Archiwa tagu: horror

Blood: The Last Vampire – pierwszy zwiastun

ImageShack

Nareszcie pojawił się pierwszy teaser trailer promujący 'aktorską’ wersję znanego filmu animowanego. Podobnie jak w wersji anime historia skupia się wokół pewnej cichej szesnastolatki (która tak naprawdę jest czterystuletnim  mieszańcem – owocem związku człowieka i wampirzycy) oczyszczającej świat z krwiopijców przy pomocy samurajskiej katany.

Poniżej zwiastun i plakat.
Czytaj dalej Blood: The Last Vampire – pierwszy zwiastun

The Objective – recenzja

Dzisiaj moi drodzy zupełnie nietypowo i nie w moim stylu napiszę kilka słów o horrorze. I to o horrorze w wojennych realiach. Miałem zamiar przystopować z babraniem się w tej stylistyce i wziąć na tapetę coś innego, ale film o którym chcę powiedzieć kilka słów okazał się na tyle dobry, że po prostu nie mogę zbyć go milczeniem.

Czytaj dalej The Objective – recenzja

„Doghouse” czyli wojna płci w sosie gore

ImageShack

Będąc fetyszystką brytyjskiego akcentu jak i wszystkiego co brytyjskie nie mogłam przejść obojętnie obok zwiastuna „Doghouse” Jake’a  Westa. Nie dość iż obraz powstał na angielskiej ziemi, to w dodatku zgrabnie łączy humor z horrorem, ma w obsadzie zawadiackiego Danny’ego Dyera  i całkiem efektowną charakteryzację.
Czytaj dalej „Doghouse” czyli wojna płci w sosie gore

Praskie tajemnice

Podczas gdy nasi młodzi reżyserzy z bożej łaski wciąż robią jakieś smętne „z życia wzięte” bzdety, nasi południowi sąsiedzi postanowili sobie nakręcić horror. Rzecz ma nosić tytuł „Labirynt” i opowiadać o młodej dziennikarce poszukującej zaginionej przyjaciółki w podziemnych labiryntach pod Pragą. Jak nietrudno sie domyślić, w ciemnych i wilgotnych korytarzach czai się…Coś. I tyle. Nie będę po raz tysięczny biadolił czemu oni mogą, a my nie. Widać po prostu tak ma być. Poniżej parę fotek – ja na pewno ten film obejrzę.

ImageShack

ImageShack

ImageShack

Great (?) Expectations by Melagnea

ImageShack

Gdybym musiała tak 'z biegu’ i bez zastanowienia podać tytuł filmu najbardziej przeze mnie wyczekiwanego, to bez wątpienia byliby to „Strażnicy” Zacka Snydera. Ekranizacja komiksu uznanego za 'biblię’ historii obrazkowych to nie lada wyzwanie, podobne do tego z jakim musiał się zmierzyć Peter Jackson gdy brał się za Tolkiena. Czy Snyderowi się udało? Cóż, sadząc po tych wszystkich zwiastunach, klipach i relacjach z planu zalewających od jakiegoś czasu Internet, pewna jestem, iż dzieło Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa trafiło we właściwe ręce. Czyli w ręce fana, a nie przypadkowego reżysera wynajętego przez studio. A to już na początek duży plus.

ImageShackSą reżyserzy i aktorzy na których nowe filmy zawsze chętnie czekam i zawsze chętnie oglądam. Guy Ritchie i Robert Downey Jr. na przykład. Miło więc wiedzieć że majstrują coś razem i jeszcze tak nietypowego jak nowe spojrzenie na „Sherlocka Holmesa”. Ufam, iż Guy Ritchie po rozwodzie z Madonną wrócił do formy, bo o aktorski popis pana Iron Mana raczej mogę być spokojna. A skoro już jesteśmy na Wyspach, to z niecierpliwością wyszukuję co raz to nowszych niusów (i niebawem na Opium pojawi się jakiś szerszy wpis na ten temat) w sprawie pewnego małego brytyjskiego filmu pt: „44 Inch Chest”, który ma ujrzeć światło dzienne 'gdzieś w 2009′. Nie dość że za popełnienie scenariusza odpowiedzialni są twórcy „Sexy Beast”, to jeszcze część ekipy  jest zaangażowana w ową nową produkcję. A dokładniej, Ray Winstone i Ian McShane – sama ta dwójka to już aktorskie creme de la creme, a co będzie gdy się do nich doda Toma Wilkinsona, Johna Hurta i Stephena Dillane’a? Zapowiada się kolejny świetny film gangsterski made in Britain. A na deser jeszcze Massive Attack przygrywający na soundtracku… po prostu cud, miód i orzeszki.

ImageShackKolejny reżyser który zawsze może liczyć na uwagę z mojej strony to oczywiście Quentin Tarantino. „Inglorious Basterds” to wydarzenie samo w sobie, więc mam nadzieję, że taki filmożerca jak Tarantino po raz kolejny zaskoczy nietypowym potraktowaniem wybranego gatunku filmowego, tym razem kina wojennego. Ale na szczęście nie kina spod znaku „Szeregowca Ryan’a” tylko „Parszywej Dwunastki” – takiego lżejszego, bardziej awanturniczego spojrzenia na ten gatunek bardzo  mi ostatnio  brakowało. Kolejna żelazna pozycja, bądź raczej osoba, na mojej liście to Viggo Mortensen, na dodatek w ekranizacji powieści Cormaca McCarthiego („To nie jest kraj dla starych ludzi”). Postapokaliptyczna „The Road” miała trafić do kin już pod koniec zeszłego roku, ale jakiś baran przesunął premierę na jak na razie nie znaną datę roku 2009. Choć w sumie to nawet dobrze… bo będę miała czas aby zapoznać się z literackim pierwowzorem. Skoro już jestem przy filmowych adaptacjach dzieł znanych pisarzy, to Martin Scorsese planuje na ten rok pokaz „Shutter Island” na podstawie prozy Dennisa Lehane’a. Pana Scorsese nie trzeba przedstawiać, a jeśli nazwisko Lehane nic nikomu nie mówi, to proszę sobie przypomnieć takie filmy jak „Rzeka Tajemnic” czy „Gdzie jesteś Amando?” – zapowiada się kawałek dobrego i solidnego kina, więc przełknę nawet Leonarda DiCaprio w obsadzie.

ImageShackNo to  teraz może coś z innej beczki? Horrorowej tudzież thrillerowej? Wampiry są na fali, a ja mam nadzieje że „The Wolf-Man” spowoduje, iż wilkołaki doczekają się paru fajnych filmów. Obsadę ma solidną (Del Toro, Hopkins, Weaving), historię intrygującą, a gotycko-wiktoriański klimat zdaje się być odpowiednio zaserwowany. Czyli to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oby Joe Johnston się spisał, bo chciałabym ujrzeć więcej futrzaków na kinowym ekranie. Co prawda aż tak bardzo nie przepadam za horrorami, ale za to  przepadam bardzo za horrorowymi komediami, to też bardzo mnie intryguje „Jennifer’s Body”. Historia o opętanej przez demona cheerleaderce, która wykańcza kolegów z klasy, być może nie byłaby warta mojej uwagi gdyby nie fakt, iż wyszła z pod ręki Dablo Cody. Czyli pani co to prowadzi fajny blog i dostała Oskara za scenariusz do „Juno”. A pamiętacie takiego pana, który nazywa się Richard Kelly? Zrobił kiedyś jeden niezależny i już dziś kultowy film pod tytułem „Donnie Darko” a następnie dostał kupę kasy na kolejny obraz i dal ciała z „Southland Tales”. Dowiódł tym mojej teorii, iż większość reżyserów, których małe i niekomercyjnie debiuty reżyserskie zyskały rozgłos i uznanie, przy kolejnej produkcji (już takiej za duże pieniądze i profesjonalnej) – głupieje (patrz: Neil Marshall i jego „Doomsday”). Kelly być może  zrehabilituje się za poprzednią porażkę swoim najnowszym obrazem „The Box”. Podstawy są: film oparto o opowiadanie Richarda Masthesona (a później jeden z odcinków kultowej „Strefy Mroku”) o młodym małżeństwie które pewnego dnia otrzymuje tajemnicze pudełko z dziwnym przyciskiem w środku. Po przyciśnięciu guzika mają otrzymać milion dolarów. Ale nie ma nic za darmo – gdy to nastąpi umrze jedna osoba.

ImageShackNo i na koniec zostawiłam swoje oczekiwana związane z filmami kostiumowymi. Dwie produkcje z pogranicza dramatu, przygody i historii szczególnie mnie zainteresowały. Pierwsza to „Agora” z Rachel Weisz wcielającą się w myślicielkę i astrologa żyjącą w starożytnej Aleksandrii. A druga to „Valhalla Rising” bo nie dość, że o wikingach, to jeszcze z Madsem Mikkelsenem. A za kamerą – Nicolas Vinding Refn znany do tej pory z twardego kina współczesnego, więc tym bardziej ciekawa jestem jego spojrzenia na do tej pory obcy mu gatunek.

Czy te filmy spełnią moje oczekiwania? Cóż, czas pokaże. Być może kilka okaże się stratą czasu a kilka faktycznie będzie wartych wydanych na nie pieniędzy. Ogólnie jestem dobrej myśli i liczę po cichu, że w tym roku zaskoczy mnie jeszcze nie jeden film, niekoniecznie ten z listy 'wyczekiwanych’ – jakiś niepozorny, kompletnie niezauważony przez mainstreamową publiczność, na który natknę się przypadkiem, lub taki który w pierwszym odruchu kompletnie zignoruję i docenię dopiero gdy przyjdzie na to właściwa pora.

Great (?) Expectations by Stark

Great (?) Expectations by D’mooN

Sundance 2009: „Dead Snow” – plakat i klipy

W tym tygodniu na festiwalu Sundance odbędzie się premiera norweskiego „Dead Snow” o którym pisałam już wcześniej. Pojawił się świeżutki i bardzo 'uroczy’ plakat do tej skandynawskiej 'gorekomedii’, opowiadającej o grupce młodzieży wyjeżdżającej na weekend w góry w celu beztroskiej libacji. Niestety z imprezowania wyjdą nici, kiedy okaże się, iż w okolicy szaleje pewien zagubiony batalion SS-mańskich żołnierzy, a dokładniej SS-mańskich zombiaków. Bardzo głodnych i spragnionych czyjegoś świeżego mięsa, tudzież mózgu… Ein! Zwei! Die!

A na deser jeszcze trzy klipy z filmu: video nr 1 i 2  do obejrzenia tutaj a nr 3 (z którego Peter Jackson i Sam Raimi mogliby być dumni) tutaj.

Strona oficjalna: http://www.dodsno.no/

„Franklyn”, „Valkyrie” i kolejny remake czyli nowe video

Na serwisie Trailer Addict pojawił się świeżutki i już właściwie zmontowany zwiastun do filmu „Franklyn” o którym pisałam parę postów wcześniej. Wpis do przeczytania tutaj.

Również na tej samej stronie pojawiło się pierwsze sześc minut „Walkirii” Bryana Singera. Oprócz zaprezentowania kilku początkowych scen z fajnym intro,  wiadomo już jak rozwiązano problem braku niemieckiego akcentu w filmie:

A na koniec zwiastun kolejnego niepotrzebnego rimejku. Tym razem wzięto się za debiut reżyserski Wesa Cravena, który to obraz był jednym z najbardziej kontrowersyjnych i szokujących filmów swoich czasów. Przed wami nowe spojrzenie na „The Last House on the left”:

A dla ciekawych starej wersji – zwiastun oryginału…To avoid fainting, keep repeating „It’s only a movie…It’s only a movie…”

Telenowela żywych trupów

Dziadek Romero nie poddaje się i wciąż bawi się w te swoje żywe trupy. Ja jednak nadal nie mam nic przeciwko, bo chociaż ostatnia odsłona sagi o zombie, czyli „Diary of the Dead” okazała się nie do końca udana (o czym w stosownej recenzji wkrótce… albo i nie), nie nadwyrężyła jednak mojego zaufania do George’a na tyle abym przestał z zainteresowaniem śledzić kolejnych doniesień o jego planach.
Kolejna odsłona nie posiada jeszcze oficjalnego tytułu, roboczo jednak wszyscy wołają na nią po prostu „…of the Dead”. Poniżej pierwsze promocyjne fragmenty wspomnianej produkcji.

Rzecz traktować ma o grupce ocalałych z nieumarłego armageddonu, szukających schronienia na pewnej wyspie… gdzie jak się poniewczasie okazuje miejscowi starają się zombie…eee… udomowić.

Sztraszne zemby dwa #4

Sztraszne zemby dwa #4
Wampiry są trendy i jazzy. Nie zrozumcie mnie źle, zawsze były. Tylko ostatnimi czasy wszędzie ich pełno…

Fangland

Czyli „Dracula” opowiedziany na nowo. Film jest oparty na książce Johna Marksa, a opowiada o Evangeline Harker, dziennikarce telewizyjnej która wyrusza do Transylwanii by nakręcić reportaż o Ionie Torgu, europejskim handlarzu bronią. Reszty historii można się domyśleć.

Premiera jest zapowiedziana na 2009 rok, a producentką (i być może odtwórczynią głównej roli) jest Hilary Swank. I być może interesująco.

Dead Sucks

Burt to wampir-nieudacznik. Ma problemy ze snem. Na dodatek cała heca z nieśmiertelnością wcale go nie bawi, jako, że postanowił popełnić samobójstwo…

Może takie podejście do tematu to szansa na rodzimy obrazek o wampirze? Na przykład: facet ze względu na tryb życia nie może znaleźć sensownej pracy, do drzwi puka komornik, a spółdzielnia mieszkaniowa grozi eksmisją. Na dodatek sąsiadka z naprzeciwka to zajadająca się czosnkiem religijna fanatyczka…

Forma w sam raz dla naszych wspaniałych speców od kręcenia „dramatów egzystencjalnych”.

Lesbian Vampire Killers

Lesbian.

Vampire.

Killers.

Muszę pisać coś więcej?

PS.

– Co mówią sobie na pożegnanie lesbijki-wampirzyce?

– Do zobaczenia za miesiąc.

Imago Mortis

Na długo przed wynalezieniem fotografii, a dokładnie w roku 1600, naukowiec Girolamo Fumagalli poszukiwał metody uchwycenia i zapisywania obrazów. Dokonał przełomu kiedy odkrył, iż po zamordowaniu człowieka i usunięciu jego gałek ocznych, możliwy jest zapis na papierze ostatnich obrazów zarejestrowanych przez siatkówkę. Technikę ową nazwał 'tanatografią’. Wydawałoby się iż wynalazek Fumagalliego został zapomniany, jednak niespodziewanie ten potworny proceder i związane z nim zbrodnicze uczynki ożywają między ścianami pewnej szkoły filmowej.

Właśnie tak przedstawia się fabuła najnowszego horroru z włoskiego podwórka. „Imago Mortis” to obraz wyreżyserowany przez Stefano Bessoniego, do którego zarys scenariusza stworzył nie kto inny, tylko twórca kultowego „Hardware” i „Dust Devil”, Richard Stanley. Co więcej za produkcję wzięli się twórcy „Labiryntu Fauna” i „Sierocińca”, a ostateczna koncepcja fabuły wyszła z pod ręki Luisa Berdejo, czyli pana który stoi za sukcesem hiszpańskiego „REC”. Z takimi nazwiskami zapowiada się nie lada filmowa uczta!

Gorąco polecam blog reżysera, gdzie można obejrzeć mnóstwo fotosów, szkiców i zdjęć koncepcyjnych z planu, jak i z samego filmu, a także zachęcam do zerknięcia na zwiastuny.

A na dokładkę klimatyczne plakaty promujące film:

Coś się ruszyło…

ImageShack

…w sprawie nowej wersji mojego horroru numero uno, czyli „The Thing” Johna Carpentera. Serwis Bloody Disgusting podał pierwsze informacje dotyczące planowanego prequela tego filmu grozy z roku 1982 (który sam był przeróbką obrazu Howarda Hawksa „The Thing From Another World” z 1951roku). Strona internetowa zamieściła szczegóły nowego scenariusza:

W skrypcie autorstwa Ronalda D. Moore’a,  historia opowiedziana jest z punktu widzenia obozu norweskich badaczy. Badania amerykańskiej ekspedycji naukowej stacjonującej na Antarktydzie zostają przerwane przez grupę zachowujących się irracjonalnie Norwegów. Skandynawowie ścigają i próbują zastrzelić uciekającego psa, gdy ich helikopter niespodziewanie rozbija się.

W nocy, przygarnięty przez Amerykanów pies zaczyna mutować i atakować inne psy zamknięte wraz z nim w klatce, biorąc się niedługo potem również za członków ekspedycji. Naukowcy zdają sobie sprawę z tego, iż mają do czynienia ze zdolną do przybrania jakiegokolwiek kształtu obcą formą życia , która w między czasie zdążyła już  przejąć kontrolę nad ciałem jednego z mieszkańców stacji. Tylko którego?

I to niby ma być 'prequel’? Toż to bezczelny remake! Kolejny. Totalnie niepotrzebny. Już widzę oczyma wyobraźni ową 'nową wersję’ – wypełnioną po brzegi masą efektów komputerowych i obsadą aktorską z cukierkowych seriali młodzieżowych. I pewnie wcisną tam jeszcze jakąś babkę biegającą  w obcisłym podkoszulku w czterdziestostopniowym mrozie.

Co za czasy… słowa takie jak 'oryginalność’ i 'kreatywność’ powoli odchodzą do lamusa.

Wilkołak ubiera się u Prady

Geniusze z Foxa, zainspirowani sukcesem „True Blood”, szykują miażdżącą odpowiedź. Jej tytuł: „Bitches” (w wolnym tłumaczeniu „Psie samice” lub też „Psiczki”, jak wolicie). Serial ma opowiadać o czterech psiapsiółkach mieszkających w Nowym Jorku (moment, to już gdzieś było…).  Poza przyjaźnią łączy je jeszcze jedno, i wcale nie mam na myśli anoreksji. Tak! Wszystkie są wilkoła…czycami.

Żeńskimi wilkołakami. Bestiami w szpilkach. Tylko zamiast kupować dizajnerskie torebki, wydają krocie na depilację i manicure.

Tak, to ma sens.