzurowany zwiastun:

”I Sell The Dead” czyli ciężkie jest życie złodzieja zwłok…

Image Hosted by ImageShack.us

Rajem dla każdego filmożercy są festiwale. Jednym z lepszych jest Toronto After Dark Film Festival czyli idealne miejsce dla każdego fana horroru, kina science-fiction, akcji i obrazów kultowych. Hitem tegorocznego festiwalu okazała się czarna komedia „I Sell The Dead”, opowiadająca o przygodach pewnego złodzieja zwłok. Bohatera tego fachu (granego przez Dominica Monaghama ) poznajemy w momencie oczekiwania na wyrok, kiedy siedząc w celi opowiada historie swoich niecodziennych przygód jedynej osobie chcącej go wysłuchać w takiej chwili, a mianowicie księdzu w którego rolę wciela się Ron Perlman. Bycie hieną cmentarną to nie łatwy kawałek chleba, szczególnie jeśli oprócz zwykłych zwłok trafiają się niespodzianki w postaci zombie czy wampira.

Zwiastun wygląda zachęcająco, obiecując nam historię pełną czarnego humoru, zdarzeń nadprzyrodzonych i odrobiny makabry, zgrabnie ubranych w kostium epoki.