Archiwum kategorii: niusy

wiadomości, nowości, plotki

Sundance 2009: „Dead Snow” – plakat i klipy

W tym tygodniu na festiwalu Sundance odbędzie się premiera norweskiego „Dead Snow” o którym pisałam już wcześniej. Pojawił się świeżutki i bardzo 'uroczy’ plakat do tej skandynawskiej 'gorekomedii’, opowiadającej o grupce młodzieży wyjeżdżającej na weekend w góry w celu beztroskiej libacji. Niestety z imprezowania wyjdą nici, kiedy okaże się, iż w okolicy szaleje pewien zagubiony batalion SS-mańskich żołnierzy, a dokładniej SS-mańskich zombiaków. Bardzo głodnych i spragnionych czyjegoś świeżego mięsa, tudzież mózgu… Ein! Zwei! Die!

A na deser jeszcze trzy klipy z filmu: video nr 1 i 2  do obejrzenia tutaj a nr 3 (z którego Peter Jackson i Sam Raimi mogliby być dumni) tutaj.

Strona oficjalna: http://www.dodsno.no/

Sundance 2009: „The Missing Person”

ImageShack

Filmów czerpiących z estetyki kina noir jest jak na lekarstwo, dlatego też z wielkim zainteresowaniem obejrzałam zwiastun kryminału „The Missing Person”, który to będzie miał swoja premierę na festiwalu Sundance. Historia skupia się na prywatnym detektywie Johnie Roslow (Michael Shannon – którego polecam do obejrzenia w „Fobii” Wiliama Friedkina) wynajętym do śledzenia mężczyzny podróżującego pociągiem z Chicago do Los Angeles. Roslow stopniowo odkrywa tajemnice tożsamości nieznajomego, będącego tytułową „Osobą Zaginioną”- jedną z wielu uznanych za zmarłego po atakach z 11 września. Motywowany pokaźną nagrodą pieniężna, detektyw postanawia za wszelką cenę przywieźć zaginionego do czekającej na niego w Nowym Yorku żony.

A tutaj do obejrzenia tzw. promo reel.

Strona oficjalna: missingpersonmovie.com

Goodbye Gil Grissom

No i stało się. Po dziewięciu sezonach, z serialu „CSI: Las Vegas”, odchodzi już na dobre William Petersen. Jego bohater, Gil Grissom, był bezsprzecznie sercem i duszą tego przedsięwzięcia, więc trudno będzie mi wyobrazić sobie kolejne odcinki bez niego. Była to zdecydowanie jedna z bardziej oryginalnych i fascynujących postaci ze świata telewizji. Jej dzieje twórcy odsłaniali bardzo powoli, jedynie od czasu do czasu podrzucając jakiś związany z nim szczegół, dzięki czemu Grissom wciąż pozostawał intrygujący. Przez dziewięć lat o szefie nocnej zmiany Wydziału Kryminalistyki Las Vegas dowiedzieliśmy się między innymi tego, że już od dzieciństwa (dzięki ojcu botanikowi) fascynował się wszelkiej maści insektami, robalami i owadami – to dzięki tym zainteresowaniom entomologia stała się później jego specjalnością. Od dziecka, co może zabrzmieć nieco makabrycznie, zgłębiał tez sekrety patologii – robiąc sekcje znalezionym martwym zwierzętom. Grissom zawsze był nieco dziwakiem i outsiderem w serialu, osobnikiem raczej antyspołecznym, skupionym na swoich pasjach i oddanym całkowicie pracy – do tego wyjątkowo inteligentnym i oczytanym. Był swoistym polimatą czyli osobą posiadającą wszechstronne wiadomości i encyklopedyczną wiedzę. Być może ta właśnie kombinacja cech Grissoma plus mroczny i ponury klimat serialu (pomimo tego, że akcja umiejscowiona jest w słonecznym i tętniącym życiem Las Vegas, to większość wydarzeń rozgrywa się w nocy), sprawiła iż „CSI: Las Vegas” wciąż utrzymują się w ścisłej czołówce najbardziej popularnych programów telewizyjnych w Ameryce. Dodać też trzeba, że do tej wyjątkowej popularności serialu, przyczyniła się też aktorska charyzma Petersena, a kreowany przez niego Grissom nieco przypomina innego odgrywanego przez niego bohatera, Willa Grahama (specjalista od portretów psychologicznych FBI w „Łowcy” Michaela Manna), odpowiedzialnego, między innymi, za schwytanie Hannibala Lectera.

Przyznaje się bez bicia i z łezką w oku, że będzie mi brakować Grissoma i nie wiem czy serial pozbawiony mojego ulubionego bohatera nadal będzie taki sam – mroczny, tajemniczy i wciągający. Pomimo tego, że produkcja miała swoje gorsze i lepsze epizody (jeśli chodzi o te lepsze, to szczególnie polecam dwugodzinny odcinek napisany i wyreżyserowany przez Quentina Tarantino, pt: „Grave Danger”), to nadal oglądam „CSI: Las Vegas” z niegasnącym zainteresowaniem (nawet pomimo dwóch niezbyt udanych i nie umywających się do oryginału spin-offów), a to tylko świadczy o klasie tego cyklu.

Ostatni odcinek z Grissomem amerykańska telewizja wyemituje 15 stycznia, a jego następcą będzie nie kto inny jak sam Morfeusz, czyli Laurence Fishburne. To on w dalszych epizodach pokieruje wydziałem do spraw kryminalistyki.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=sWEvA9ffCTI

Sundance 2009: „Bronson” – nowy zwiastun

Za kilka dni rozpoczyna się jeden z bardziej znanych festiwali filmowych. Jak co roku Sundance Film Festival zafunduje nam kilka filmowych perełek wartych uwagi, a także odkryje kilka małych filmów o których pewnie nigdy byśmy nie usłyszeli, gdyby nie to 'święto niezależnego kina’ ufundowane przez Roberta Redforda. W najbliższym czasie postaram się regularnie prezentować niektóre obrazy przewijające się przez tegoroczny festiwal.

ImageShackNa pierwszy ogień idzie film o którym szerzej pisałam tutaj, czyli „Bronson” Nicolasa Winding Refna. Pojawił się nowiutki zwiastun do tej pseudo biografii jednego z najbardziej znanych brytyjskich recydywistów. Zapowiada się naprawdę niezła jazda bez trzymanki i jeśli nazwisko Tom Hardy nic wam nie mówi, to po tym filmie zacznie! A jeśli nadal się zastanawiacie co to za ciacho na fotce obok, to jest to właśnie Hardy. Tak, tak ten sam socjopatyczny łysol z okropnym wąsem rozrabiający w zapowiedzi prezentowanej poniżej. My oh my, czyżby kiełkował nam kolejny świetny aktor nie bojący się aktorskich wyzwań? I hope so! Mnie już można dopisać do grona jego fanów tudzież …fanek.

„Kolor Magii” na brytyjskim ekranie

ImageShack

Terry Pratchett to jeden z moich ulubionych angielskich pisarzy. Jego fantastyczny cykl o Świecie Dysku cieszy się niesłabnącą popularnością nie tylko na Wyspach. I przyznam szczerze, iż zdarza mu się wydawać słabsze pozycje serii, to jednak wciąż potrafi celnie sportretować w krzywym Dyskowym zwierciadle absurdy i prawdy o naszym świecie, historii jak i życiu tak ogółem. Co więcej, pomimo ciężkiej choroby pisarz nie utracił swojego charakterystycznego 'brytyjskiego’ poczucia humoru i nadal bawi nas nim pośród kart swoich książek. No ale do rzeczy! Ja nie o tym przecież. Długo filmowy potencjał drzemiący w jego powieściach musiał czekać aż ktoś go wreszcie zauważy i zekranizuje. No i całe szczęście, że to byli Brytyjczycy. Bodajże na Gwiazdkę 2007 roku uraczyli nas całkiem udaną i wierną telewizyjną adaptacją „Wiedźmikołaja”, a ostatnio wzięli się za książki od których wszystko się zaczęło: „Kolor Magii” i „Blask Fantastyczny”.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=nedwZwOvdVs

Zwiastun wygląda zachęcająco, pomimo tego, że nie jest to wysokobudżetowy film kinowy, ale raczej skromna telewizyjna produkcja (premiera miała miejsce na Wielkanoc zeszłego roku). I mimo tego iż „Wiedźmikołaj” mi się podobał i „Kolor Magii” zapewne obejrzę z przyjemnością, to jakoś do końca nie mogę przetrawić pratchettowskiego świata w wersji aktorskiej. Dla mnie filmowy „Świat Dysku” jawił się zawsze jako stara dobra animacja być może dlatego, że przepełnione wybuchowymi kolorami ilustracje Josha Kirbiego tak mocno wryły mi się w podświadomość. No i ten Rincewind. ..jakoś inaczej go sobie wyobrażałam… młodszego i bardziej Erykowo-Idle’owatego. Ogólnie Pythonowcy w epizodycznych rólkach to byłaby fajna koncepcja. No ale… lepszy rydz niż nic.

Ps. Droga Brytyjska Telewizjo, skoro z kinowego, gilliamowskiego „Dobrego Omenu” jak dotąd nic nie wyszło, to ja chętnie ujrzę na szklanym ekranie tą zwariowaną wariację na temat apokalipsy.

Telenowela żywych trupów

Dziadek Romero nie poddaje się i wciąż bawi się w te swoje żywe trupy. Ja jednak nadal nie mam nic przeciwko, bo chociaż ostatnia odsłona sagi o zombie, czyli „Diary of the Dead” okazała się nie do końca udana (o czym w stosownej recenzji wkrótce… albo i nie), nie nadwyrężyła jednak mojego zaufania do George’a na tyle abym przestał z zainteresowaniem śledzić kolejnych doniesień o jego planach.
Kolejna odsłona nie posiada jeszcze oficjalnego tytułu, roboczo jednak wszyscy wołają na nią po prostu „…of the Dead”. Poniżej pierwsze promocyjne fragmenty wspomnianej produkcji.

Rzecz traktować ma o grupce ocalałych z nieumarłego armageddonu, szukających schronienia na pewnej wyspie… gdzie jak się poniewczasie okazuje miejscowi starają się zombie…eee… udomowić.

„Franklyn”, czyli fantastyczny thriller w sosie noir

ImageShackW sieci jakiś czas temu pojawił się intrygujący zwiastun do intrygującego filmu. Obraz wyreżyserowany i napisany przez niejakiego Geralda McMorrow nosi tytuł „Franklyn” i jest brytyjską kombinacją kina science-fiction i thrillera, ze sporą dawką mrocznego klimatu z pod znaku kina noir. Pan McMorrow karierę w świecie ruchomych obrazków zaczynał od współpracy przy „Hardware” Richarda Stanley’a i coś mi się wydaje iż stanleyowska estetyka nie pozostała bez wpływu na młodego twórcę. Oto jak o swoim obrazie mówi sam reżyser:

„Franklyn” to cztery przeplatające się ze sobą historie.Trzy z nich rozgrywają się we współczesnym Londynie a czwarta ma miejsce w fantastycznym świecie równoległym, znanym jako Meanwhile City. Owe miejsce to wylęgarnia wszelkiej maści kultów i wierzeń religijnych. Rządzi nim tajemnicza religijna instytucja zwana Ministerstwem, która wyszła z założenia iż poprzez pozwalanie społeczeństwu na kultywowanie wierzeń w cokolwiek uzyska nad nim całkowitą kontrolę. Skutkiem takiej decyzji jest fakt, iż miasto zaludniają stowarzyszenia i sekty typu Manikiurzyści Dnia Siódmego czy Uliczni Kaznodzieje Maszyn Piorących. Tytułowy Franklyn to mieszkaniec Meanwhile City, będący swego rodzaju tajemniczym mścicielem-detektywem, który penetruje miasto i próbuje odwieść ludzi od ich niedorzecznych wierzeń. Co więcej, jest cynicznym ateistą i głęboko nienawidzi Ministerstwa.

Ryan Phillippe wciela się w zamaskowanego detektywa a trójkę bohaterów zamieszkujących współczesny Londyn kreują Eva Green, Sam Riley i Bernhard Hill. Green wciela się w studentkę sztuki z samobójczymi ciągotami. Riley natomiast to porzucony przed ołtarzem chłopak który postanawia odszukać swoją pierwszą prawdziwą miłość. Czwarta historia skupia się na Hillu, przyjeżdżającym do Londynu w celu odszukania swojego bezdomnego syna. Oczywiście w finale losy czwórki bohaterów połącza się ze sobą, a o ich przeznaczeniu zadecyduje jeden wystrzelony nabój.

Poniżej prezentuję zwiastun. Jest to jeszcze wczesna wersja, momentami nieco niedopracowana ale pozwalająca na ogólny wgląd w charakter obrazu. Planowania premiera w Wielkiej Brytanii to 30 stycznia 2009.

Jako ciekawostkę mozna przytoczyc fakt, iż z oryginalnej obsady pozostała tylko Eva Green. Wcześniej w pozostałą trójkę mieli się wcielić: Paul Bettany, Ewan McGregor i John Hurt.

Komiksomatografia #4

Rynek komiksowy to ogromna, nieskończona kopalnia filmowych pomysłów i gotowych scenariuszy. Dziwnym więc nie jest, iż Hollywood, które ostatnio cierpi na kompletny brak oryginalnych idei, tak chętnie korzysta z literatury obrazkowej.

W najbliższym czasie czeka nas kolejny zalew lepszych i gorszych komiksowych adaptacji:

„Ness”

David Fincher uchylił rąbka tajemnicy w wywiadzie dla MTV a propos planowanej przez niego ekranizacji komiksu „Torso”. Ta opowieść w obrazkach skupia się na poczynaniach prawdziwego seryjnego mordercy działającego w latach 1934-1938 w Cleveland. Tytułowy „Tors” to nic innego jak 'podpis mordercy’ –  na miejscu zbrodni znajdowano jedynie tę cześć ciała ofiary.  Śledztwo w tej sprawie prowadził słynny 'Nietykalny’ czyli Eliot Ness. Reżyser zdradził, iż stylistycznie film będzie jak najbardziej wierny komiksowemu pierwowzorowi, jednak fabularnie zależny mu na opowiedzeniu historii z kilku punktów widzenia (a nie tylko Nessa, jak to miało miejsce w komiksie). Chronologia ma być nielinearna i jak wyraził się reżyser: obraz ma przypominać pod tym względem”Rashomon” lub „Obywatela Kane’a”. Jedno staje się coraz bardziej jasne: David Fincher uwielbia historie o seryjnych mordercach, skoro wciąż drąży taką tematykę.

„Peter”

Na europejskim podwórku w tematyce 'komiksomatograficznej’ ostatnio też wyskoczyło coś interesującego. Strona internetowa Graphivore poinformowała o powstaniu 35-minutowej noweli filmowej na podstawie komiksowej opowieści Regisa Loisela „Peter Pan”. Sam komiks mimo bajkowej kreski Loisela jest bardzo mroczną i odartą z niewinności wariacją na temat najsłynniejszego bohatera stworzonego przez J.M Barriego. Recenzję tej historii, wydanej także u nas, można przeczytać tutaj. I patrząc na kadry z filmu, można przypuszczać, że obraz w niezwykle wysmakowany sposób odda posępny nastrój dzieła Loisela.

Tutaj więcej fotek, plus ciekawe storyboardy.

„The Amazing Screw-On-Head”

Taki dziwaczny tytuł nosi film animowany oparty o wydany w 2002 roku komiks autorstwa Mike’a Mignoli. Żeby być dokładniejszą: animacja ta jest pilotem serialu, wyprodukowanym przez Sci-Fi Channel pięć lat później. Niestety pomysł chyba nie chwycił, bo do tej pory brak jakichkolwiek wieści o kontynuowaniu serialu. Co ciekawe swoją rękę do scenariusza przyłożył twórca „Heroes” i „Pushing Daisies”, Bryan Fuller.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=svijoQp11TQ

Nowy Watchmenowy kąsek

ImageShackPrzyznam się bez bicia iż z premier na rok 2009 „Watchmen” to film najbardziej przeze mnie wyczekiwany. Dlatego tez każda najmniejsza informacja związana z tym obrazem wywołuje u mnie przyśpieszone bicie serca a każdy nowy zwiastun lub klip szeroki uśmiech na twarzy. Na serwisie Myspace pojawiła się nowa zajawka więc właśnie się szczerze od ucha do ucha. Nowy klip skupia się na Zacku Snyderze opowiadającym o swoim filmie i jego bohaterach, prezentując w między czasie parę nowych scen i ujęć.

Pozostaje się jedynie teraz modlić o to aby przepychanki pomiędzy Warner Bros a Foxem dotyczące praw do filmu nie zakończyły się odłożeniem obrazu na półkę na czas nieokreślony. Bo jak wiadomo rozprawy sądowe lubią się ciągnąć latami. Byłaby to naprawdę wielka strata gdyby „Watchmen” zagościł na liście „filmów których nigdy nie będzie nam dane zobaczyć na dużym ekranie”.

Planowana premiera filmu to początek marca a pierwsza rozprawa już 6 stycznia.

Sztraszne zemby dwa #4

Sztraszne zemby dwa #4
Wampiry są trendy i jazzy. Nie zrozumcie mnie źle, zawsze były. Tylko ostatnimi czasy wszędzie ich pełno…

Fangland

Czyli „Dracula” opowiedziany na nowo. Film jest oparty na książce Johna Marksa, a opowiada o Evangeline Harker, dziennikarce telewizyjnej która wyrusza do Transylwanii by nakręcić reportaż o Ionie Torgu, europejskim handlarzu bronią. Reszty historii można się domyśleć.

Premiera jest zapowiedziana na 2009 rok, a producentką (i być może odtwórczynią głównej roli) jest Hilary Swank. I być może interesująco.

Dead Sucks

Burt to wampir-nieudacznik. Ma problemy ze snem. Na dodatek cała heca z nieśmiertelnością wcale go nie bawi, jako, że postanowił popełnić samobójstwo…

Może takie podejście do tematu to szansa na rodzimy obrazek o wampirze? Na przykład: facet ze względu na tryb życia nie może znaleźć sensownej pracy, do drzwi puka komornik, a spółdzielnia mieszkaniowa grozi eksmisją. Na dodatek sąsiadka z naprzeciwka to zajadająca się czosnkiem religijna fanatyczka…

Forma w sam raz dla naszych wspaniałych speców od kręcenia „dramatów egzystencjalnych”.

Lesbian Vampire Killers

Lesbian.

Vampire.

Killers.

Muszę pisać coś więcej?

PS.

– Co mówią sobie na pożegnanie lesbijki-wampirzyce?

– Do zobaczenia za miesiąc.

Imago Mortis

Na długo przed wynalezieniem fotografii, a dokładnie w roku 1600, naukowiec Girolamo Fumagalli poszukiwał metody uchwycenia i zapisywania obrazów. Dokonał przełomu kiedy odkrył, iż po zamordowaniu człowieka i usunięciu jego gałek ocznych, możliwy jest zapis na papierze ostatnich obrazów zarejestrowanych przez siatkówkę. Technikę ową nazwał 'tanatografią’. Wydawałoby się iż wynalazek Fumagalliego został zapomniany, jednak niespodziewanie ten potworny proceder i związane z nim zbrodnicze uczynki ożywają między ścianami pewnej szkoły filmowej.

Właśnie tak przedstawia się fabuła najnowszego horroru z włoskiego podwórka. „Imago Mortis” to obraz wyreżyserowany przez Stefano Bessoniego, do którego zarys scenariusza stworzył nie kto inny, tylko twórca kultowego „Hardware” i „Dust Devil”, Richard Stanley. Co więcej za produkcję wzięli się twórcy „Labiryntu Fauna” i „Sierocińca”, a ostateczna koncepcja fabuły wyszła z pod ręki Luisa Berdejo, czyli pana który stoi za sukcesem hiszpańskiego „REC”. Z takimi nazwiskami zapowiada się nie lada filmowa uczta!

Gorąco polecam blog reżysera, gdzie można obejrzeć mnóstwo fotosów, szkiców i zdjęć koncepcyjnych z planu, jak i z samego filmu, a także zachęcam do zerknięcia na zwiastuny.

A na dokładkę klimatyczne plakaty promujące film:

Coś się ruszyło…

ImageShack

…w sprawie nowej wersji mojego horroru numero uno, czyli „The Thing” Johna Carpentera. Serwis Bloody Disgusting podał pierwsze informacje dotyczące planowanego prequela tego filmu grozy z roku 1982 (który sam był przeróbką obrazu Howarda Hawksa „The Thing From Another World” z 1951roku). Strona internetowa zamieściła szczegóły nowego scenariusza:

W skrypcie autorstwa Ronalda D. Moore’a,  historia opowiedziana jest z punktu widzenia obozu norweskich badaczy. Badania amerykańskiej ekspedycji naukowej stacjonującej na Antarktydzie zostają przerwane przez grupę zachowujących się irracjonalnie Norwegów. Skandynawowie ścigają i próbują zastrzelić uciekającego psa, gdy ich helikopter niespodziewanie rozbija się.

W nocy, przygarnięty przez Amerykanów pies zaczyna mutować i atakować inne psy zamknięte wraz z nim w klatce, biorąc się niedługo potem również za członków ekspedycji. Naukowcy zdają sobie sprawę z tego, iż mają do czynienia ze zdolną do przybrania jakiegokolwiek kształtu obcą formą życia , która w między czasie zdążyła już  przejąć kontrolę nad ciałem jednego z mieszkańców stacji. Tylko którego?

I to niby ma być 'prequel’? Toż to bezczelny remake! Kolejny. Totalnie niepotrzebny. Już widzę oczyma wyobraźni ową 'nową wersję’ – wypełnioną po brzegi masą efektów komputerowych i obsadą aktorską z cukierkowych seriali młodzieżowych. I pewnie wcisną tam jeszcze jakąś babkę biegającą  w obcisłym podkoszulku w czterdziestostopniowym mrozie.

Co za czasy… słowa takie jak 'oryginalność’ i 'kreatywność’ powoli odchodzą do lamusa.