
Młody chłopak skacze z szóstego piętra – jednak na końcu swego upadku nie znajduje śmierci, tylko coś, co odmieni jego życie na zawsze. Co takiego? Przekonajcie się sami. Zapraszam do obejrzenia krótkometrażowego debiutu Dana Gauda.

Młody chłopak skacze z szóstego piętra – jednak na końcu swego upadku nie znajduje śmierci, tylko coś, co odmieni jego życie na zawsze. Co takiego? Przekonajcie się sami. Zapraszam do obejrzenia krótkometrażowego debiutu Dana Gauda.

Panie i Panowie, jedna z najważniejszych kinowych premier s-f tego roku.

Prace nad pierwszym filmem osadzonym w uniwersum Warhammer 40,000 postępują. Kluczowe stanowiska zostały już obsadzone, a w międzyczasie pojawiły się również informacje o planowanym wykorzystaniu systemu Image Metrics, oraz pierwsze ilustracje koncepcyjne.

W oczekiwaniu na „Kongres” Ariego Folmana (a czekać nam przyjdzie jeszcze jakiś czas) polecam Waszej uwadze inną ekranizację lemowej prozy. „Przekładaniec” to krótkometrażowa produkcja z 1968 roku, wyreżyserowana przez samego Andrzeja Wajdę.

Badania nad zaawansowanymi typami broni, prowadzone przez Niemcy w trakcie II Wojny Światowej, od lat są przedmiotem wielu spekulacji. Są też całkiem niezłym filmowym samograjem, co skrzętnie wykorzystali twórcy krótkometrażówki „1945A”.

O tak, tegoroczny festiwal Sundance to skarbnica interesujących filmów. Weźmy na przykład „Pumzi” – krótkometrażową historię osadzoną w dystopijno-postapokaliptycznym świecie Kenii przyszłości.

Ten wariat Spike Jonze! Nieważne czy kręci film „o Malkovichu”, teledyski Bjork, portretuje imprezowe szaleństwo Kanyego Westa, czy ekranizuje kilkustronicową historyjkę dla dzieci – wszystkiemu potrafi nadać dziwaczny koloryt i okrasić dość niepokojącymi scenami. Wiele wskazuje na to, że w swoim nowym filmie krótkometrażowym pójdzie tą samą drogą.
Czytaj dalej Cybernetyczne namiętności w zwiastunie „I’m here” Spike’a Jonze

Chcecie polskiego science-fiction z prawdziwego zdarzenia? Jakub Grygier (znany także jako Norden) przygotowuje krótkometrażowy film, który przyćmi wszystko co dotychczas u nas pokazano.

Człowiek, a tuż po nim maszyna – robot, android albo cyborg. Tak kino od lat postrzega ewolucję inteligentnych urządzeń, które dziś częściej pomagają ludzkości na taśmach produkcyjnych samochodów niż kroczą u jej boku w codziennych zmaganiach z oporną rzeczywistością. Pofantazjować jednak zawsze warto, bo genetycznie zaprogramowana w nas nieufność do techniki i strach przed jej niekontrolowanym rozwojem stają się smaczną pożywką dla filmowców o bogatej wyobraźni. Podobnie zresztą jak potrzeba ochrony i przyjaźni ze strony kogoś doskonalszego i silniejszego od człowieka.

Robot w kinie służy, pomaga, rozśmiesza, straszy, zagraża, a nawet zabija. Czyli robi to wszystko, czego nie potrafi kuchenny blender. Szybki postęp techniczny jest owocem ludzkiego umysłu, ale postęp pozbawiony kontroli może prowadzić do konfliktu, co automatycznie staje się dobrym punktem wyjścia do napisania scenariusza.

„The Terrible Thing Of Aplha-9” nie tylko tytułem nawiązuje do złotych lat groszowej science-fiction. Ten krótki filmik mógłby być ekranizacją jakiegoś zapomnianego opowiadanka, wydanego w latach 50 w jednym z tanich, popularnych magazynów s-f.
Czytaj dalej The Terrible Thing Of Alpha-9

Roboty pojawiły się na ekranie niemal wraz z pierwszymi filmami. Przynależą wszak do uniwersum science fiction, gatunku spoczywającego u korzeni X Muzy. Nie więc dziwnego, że wraz z rozwojem tego rodzaju kina postacie mechanicznych bohaterów mają w kolejnych filmach zagwarantowaną obecność. Niektóre z nich zyskują wręcz sławę ekranowych ikon – nierzadko stają się równorzędnymi partnerami ludzkich bohaterów i równie często potrafią „skraść” film nawet najznakomitszym aktorom. Przypomnijmy więc sobie najsłynniejsze roboty kina.