Kathryn Bigelow to dla mnie dziwne zjawisko… Niby kobieta, ale kręci filmy przepełnione testosteronem bardziej, niż dzieła niejednego męskiego reżysera. Tak jest też z jej najnowszym obrazem „The Hurt Locker”, w którym przygląda się jednostce saperów rozbrajających bomby na irackim froncie.
James rozpoczyna właśnie służbę w oddziale wojskowym, którego członkowie mają najbardziej niebezpieczną pracę na świecie: zajmują się rozbrajaniem bomb na polu walki. James obejmuje dowództwo nad oddziałem wykwalifikowanych specjalistów w czasie kiedy trwa tu poważny konflikt. Zaskakuje też swoich podwładnych decyzjami, które sprawiają, że wydaje się, że śmierć jest mu obojętna. W czasie gdy żołnierze próbują okiełznać swojego nieprzewidywalnego dowódcę, irackie miasto w okolicach którego stacjonują pogrąża się w chaosie. James pokazuje swoją prawdziwą twarz, a wydarzenia które będą temu towarzyszyć sprawią, że życie żadnego z nich nie będzie już takie samo. (stopklatka.pl)
Obsadowo film wypełniają młodzi, mało znani aktorzy, ale w rolach epizodycznych można zobaczyć Ralpha Fiennesa, Davida Morse’a, Guy’a Pearce’a i znaną z „Zagubionych” Evangeline Lilly. Fotogalerię z filmu można obejrzeć tutaj, a dla chętnych również wczesna recenzja na stronie Stopklatki.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=UkVXcu8fmp4


W sieci jakiś czas temu pojawił się intrygujący zwiastun do intrygującego filmu. Obraz wyreżyserowany i napisany przez niejakiego Geralda McMorrow nosi tytuł „Franklyn” i jest brytyjską kombinacją kina science-fiction i thrillera, ze sporą dawką mrocznego klimatu z pod znaku kina noir. Pan McMorrow karierę w świecie ruchomych obrazków zaczynał od współpracy przy „Hardware” Richarda Stanley’a i coś mi się wydaje iż stanleyowska estetyka nie pozostała bez wpływu na młodego twórcę. Oto jak o swoim obrazie mówi sam reżyser:








Co zrobiłbyś, gdyby okazało się, że świat kończy się za 72 godziny?







Wedle krążących opinii palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi jakość animacji, bezapelacyjnie dzierży Pixar, a nie Dreamworks. Swoim ostatnim filmem „Wall-E” zdecydowanie wysoko podnieśli poprzeczkę w dziedzinie 'ambitny film animowany’, przez co sami być może długo jej nie przeskoczą. Ale ja wciąż lubię stare, dobre filmy animowane, takie 'z jajem’, niezbyt ambitne ale za to bardzo rozrywkowe i „Monsters vs Aliens” zdaje się idealnie wpasowywać w moje potrzeby.