Filmów w klimatach nadprzyrodzonych, a w szczególności dotyczących okultyzmu i rozgrywających się w scenerii typowo miejskiej można ostatnio ze świecą szukać. Ja wciąż czekam na angielską (czyli tą właściwą) ekranizacje “Hellblazera”, albo choćby adaptacje serii o Feliksie Castorze (obie najlepiej w formie serialowej). Irlandzki “Outcast” w reżyserii Colma McCarthiego to jak na razie jedyna tego typu produkcja. Produkcja, która zdążyła już zebrać sporo przychylnych recenzji na kilku festiwalach.
Kolejny Irlandczyk zafascynowany kulturą azjatycką postanowił z tego powodu chwycić za kamerę i zaprezentować swoją (bardziej “fantastyczną” niż “historyczną”) wizję feudalnej Japonii. Najpierw Gary Shore ze swoim “Cup of Tears” a teraz Jerry O’Flaherty i jego “Samurai”. Oba dziełka łączy nie tylko pochodzenie twórców i tematyka ale także fakt, iż powstały przy użyciu minimalnych środków. A efekt końcowy jest naprawdę dobry.
O “One Hundred Mornings” donosiliśmy już jakiś czas temu. Zdążyliśmy także przeprowadzić wywiad z reżyserem, Conorem Horganem. Film nie wszedł jeszcze do zwykłej, kinowej dystrybucji, na razie krąży po festiwalach (zdobył zresztą jedną z nagród na tegorocznym festiwalu Slamdance). My, dzięki uprzejmości reżysera, mieliśmy okazję zapoznać się z “One Hundred Mornings” już teraz. Oto pierwsza polska recenzja tej irlandzkiej produkcji.

Twórcy “Intermisji” (notabene jednego z moich ulubionych filmów) przygotowali kolejną czarną komedię, zatytułowaną “Perrier’ Bounty”.

Najnowszy film Neila Jordana “Ondine” – opowiadający o irlandzkim rybaku, który pewnego dnia wyławia z morza tajemniczą kobietę – doczekał się pierwszego zwiastuna.

Kiedy kilka miesięcy temu przeprowadziliśmy wywiad z reżyserem “One Hundred Mornings”, Conorem Horganem, film był już gotowy, ale widziało go może ze dwudziestu Irlandczyków. W końcu jednak “Sto Poranków” rusza na podbój (upadającego) świata. Na początek Stany – film będzie w styczniu pokazywany na festiwalu Slamdance w Park City. My na razie dzieła Horgana nie zobaczymy, ale w oczekiwaniu na jakieś decyzje dystrybutorów tudzież organizatorów festiwali możemy zaostrzyć sobie apetyt zwiastunem, który dopiero co ukazał się w sieci.

“Savage” we wstępnych recenzjach opisywany jest jako najlepszy irlandzki film bieżącego roku a z racji tego, iż kinematografia irlandzka do bogatych nie należy, być może faktycznie nim jest.
Gary Shore to młody irlandzki twórca specjalizujący się do tej pory w reżyserowaniu teledysków i reklamówek, który niedawno postanowił spróbować swoich sił w długim metrażu. Na swój kinowy debiut obrał fantastyczną opowiastkę w stylu “300″ Snydera czerpiąca garściami z japońskich mang, filmów i legend. Trzeba przyznać iż jak na swoje irlandzkie pochodzenie tematyka jego obrazu jest raczej dość nietypowa ale za to świetnie zrobiona!

Oto mały prezent dla miłośników fantasy oraz klimatów irlandzkich. Z tego, co się orientuję, w naszym kraju nie brakuje ani jednych, ani drugich. Krótkometrażówka zatytułowana “The Formorian” powstała w 2007 roku i jest dziełem Aideen McCarthy.