Sztraszne zemby dwa #3

Sztraszne zemby dwa #3

Wampiry są trendy i jazzy. Nie zrozumcie mnie źle, zawsze były. Tylko ostatnimi czasy wszędzie ich pełno…

Against The Dark

Stało się, stało się, to co miało się stać. W sieci zadebiutował zwiastun wampirzej megaprodukcji ze Stevenem Seagalem. Klip jest po brzegi wyładowany dramaturgią (młodzieżowe gitarki), efektami specjalnymi (sztuczki montażowe sprawiają, że Steven wygląda jakby naprawdę się poruszał), bieganiem, krzyczeniem i kolorami. Bo zwiastun jest w kolorze.

Pełen wypas, specjalnie dla was.

Blade: Year Zero…

…czy coś w ten deseń. David S. Goyer (scenarzysta całej trylogii i serialu TV) wspomniał o planach reaktywacji (a raczej: restartu) serii o komiksowym łowcy wampirów. Film ma podobno, zgodnie z nową modą, opowiedzieć historię początków Dniowca.

Jak początki, to początki. Afro obowiązkowe.

Cirque du Freak

Co powiecie na połączenie „Carnivale” i „Wampira: Maskarady”? Tak właśnie zapowiada się ekranizacja „Cirque du Freak” Darrena Shana.

Czternastoletni Darren był zwykłym, niczym nie wyróżniającym się nastolatkiem z przedmieść. Ale kiedy wraz z kumplem natknął się na objazdowy pokaz dziwadeł, coś zaczęło się zmieniać. Wtedy właśnie wampir imieniem Larten Crepsley (w tej roli John C. Reilly…moja wyobraźnia nie wyrabia) zamienił go w coś… krwiożerczego.
Świeżo nieumarły dołącza do Cirque Du Freak, przedstawienia pełnego potwornych kreatur, od człowieka-węża i wilkołaka, po brodatą kobietę
(Salma Hayek…to akurat jestem sobie w stanie wyobrazić, wąsy już nosiła). Darren staje się przyczyną zatargu między wampirami a ich bardziej morderczymi przeciwnikami. Starając się przetrwać tę wojnę chłopiec musi też ochronić resztki człowieczeństwa jakie mu pozostały.

Może być całkiem nieźle, bo jak dotąd udało się zgromadzić interesującą i nieco eklektyczną obsadę. W filmie pojawią się między innymi: John C. Reilly, Ken Watanabe, Chris Massoglia (w roli głównej), Ray Stevenson, Jane Krakowski, Salma Hayek, Willem Dafoe…

…i Steven Seagal.

Żartuję.

Inglorious Bastards – recenzja

the_inglorious_bastards_plakat

Kraj: Włochy
Rok Produkcji: 1978

Reżyseria: Enzo G. Castellari

Scenariusz:

Sandro Continenza
Sergio Grieco
Franco Marotta
Romano Migliorini
Laura Toscano

Obsada:

Bo Svenson
Peter Hooten
Fred Williamson
Michael Pergolani
Ian Bannen
Jackie Basehart

To że Quentin Tarantino jest naczelnym hollywoodzkim złodziejem idei, motywów i inspiracji z kina, powiedzmy, „nienajwyższych lotów”, każde średnio rozgarnięte dziecko wie. Po kinie kung-fu czy niskobudżetowych thrillerach z lat siedemdziesiątych nadszedł czas na rozrywkowe kino pseudowojenne a la „Parszywa Dwunastka” czy „Złoto dla Zuchwałych”, tyle że w wydaniu smakującym spaghetti. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych takie właśnie lekkie acz widowiskowe dzieła były dość popularne na Półwyspie Apenińskim. A właśnie w tej chwili Quentin kręci w Niemczech swój kolejny film zatytułowany „Inglorious Basterds”, mający w założeniu być czymś w rodzaju hołdu a jednocześnie „postmodernistycznej” gry ze wspomnianym wyżej gatunkiem.

the_inglorious_bastards_01

Tym razem nawet tytuł nie jest oryginalnym pomysłem Tarantino. Tak, wiem, zmienił jedną literkę w nadziei, że się nikt nie pokapuje, ale się nieco przeliczył bowiem „Inglorious Bastards” to również tytuł włoskiego filmu z 1978 roku. Znając jednakże ogólny zarys fabuły filmu Tarantino, stwierdzam że w żadnym wypadku nie będzie to remake dzieła Castellariego. Owszem i tu, i tu mamy wyjętą spod prawa grupkę straceńców działających za liniami wroga, ale poza tym większych podobieństw nie dostrzegam. Pewnie się znajdą jak „Inglorious Basterds” ujrzy w końcu światło dzienne. Ale że do tego momentu jeszcze trochę wody w Renie upłynie, dlatego może kilka słów o filmie który Tarantino obrał sobie jako drogowskaz…

the_inglorious_bastards_02

„Inglorious Bastards” opowiada o grupie skazańców eskortowanej do więzienia wojskowego gdzieś w ogarniętej wojną Francji. Podczas transportu konwój zostaje zaatakowany przez niemiecką artylerię. W zamieszaniu kilku więźniom udaje się uciec. Bohaterowie obierają azymut na neutralną Szwajcarię, nie zdążą tam jednak dotrzeć, bo w międzyczasie, w wyniku wyjątkowo kretyńskiego zbiegu okoliczności zostają wzięci przez francuski ruch oporu za komandosów biorących udział w straceńczej misji.

the_inglorious_bastards_03

Nie będę stopniował napięcia i od razu powiem, że film jest rozbrajająco głupi. Pięcioro scenarzystów założyło się chyba kto wymyśli najbardziej nonsensowny motyw, bo pomysły typu strzelanie do Niemców z procy albo zaklejanie przestrzelonego baku gumą do żucia funkcjonują tu na porządku dziennym. Dodając do tego potraktowanie wojny już nawet nie jako przygody, lecz mało wyrafinowanej zabawy dla dużych chłopców, widać jaki jawi się obraz całości. No dobrze, będę sprawiedliwy – dwa albo trzy razy bohaterowie wypowiadają kwestie w stylu „dlaczego wciąż musimy się zabijać”, ale to chyba ktoś dopisał Castellariemu dla żartu w scenariuszu… Aha, jest jeszcze trwająca jakieś dziesięć sekund sekwencja w której na tle dramatycznej muzyki pada mnóstwo trupów w zwolnionym tempie, tak jakby reżyser pod koniec pomyślał sobie „hmm, no tak, wojna to piekło… czy jakoś tak. Trzeba by coś dokręcić w ten deseń żeby mnie przypadkiem za bezdusznego potwora nie wzięli”. Bądźmy szczerzy, wypadło to śmiesznie. Dialogi to konglomerat onelinerów i banałów znanych z pięciuset innych filmów. Za to co do akcji, to przyczepić się nie mogę – tempo zachowano odpowiednie, trup faszysty ściele się gęsto i intensywnie a strzelaniny oraz wybuchy zrealizowano w miarę profesjonalnie. No, może oprócz ostatniej eksplozji pociągu, która wyszła raczej komicznie. Chociaż jak tak teraz myślę, to osobnikowi, który poświęcił temu celowi swoja wypasioną kolejkę PIKO zapewne do śmiechu nie było.

the_inglorious_bastards_04

Słówko o aktorach – wyjętej spod prawa ekipie dowodzi weteran Bo Svenson, który z wielu filmowych pieców chleb już jadał. Towarzyszą mu m.in. Fred Williamson patrząc na którego wiemy już kto był protoplastą Kirka Lazarusa oraz inny weteran włoskiego kina rozrywkowego czyli Peter Hooten przypominający nieco młodego Erica Robertsa w którejś ze swoich co bardziej narwanych ról.

the_inglorious_bastards_05

Przyznam szczerze, że choć przez te wszystkie lata uodporniłem sie już nieco na filmową głupotę, w przypadku „Inglorious Bastards” na pewne motywy ciężko było mi przymknąć oko. Mimo wszystko choć ogląda się ten film nieźle, to naprawdę… mózg trzeba odłożyć na półtora godziny do lodówki, bo dogłębna analiza „Inglorious Bastards” może wywołać opłakane skutki dla zdrowia psychicznego. Nie o to jednak tu chodzi a o miłą i odprężającą rozrywkę przy padających jak muchy nazistach. W tym przypadku Inglorious Bastards” sprawdza się co najmniej przyzwoicie. Przyznam, że choć jestem pełen obaw, mimo wszystko dość niecierpliwie czekam na to co wysmaży Tarantino u którego notabene Enzo Castellari ma ponoć zagrać jakiś epizod.

Metropia

Szwedzki, animowany film science-fiction?
Użyczający swoich głosów Juliette Lewis, Udo Kier, Stellan & Alexander Skarsgård?

Jes pliz.

Akcja rozgrywa się w nieodległej przyszłości. Światowe zapasy ropy wyczerpują się, europejskie linie metra zostają połączone tworząc gigantyczną sieć pod Europą. Roger, mieszkaniec Sztokholmu, uzmysławia sobie, że każdy aspekt jego życia jest kontrolowany. Decyduje się wyswobodzić.

Tralalala, piąta woda po kisielu z wszelkich dystopijnych urojeń, jakie przewinęły się w literaturze i filmie na przestrzeni ostatnich 50 lat. Ale to tylko ogólny zarys fabuły, w szczegółach może kryć się wiele więcej.

Poza tym uwagę zwraca strona wizualna. Choć nie pojawił się jeszcze żaden zwiastun, to przedstawione poniżej kadry sugerują ciekawą stylistykę i mariaż tradycyjnego video, karykaturalnego kolażu oraz animacji komputerowej. Nie wiem jak wy, ale ja jestem zaintrygowany.


Aktualizacja:

Hop, hop. Właśnie pojawiły się pierwsze ujęcia z filmu.

Lem, sztuk dwie

Kongres Futurologiczny

Pierwsze plotki o planowanej ekranizacji „Kongresu futurologicznego” pojawiły się chyba w okolicach maja tego roku. Kandydatem do przeniesienia jednego z najsłynniejszych opowiadań Lema był Ari Folman, reżyser wielokrotnie nagradzanego „Walca z Bashirem”. Jak się okazuje, plotki nie były wyssane z palca, a sam Folman potwierdził, że jest w posiadaniu praw do ekranizacji i właśnie pracuje nad scenariuszem.

W odróżnieniu od „Walca z Bashirem” (który jest animacją częściowo realizowaną na bazie wcześniej nakręconych kamerą scen) nowy film ma się opierać na tradycyjnym materiale video z domieszką animacji. Reżyser opisuje to następująco:

Wyobraź sobie swoją ulubioną młodą aktorkę. W takiej postaci pojawi się na początku, a w miarę trwania filmu będzie rysowana jakby miała pięćdziesiąt lat.

Zapowiada się ciekawy eksperyment formalny, ale Folman nie ograniczy się jedynie do zabawy formą. Więcej dowiecie się z tego wywiadu.

1

Węgierski reżyser Zoltán Verebes (pod pseudonimem Pater Sparrow) kręci film oparty na „Jednej minucie ludzkości” – nieistniejącej książce, której recenzję Lem opublikował w zbiorze „Prowokacja”. Fabuła traktuje o bibliotece w której w tajemniczych okolicznościach pojawiają się tomy książki zatytułowanej „1” – nie posiadającej autora, wydawcy i opisującej co dzieje się z całą ludzkością na przestrzeni jednej minuty.

Poniżej fotosy. Zapowiada się wybornie.

Kultowe filmy na kultowych plakatach

Kino Alamo Drafthouse w Teksasie cyklicznie organizuje seanse wielu filmów uznawanych za kultowe, przy okazji wypuszczając do nich małe plakatowe perełki. Najciekawsze  z nich możecie obejrzeć poniżej:


A jak ktoś ma wtyki w Stanach to poprzez tą stronę może sobie zamówić te cudeńka, ale ostrzegam, że trzeba się streszczać, bo plakaty rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

Fabularny „Cowboy Bebop”?

„Casshern”, „Speed Racer”, „Dragon Ball„, „Yattaman„, „Akira„…a teraz „Cowboy Bebop”. Kolejne anime prawdopodobnie doczeka się przeobrażenia w wersję aktorską. Nowy trend? Biorąc pod uwagę zalew sequeli, prequeli, crossoverów, adaptacji komiksów i innych cudów na kiju, to wielce prawdopodobne.

Keanu Reeves w wywiadzie dla MTV zdradził, że:

Mamy prawa do ekranizacji, mamy już scenarzystę. Właśnie zajmuje się złożeniem wstępnego zarysu historii. Staramy się połączyć historię Red Eye (początek serialu) z końcówką serialu. Wybierzemy kluczowe elementy by połączyć te dwa punkty. Serial jest złożony z wielu nie powiązanych ze sobą epizodów, więc staramy się wybrać te które pozwolą nam opowiedzieć jedną historię. Film kinowy to krótka forma, wyzwaniem jest stworzyć 2-godzinną wersję. Poza tym ważne będzie wprowadzenie w historię i przedstawienie postaci, tak aby ludzie złapali w czym rzecz, ale jednocześnie nie możemy z tym przesadzić. Trzeba wziąć pod uwagę wiele elementów, ale myślę, że uda nam się zrobić coś dobrego.

Oby, Panie Reeves. Oby.

Wiktoriańskiej epoki mroki i uroki

Epoka wiktoriańska to bardzo malowniczy okres, któremu zawdzięczamy spory wkład w rozkwit powieści grozy (Stoker, Stevenson) i fantastyki naukowej (Wells). Jest więc z czego czerpać inspirujące wzorce i tak też czynią niektórzy reżyserzy.

The Wolfman (jesień 2009)

Wilkołaki jakoś nie mają szczęścia w kinie, w przeciwieństwie do swoich wampirycznych kolegów z horrorowego podwórka. Najnowszy remake „Wolfmana” Joe Johnstona też. Okazuje się że wiosenna data premiery została przesunięta i zmagania Benicia Del Toro ze swoja wilczą naturą będą do obejrzenia dopiero na jesieni. Tymczasem na Tubie krąży bootlegowy zwiastun, który daje co nieco wglądu w klimat opowieści, a tutaj możemy podziwiać charakteryzatorską robotę Ricka Bakera.

Dracula:Year Zero (2010)

Ojeju i znowu kolejna historia z rodzaju: „pana X skromne początki”. Tym razem legendarny transylwański krwiopijca doczeka się swojego 'prequela’, który będzie łączył czysto fantastyczne wątki z biografią pana Palownika, czyli Vlada Tepesa. Reżyserować ma Alex Proyas (Kruk).

Invisible Man (2010)

Dawid S. Goyer, czyli człowiek odpowiedzialny za ekranowego Blade’a i ostatnie Batmany, weźmie się za scenariusz i reżyserię nowej wersji „Niewidzianego Człowieka”, kolejnej klasycznej opowieści (tak jak „The Wolfman”) ze stajni studia Universal. Historia ma się skupić na brytyjskim siostrzeńcu oryginalnego Niewidzianego Człowieka, a akcja ma się rozgrywać w czasie II Wojny Światowej. Po odkryciu tajnej formuły na niewidzialność autorstwa jego wuja , bohater zostaje zrekrutowany przez brytyjski wywiad wojskowy.

Drood (2012)

Guillermo del Toro to strasznie zapracowany człowiek. Jednym z jego reżyserskich projektów, obiecanych w ramach kontraktu z Universalem, będzie adaptacja książki Dana Simmonsa „The Drood”. Autor skupia się w niej na Charlesie Dickensie, a dokładnie na jego nagłej przemianie, wynikającej z traumatycznego przeżycia katastrofy pociągu. Sugeruje iż wydarzenie to spowodowało u twórcy „Olivera Twista” deprawację jego psychiki, popychając go do morderstwa zanim napisał swoje ostatnie dzieło, „The Mystery of Edwin Drood”.

Wysyp koralinowych zachęcidełek

Lub też zniechęcidełek. Marketingowcy potrafią obrzydzić nawet największe arcydzieło zanim trafi ono na ekrany. Tysiące plakatów, zwiastunów, filmików o realizacji… Mogłoby się wydawać, że „Koralina” idzie tą samą drogą, ale trzeba przyznać, że alfabetowa seria plakatów jest pomysłowa i ma swój niezaprzeczalny urok. Aby zobaczyć całą serię klikajcie poniżej.

Ponadto pojawiło się kilka nowych klipów promujących film, wszystkie do obejrzenia tutaj.

Solomon Kane

ImageShack

Ostatnio się zastanawiałam co dzieje się z tym filmem. Wiadomości o realizacji przygód niepokornego Purytanina, stworzonego przez „ojca” Conana – Roberta E. Howarda, pojawiły się już dwa lata temu. W międzyczasie w necie wyskoczyły 3 plakaty, a także parę rysunków koncepcyjnych ale potem długo, długo nic. Aż do dzisiaj. Tutaj i tutaj do obejrzenia nieco ujęć z planu.

Więcej o tym kim jest Salomon Kane i o czym dokładnie będzie film możecie dowiedzieć sie tutaj. W rolę Kane’a wciela się pamięty Marek Aureliusz z serialowego „Rzymu”, czyli James Purefoy, a obraz reżyseruje Michael J. Bassett (Deadwatch).

ImageShack ImageShack ImageShack

Jezus kontra Obcy

ImageShack

W swoim życiu przetrawiłam wiele dziwacznych, pokręconych i idiotycznych fabuł ale nie wiem czy zmęczę tą zaserwowaną w „OUTLANDER”. Choć z drugiej strony to jeden z tych obrazów do oglądania „na piwa” (czyli po pewnej ilości piw – tutaj obstawiam że po czterech – robi się 'znośny’ a czasem wręcz przyjemny)

Jim Caviezel wciela się w rolę Kainana, intergalaktycznego łowcy, który rozbija się na Ziemi w czasach wikińskiej ekspansji. Nie tylko musi poradzić sobie z adaptacją do nowych warunków ale także uporać z potworem, który zerwał się ze smyczy, a dokładnie z jego statku, i sieje spustoszenie gdziekolwiek się pojawi.

Pomimo tego iż, z racji swoich hobbistycznych zainteresowań, darzę Wikingów dużą sympatią to czuję, że szykuje się kolejny gniot przez duże G. Skandynawscy rabusie nie mają jakoś szczęścia w Hollywood – najpierw dorobiono im rogi, a potem jak już się trafia okazja do gościnnych występów na dużym ekranie, to zazwyczaj w czymś takim albo innym „Pathfinderze”. W miarę porządny wizerunek i poważne potraktowanie sprawy odmalował im jedynie jeden obraz (z okropnym podtytułem) „Beowulf – droga do sprawiedliwości”. Chociaż gdyby przymknąć oko na pewne nieścisłości w przedstawianiu filmowego wizerunku Wikingów, to 'bajkowy’ „13 wojownik” i animowany komputerowo „Beowulf”posiadały swój specyficzny urok.

Zastanawia mnie co skłoniło Jima Caviezela do zagrania w tym filmie? Myślałam, że po roli Mesjasza i torturach jakie zaserwował mu Gibson, chłopak będzie gustował w ambitniejszych produkcjach. No ale podobno torturowanemu człowiekowi psycha potem siada… Anyway poniżej zwiastun do obadania ( no i jeszcze Ron Perlman i John Hurt w obsadzie… czy oni mają jakieś osobiste problemy finansowe czy co?)

httpvh://www.youtube.com/watch?v=UG6nGeEmrcY

Film kompletnie nie miał wzięcia u dystrybutorów kinowych i miał trafić bezpośredio na dvd, ale w końcu ulitowała się nad nim firma Third Rail ( 'Hellride’ i 'Diary of the Dead’ ) i 23 stycznia 2009 roku ujrzymy to 'dzieło’ w amerykańskich kinach.