
Dzisiaj na łamach Opium rządzą i dzielą produkcje anime, a na koniec zostawiłem dla was prawdziwie soczysty kąsek. Jeśli sądzicie, że „Tailenders” jest przegięte, to znaczy, że nie jesteście przygotowani na „Redline”.

Dzisiaj na łamach Opium rządzą i dzielą produkcje anime, a na koniec zostawiłem dla was prawdziwie soczysty kąsek. Jeśli sądzicie, że „Tailenders” jest przegięte, to znaczy, że nie jesteście przygotowani na „Redline”.

Mówiąc szczerze, trudno mnie uznać za otaku, jednak wszelkie produkcje s-f w formie anime już na starcie mają mój kredyt zaufania. Być może to dlatego, że Japończycy całkiem dobrze czują tego fantastycznego bluesa.

Choć na Opium prezentujemy wam głównie pozycje z szeroko rozumianego nurtu fantastyki, to zdarza się nam też odbić w innych kierunkach. Na przykład w stronę kina socjologicznego.
Oskar dla „Piotrusia i Wilka” przypomniał wszystkim, że na polskim, animacyjnym podwórku liczą się nie tylko fachowcy z Platige Image. Se-Ma-For pokazał pazury i wygląda na to, że nie zamierza spuszczać z tonu.

Dobrze dzieciaki, czas na kolejny mit w formie animowanej. Tym razem mamy dla was do obejrzenia „Pandore”, będące sympatyczną wariacją na temat mitu o…tak, zgadliście! O puszce Pandory.
Złowieszcza inwazja z kosmosu! Robot z ekologiczną fiksacją! Radioaktywne odpady! Radziecki super-żołnierz! Bieszczadzkie lasy! To i wiele, wiele więcej!

Prezentowaliśmy wam już różne ciekawe techniki animacji, nawet tak oryginalne jak w filmach z noirowej serii Osberta Parkera. Jednak nie przypominam sobie nic tak odjechanego jak steampunkowe „1884”.

Drukarki atramentowe – czyż nie są wspaniałe? Hałasują, brudzą, zacinają się i co pięć minut żądają wymiany pojemników z atramentem. Po prostu uprzyjemniają życie na każdym kroku. Na dodatek jeśli zostawić je samym sobie, to odbija im szajba…

„Destino” to owoc współpracy dwóch ikon popkultury: Salvadora Dali i Walta Disneya. Film, który wyprzedziłby swoją epokę, gdyby tylko dostał na to szansę…

Inspiracją dla „Jojo In The Stars” były filmy takie jak „Eraserhead”, „Wings Of Desire” oraz…utwór „The Carny” kultowej grupy Nick Cave and The Bad Seeds. Z takiego połączenia musiało wyjść coś niezwykłego.

Zawsze z podziwem patrzę na animacje dopieszczone, pomysłowe, skonstruowane z zegarmistrzowską precyzją. Szczególnie, jeśli zostały stworzone przez jedną tylko osobę.

Kilka dni temu pisałem o planowanej, animowanej adaptacji uniwersum gier „Halo”, jednak nie był jeszcze dostępny żaden materiał wideo. Takowy jednak się już pojawił.