Archiwa tagu: fantastyka

Porcja nowych Franklynowych klipów + plakat

ImageShack

Twórcy „Franklyna” nie zasypują gruszek w popiele i zamieszczają w necie co raz to więcej klipów promujących ich nietuzinkowe dzieło. Ja jestem jak najbardziej za! Nie jest to film 'mainstreamowy’ więc dotarcie do szerszej publiczności ma utrudnione.  Mam nadzieje, że Opium przyczynia się na swój skromny sposób do rozpowszechniania informacji na temat tego obrazu. Zapraszam do zapoznania się z nową porcją klipów i obejrzeniem nowego włoskiego plakatu.

Czytaj dalej Porcja nowych Franklynowych klipów + plakat

Gdy umysł śpi budzą się demony czyli zwiastun „INK”

ImageShackGdyby w jakiejś alternatywnej rzeczywistości Guillermo del Toro i Alex Proyas trafili na siebie w czasach kiedy byli jeszcze ubogimi studentami szkoły filmowej i postanowili zrobić wspólnie film,  to bez wątpienia powstałoby coś na kształt „Ink” .W wielkim skrócie film opowiada o tajemniczych siłach toczących bój o nasze dusze podczas snu – jedne zsyłają na nas okropne koszmary a drugie oferują kojące marzenia senne. Pewnej nocy ośmioletnia Emma zostaje porwana i uwięziona w krainie Snu – od tego momentu rozpoczyna się walka o jej niewinną duszę.
Czytaj dalej Gdy umysł śpi budzą się demony czyli zwiastun „INK”

Great (?) Expectations by Melagnea

ImageShack

Gdybym musiała tak 'z biegu’ i bez zastanowienia podać tytuł filmu najbardziej przeze mnie wyczekiwanego, to bez wątpienia byliby to „Strażnicy” Zacka Snydera. Ekranizacja komiksu uznanego za 'biblię’ historii obrazkowych to nie lada wyzwanie, podobne do tego z jakim musiał się zmierzyć Peter Jackson gdy brał się za Tolkiena. Czy Snyderowi się udało? Cóż, sadząc po tych wszystkich zwiastunach, klipach i relacjach z planu zalewających od jakiegoś czasu Internet, pewna jestem, iż dzieło Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa trafiło we właściwe ręce. Czyli w ręce fana, a nie przypadkowego reżysera wynajętego przez studio. A to już na początek duży plus.

ImageShackSą reżyserzy i aktorzy na których nowe filmy zawsze chętnie czekam i zawsze chętnie oglądam. Guy Ritchie i Robert Downey Jr. na przykład. Miło więc wiedzieć że majstrują coś razem i jeszcze tak nietypowego jak nowe spojrzenie na „Sherlocka Holmesa”. Ufam, iż Guy Ritchie po rozwodzie z Madonną wrócił do formy, bo o aktorski popis pana Iron Mana raczej mogę być spokojna. A skoro już jesteśmy na Wyspach, to z niecierpliwością wyszukuję co raz to nowszych niusów (i niebawem na Opium pojawi się jakiś szerszy wpis na ten temat) w sprawie pewnego małego brytyjskiego filmu pt: „44 Inch Chest”, który ma ujrzeć światło dzienne 'gdzieś w 2009′. Nie dość że za popełnienie scenariusza odpowiedzialni są twórcy „Sexy Beast”, to jeszcze część ekipy  jest zaangażowana w ową nową produkcję. A dokładniej, Ray Winstone i Ian McShane – sama ta dwójka to już aktorskie creme de la creme, a co będzie gdy się do nich doda Toma Wilkinsona, Johna Hurta i Stephena Dillane’a? Zapowiada się kolejny świetny film gangsterski made in Britain. A na deser jeszcze Massive Attack przygrywający na soundtracku… po prostu cud, miód i orzeszki.

ImageShackKolejny reżyser który zawsze może liczyć na uwagę z mojej strony to oczywiście Quentin Tarantino. „Inglorious Basterds” to wydarzenie samo w sobie, więc mam nadzieję, że taki filmożerca jak Tarantino po raz kolejny zaskoczy nietypowym potraktowaniem wybranego gatunku filmowego, tym razem kina wojennego. Ale na szczęście nie kina spod znaku „Szeregowca Ryan’a” tylko „Parszywej Dwunastki” – takiego lżejszego, bardziej awanturniczego spojrzenia na ten gatunek bardzo  mi ostatnio  brakowało. Kolejna żelazna pozycja, bądź raczej osoba, na mojej liście to Viggo Mortensen, na dodatek w ekranizacji powieści Cormaca McCarthiego („To nie jest kraj dla starych ludzi”). Postapokaliptyczna „The Road” miała trafić do kin już pod koniec zeszłego roku, ale jakiś baran przesunął premierę na jak na razie nie znaną datę roku 2009. Choć w sumie to nawet dobrze… bo będę miała czas aby zapoznać się z literackim pierwowzorem. Skoro już jestem przy filmowych adaptacjach dzieł znanych pisarzy, to Martin Scorsese planuje na ten rok pokaz „Shutter Island” na podstawie prozy Dennisa Lehane’a. Pana Scorsese nie trzeba przedstawiać, a jeśli nazwisko Lehane nic nikomu nie mówi, to proszę sobie przypomnieć takie filmy jak „Rzeka Tajemnic” czy „Gdzie jesteś Amando?” – zapowiada się kawałek dobrego i solidnego kina, więc przełknę nawet Leonarda DiCaprio w obsadzie.

ImageShackNo to  teraz może coś z innej beczki? Horrorowej tudzież thrillerowej? Wampiry są na fali, a ja mam nadzieje że „The Wolf-Man” spowoduje, iż wilkołaki doczekają się paru fajnych filmów. Obsadę ma solidną (Del Toro, Hopkins, Weaving), historię intrygującą, a gotycko-wiktoriański klimat zdaje się być odpowiednio zaserwowany. Czyli to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oby Joe Johnston się spisał, bo chciałabym ujrzeć więcej futrzaków na kinowym ekranie. Co prawda aż tak bardzo nie przepadam za horrorami, ale za to  przepadam bardzo za horrorowymi komediami, to też bardzo mnie intryguje „Jennifer’s Body”. Historia o opętanej przez demona cheerleaderce, która wykańcza kolegów z klasy, być może nie byłaby warta mojej uwagi gdyby nie fakt, iż wyszła z pod ręki Dablo Cody. Czyli pani co to prowadzi fajny blog i dostała Oskara za scenariusz do „Juno”. A pamiętacie takiego pana, który nazywa się Richard Kelly? Zrobił kiedyś jeden niezależny i już dziś kultowy film pod tytułem „Donnie Darko” a następnie dostał kupę kasy na kolejny obraz i dal ciała z „Southland Tales”. Dowiódł tym mojej teorii, iż większość reżyserów, których małe i niekomercyjnie debiuty reżyserskie zyskały rozgłos i uznanie, przy kolejnej produkcji (już takiej za duże pieniądze i profesjonalnej) – głupieje (patrz: Neil Marshall i jego „Doomsday”). Kelly być może  zrehabilituje się za poprzednią porażkę swoim najnowszym obrazem „The Box”. Podstawy są: film oparto o opowiadanie Richarda Masthesona (a później jeden z odcinków kultowej „Strefy Mroku”) o młodym małżeństwie które pewnego dnia otrzymuje tajemnicze pudełko z dziwnym przyciskiem w środku. Po przyciśnięciu guzika mają otrzymać milion dolarów. Ale nie ma nic za darmo – gdy to nastąpi umrze jedna osoba.

ImageShackNo i na koniec zostawiłam swoje oczekiwana związane z filmami kostiumowymi. Dwie produkcje z pogranicza dramatu, przygody i historii szczególnie mnie zainteresowały. Pierwsza to „Agora” z Rachel Weisz wcielającą się w myślicielkę i astrologa żyjącą w starożytnej Aleksandrii. A druga to „Valhalla Rising” bo nie dość, że o wikingach, to jeszcze z Madsem Mikkelsenem. A za kamerą – Nicolas Vinding Refn znany do tej pory z twardego kina współczesnego, więc tym bardziej ciekawa jestem jego spojrzenia na do tej pory obcy mu gatunek.

Czy te filmy spełnią moje oczekiwania? Cóż, czas pokaże. Być może kilka okaże się stratą czasu a kilka faktycznie będzie wartych wydanych na nie pieniędzy. Ogólnie jestem dobrej myśli i liczę po cichu, że w tym roku zaskoczy mnie jeszcze nie jeden film, niekoniecznie ten z listy 'wyczekiwanych’ – jakiś niepozorny, kompletnie niezauważony przez mainstreamową publiczność, na który natknę się przypadkiem, lub taki który w pierwszym odruchu kompletnie zignoruję i docenię dopiero gdy przyjdzie na to właściwa pora.

Great (?) Expectations by Stark

Great (?) Expectations by D’mooN

„Franklyn”, „Valkyrie” i kolejny remake czyli nowe video

Na serwisie Trailer Addict pojawił się świeżutki i już właściwie zmontowany zwiastun do filmu „Franklyn” o którym pisałam parę postów wcześniej. Wpis do przeczytania tutaj.

Również na tej samej stronie pojawiło się pierwsze sześc minut „Walkirii” Bryana Singera. Oprócz zaprezentowania kilku początkowych scen z fajnym intro,  wiadomo już jak rozwiązano problem braku niemieckiego akcentu w filmie:

A na koniec zwiastun kolejnego niepotrzebnego rimejku. Tym razem wzięto się za debiut reżyserski Wesa Cravena, który to obraz był jednym z najbardziej kontrowersyjnych i szokujących filmów swoich czasów. Przed wami nowe spojrzenie na „The Last House on the left”:

A dla ciekawych starej wersji – zwiastun oryginału…To avoid fainting, keep repeating „It’s only a movie…It’s only a movie…”

„Franklyn”, czyli fantastyczny thriller w sosie noir

ImageShackW sieci jakiś czas temu pojawił się intrygujący zwiastun do intrygującego filmu. Obraz wyreżyserowany i napisany przez niejakiego Geralda McMorrow nosi tytuł „Franklyn” i jest brytyjską kombinacją kina science-fiction i thrillera, ze sporą dawką mrocznego klimatu z pod znaku kina noir. Pan McMorrow karierę w świecie ruchomych obrazków zaczynał od współpracy przy „Hardware” Richarda Stanley’a i coś mi się wydaje iż stanleyowska estetyka nie pozostała bez wpływu na młodego twórcę. Oto jak o swoim obrazie mówi sam reżyser:

„Franklyn” to cztery przeplatające się ze sobą historie.Trzy z nich rozgrywają się we współczesnym Londynie a czwarta ma miejsce w fantastycznym świecie równoległym, znanym jako Meanwhile City. Owe miejsce to wylęgarnia wszelkiej maści kultów i wierzeń religijnych. Rządzi nim tajemnicza religijna instytucja zwana Ministerstwem, która wyszła z założenia iż poprzez pozwalanie społeczeństwu na kultywowanie wierzeń w cokolwiek uzyska nad nim całkowitą kontrolę. Skutkiem takiej decyzji jest fakt, iż miasto zaludniają stowarzyszenia i sekty typu Manikiurzyści Dnia Siódmego czy Uliczni Kaznodzieje Maszyn Piorących. Tytułowy Franklyn to mieszkaniec Meanwhile City, będący swego rodzaju tajemniczym mścicielem-detektywem, który penetruje miasto i próbuje odwieść ludzi od ich niedorzecznych wierzeń. Co więcej, jest cynicznym ateistą i głęboko nienawidzi Ministerstwa.

Ryan Phillippe wciela się w zamaskowanego detektywa a trójkę bohaterów zamieszkujących współczesny Londyn kreują Eva Green, Sam Riley i Bernhard Hill. Green wciela się w studentkę sztuki z samobójczymi ciągotami. Riley natomiast to porzucony przed ołtarzem chłopak który postanawia odszukać swoją pierwszą prawdziwą miłość. Czwarta historia skupia się na Hillu, przyjeżdżającym do Londynu w celu odszukania swojego bezdomnego syna. Oczywiście w finale losy czwórki bohaterów połącza się ze sobą, a o ich przeznaczeniu zadecyduje jeden wystrzelony nabój.

Poniżej prezentuję zwiastun. Jest to jeszcze wczesna wersja, momentami nieco niedopracowana ale pozwalająca na ogólny wgląd w charakter obrazu. Planowania premiera w Wielkiej Brytanii to 30 stycznia 2009.

Jako ciekawostkę mozna przytoczyc fakt, iż z oryginalnej obsady pozostała tylko Eva Green. Wcześniej w pozostałą trójkę mieli się wcielić: Paul Bettany, Ewan McGregor i John Hurt.

Coś się ruszyło…

ImageShack

…w sprawie nowej wersji mojego horroru numero uno, czyli „The Thing” Johna Carpentera. Serwis Bloody Disgusting podał pierwsze informacje dotyczące planowanego prequela tego filmu grozy z roku 1982 (który sam był przeróbką obrazu Howarda Hawksa „The Thing From Another World” z 1951roku). Strona internetowa zamieściła szczegóły nowego scenariusza:

W skrypcie autorstwa Ronalda D. Moore’a,  historia opowiedziana jest z punktu widzenia obozu norweskich badaczy. Badania amerykańskiej ekspedycji naukowej stacjonującej na Antarktydzie zostają przerwane przez grupę zachowujących się irracjonalnie Norwegów. Skandynawowie ścigają i próbują zastrzelić uciekającego psa, gdy ich helikopter niespodziewanie rozbija się.

W nocy, przygarnięty przez Amerykanów pies zaczyna mutować i atakować inne psy zamknięte wraz z nim w klatce, biorąc się niedługo potem również za członków ekspedycji. Naukowcy zdają sobie sprawę z tego, iż mają do czynienia ze zdolną do przybrania jakiegokolwiek kształtu obcą formą życia , która w między czasie zdążyła już  przejąć kontrolę nad ciałem jednego z mieszkańców stacji. Tylko którego?

I to niby ma być 'prequel’? Toż to bezczelny remake! Kolejny. Totalnie niepotrzebny. Już widzę oczyma wyobraźni ową 'nową wersję’ – wypełnioną po brzegi masą efektów komputerowych i obsadą aktorską z cukierkowych seriali młodzieżowych. I pewnie wcisną tam jeszcze jakąś babkę biegającą  w obcisłym podkoszulku w czterdziestostopniowym mrozie.

Co za czasy… słowa takie jak 'oryginalność’ i 'kreatywność’ powoli odchodzą do lamusa.

Komiksomatografia #3

Co za czasy…rimejk tu, rimejk tam. Nawet adaptacji komiksowych to nie omija. A żeby było śmieszniej (a może straszniej?), dotyka to jak na razie samych filmów o hmm… nie najlepszej reputacji. Gniotów, dokładniej.

ImageShackImageShackImageShack

Otóż niejaki pan Bruce Sherlock z Australii desperacko próbuje zarobić na trendzie superbohaterowym i ogłosił niedawno remake Fantoma. Notabene to ten sam który wyrodukował wersje 1.0…hmn czyżby cierpiał na zanik pamięci i nie pamiętał, że to była straszna kiszka ? Jego firma producencka nabyła prawa do scenariusza zatytułowanego „The Pahantom Legacy”. Skrypt ten jest tak jakby ciągiem dalszym starego filmu. Z wyjątkiem tego, iż akcja ma się rozgrywać w teraźniejszości i skupić na relacji „ojciec-syn”, a także na znaczeniu i konsekwencjach bycia Fantomem. Na przedsięwzięcie poczynań gościa w purpurowym obcisłym kostiumie wyłożono 87 milionów dolców. No właśnie, kostium… w komiksie wyglądał jako tako, ale w filmie prezentował się raczej komicznie, więc się zastanawiam czy przejdzie jakąś modernizację? Oby.

Drugi rimejk, bądź jak ja to nazywam:’reanimacja kiepskiego filmu z komiksowym herosem w roli głównej’ to Sędzia Dredd. DNA Films (ci od 'Sunshine’ i ’28 Days Later’) wraz z 2000 AD Comics planują realizację nowej, ulepszonej wersji ściśle trzymającej się komiksowego pierwowzoru. Zamiast brać się za filmowego sędziowskiego trupa proponowałabym adaptację innego brytyjskiego tworu, np. Slaine’a. W końcu fantasy wciąż jest na filmowym chodzie.

Pozostaje tylko czekać na nius, że ktoś się bierze za nową wersję „Barbwire”…

O i jeszcze jeden 'rimejk’- ale tu być może jest nadzieja na coś rzeczywiście dobrego, gdyż zabiera się za niego sam twórca oryginalnego komiksu. A mowa tu o Spawnie Todda McFarlane’a. McFarlane jest w trakcie pisania scenariusza do nowej filmowej wersji swojego komiksowego 'dziecka’. Film ma być całkowicie odrębną i nową historią nie mająca nic wspólnego ze „Spawnem” z 1997 roku. Ma być i mroczniej i straszniej – zapewnia twórca.

Porcja zdjęć z nadchodzących adaptacji komiksowych:

Jakiś czas temu ( a dokładnie wtedy ) prezentowałam plakaty z „Whiteout”. Teraz nadeszła pora na parę fotek, które ostatnio wyskoczyły w sieci:

A poniżej do obejrzenia świeża fota z najnowszego filmy z Brucem Willisem – filmowej adaptacji futurystycznego thrillera „The Surrogates”. Film oparty o pięcio-zeszytowy komiks Roberta Vendittiego i Bretta Weldele’a opowiada o świecie przyszłości ( a dokładnie roku 2054), w którym ludzie żyją w całkowitej izolacji, kontaktując się ze sobą za pomocą robotów – sobowtórów (tytułowych surogatów). Pewnego dnia pewien szalony terrorysta postanawia się ich pozbyć. Willis wcieli się w rolę policjanta, który oczywiście będzie próbował udaremnić zamiary szaleńca.

Premiera planowana jest na 20 listopada przyszłego roku.

ImageShack

Kultowe filmy na kultowych plakatach

Kino Alamo Drafthouse w Teksasie cyklicznie organizuje seanse wielu filmów uznawanych za kultowe, przy okazji wypuszczając do nich małe plakatowe perełki. Najciekawsze  z nich możecie obejrzeć poniżej:


A jak ktoś ma wtyki w Stanach to poprzez tą stronę może sobie zamówić te cudeńka, ale ostrzegam, że trzeba się streszczać, bo plakaty rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

Wiktoriańskiej epoki mroki i uroki

Epoka wiktoriańska to bardzo malowniczy okres, któremu zawdzięczamy spory wkład w rozkwit powieści grozy (Stoker, Stevenson) i fantastyki naukowej (Wells). Jest więc z czego czerpać inspirujące wzorce i tak też czynią niektórzy reżyserzy.

The Wolfman (jesień 2009)

Wilkołaki jakoś nie mają szczęścia w kinie, w przeciwieństwie do swoich wampirycznych kolegów z horrorowego podwórka. Najnowszy remake „Wolfmana” Joe Johnstona też. Okazuje się że wiosenna data premiery została przesunięta i zmagania Benicia Del Toro ze swoja wilczą naturą będą do obejrzenia dopiero na jesieni. Tymczasem na Tubie krąży bootlegowy zwiastun, który daje co nieco wglądu w klimat opowieści, a tutaj możemy podziwiać charakteryzatorską robotę Ricka Bakera.

Dracula:Year Zero (2010)

Ojeju i znowu kolejna historia z rodzaju: „pana X skromne początki”. Tym razem legendarny transylwański krwiopijca doczeka się swojego 'prequela’, który będzie łączył czysto fantastyczne wątki z biografią pana Palownika, czyli Vlada Tepesa. Reżyserować ma Alex Proyas (Kruk).

Invisible Man (2010)

Dawid S. Goyer, czyli człowiek odpowiedzialny za ekranowego Blade’a i ostatnie Batmany, weźmie się za scenariusz i reżyserię nowej wersji „Niewidzianego Człowieka”, kolejnej klasycznej opowieści (tak jak „The Wolfman”) ze stajni studia Universal. Historia ma się skupić na brytyjskim siostrzeńcu oryginalnego Niewidzianego Człowieka, a akcja ma się rozgrywać w czasie II Wojny Światowej. Po odkryciu tajnej formuły na niewidzialność autorstwa jego wuja , bohater zostaje zrekrutowany przez brytyjski wywiad wojskowy.

Drood (2012)

Guillermo del Toro to strasznie zapracowany człowiek. Jednym z jego reżyserskich projektów, obiecanych w ramach kontraktu z Universalem, będzie adaptacja książki Dana Simmonsa „The Drood”. Autor skupia się w niej na Charlesie Dickensie, a dokładnie na jego nagłej przemianie, wynikającej z traumatycznego przeżycia katastrofy pociągu. Sugeruje iż wydarzenie to spowodowało u twórcy „Olivera Twista” deprawację jego psychiki, popychając go do morderstwa zanim napisał swoje ostatnie dzieło, „The Mystery of Edwin Drood”.