Gelatin Silver, Love

Kazumi Kurigami to jeden z najwybitniejszych japońskich fotografów, który ostatnio postanowił spróbować swoich sił na polu filmowym. Jego reżyserski debiut zatytułowany „Gelatin Silver, Love” to historia mężczyzny, który zostaje wynajęty w celu fotografowania i nagrywania poczynań pewnej tajemniczej kobiety. Wraz z rosnącym stosem nagrywanych przez niego kaset rośnie również fascynacja podglądanym celem. Ogarnięty obsesją na punkcie enigmatycznej piękności dąży do poznania prawdy o tym, kim owa piękność jest.

Oglądając zwiastun bez wątpienia można zauważyć, iż ma się do czynienia z wykwalifikowanym fotografem. Kadry zachwycają kompozycją a sam tytuł filmu to nawiązanie do starej metody (używanej do dziś) związanej z procesem powstawania zdjęcia. Bromek srebra – w postaci subtelnej zawiesiny w żelatynie – rozprowadzony jest cienką warstwą na celuloidzie lub szkle tworząc w ten sposób kliszę.

Experiment 17

ImageShack

Kto wykazywał niezdrowe okultystyczne ciągoty? Oczywiście naziści. Nie dziwi więc iż opisująca przeróżne rytuały magiczne, Księga Umarłych (zwana też Necronomiconem), stała się łakomym kąskiem dla spragnionych światowej dominacji panów spod znaku pioruna i trupiej czaszki. Na tym 'autentycznym’ filmie możecie zobaczyć jak zakończyła się dla nich przygoda z Necronomiconem.

A tutaj można pooglądać nawet 'autentyczną’ dokumentację.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=3wNgXVPCrjI

Before The Fall

ImageShackCo zrobiłbyś, gdyby okazało się, że świat kończy się za 72 godziny?

Dokładnie za trzy dni w Ziemię uderzy meteoryt i wszelkie istniejące na niej życie zostanie zmiecione z jej powierzchni. Świat ogarnia histeria, której Alejandro – główny bohater, nie zamierza się jednak przyglądać. Postanawia zamknąć się w domu, pić do nieprzytomności i słuchać swoich ulubionych płyt. Niestety zamiary Alego zostają przerwane kiedy zmuszony jest zaopiekować się dziećmi swojego brata. Tymczasem w mieście pojawia się Lucio, tajemniczy mężczyzna który wykazuje nadmierne zainteresowanie oddanymi Alejandro pod opiekę dziećmi. Świat zbliża się ku nieuchronnemu końcowi, a Ale zaczyna podejrzewać iż zamiary nieznajomego są raczej zbrodnicze.

Ni to dramat, ni to thriller, w dodatku umieszczony w przedapokaliptycznej scenerii – czyli brzmi wystarczająco oryginalnie żeby zachęcić mnie do przyjrzenia się temu obrazowi bliżej. Ostatnio Hiszpanie dają czadu w filmowym światku, więc być może szykuje się kolejna niespodzianka z tego podwórka?

Poniżej prezentuję mały fragment, a tutaj do obejrzenia zwiastun.

Więcej na stronie oficjalnej: http://www.beforethefallthefilm.com/


Sztraszne zemby dwa #4

Sztraszne zemby dwa #4
Wampiry są trendy i jazzy. Nie zrozumcie mnie źle, zawsze były. Tylko ostatnimi czasy wszędzie ich pełno…

Fangland

Czyli „Dracula” opowiedziany na nowo. Film jest oparty na książce Johna Marksa, a opowiada o Evangeline Harker, dziennikarce telewizyjnej która wyrusza do Transylwanii by nakręcić reportaż o Ionie Torgu, europejskim handlarzu bronią. Reszty historii można się domyśleć.

Premiera jest zapowiedziana na 2009 rok, a producentką (i być może odtwórczynią głównej roli) jest Hilary Swank. I być może interesująco.

Dead Sucks

Burt to wampir-nieudacznik. Ma problemy ze snem. Na dodatek cała heca z nieśmiertelnością wcale go nie bawi, jako, że postanowił popełnić samobójstwo…

Może takie podejście do tematu to szansa na rodzimy obrazek o wampirze? Na przykład: facet ze względu na tryb życia nie może znaleźć sensownej pracy, do drzwi puka komornik, a spółdzielnia mieszkaniowa grozi eksmisją. Na dodatek sąsiadka z naprzeciwka to zajadająca się czosnkiem religijna fanatyczka…

Forma w sam raz dla naszych wspaniałych speców od kręcenia „dramatów egzystencjalnych”.

Lesbian Vampire Killers

Lesbian.

Vampire.

Killers.

Muszę pisać coś więcej?

PS.

– Co mówią sobie na pożegnanie lesbijki-wampirzyce?

– Do zobaczenia za miesiąc.

The Secret Glory – recenzja

ImageShack

Kraj: Wielka Brytania
Rok produkcji: 2001

Reżyseria: Richard Stanley
Scenariusz: Richard Stanley

Przyznam szczerze, że nie jestem jakimś specjalnym miłośnikiem filmów dokumentalnych. Nie przeczę, mają takie pozycje walory edukacyjne, czasem nawet potrafią wstrząsnąć. Ja jednak chcąc się czegoś dowiedzieć o takim czy owakim zagadnieniu wolę siegnąć po książkę, w kinie zdecydowanie preferując fabuły. Od czasu do czasu trafiam jednak na dokument, który owszem, czegoś tam nauczy, ale poza tym także zaintryguje, wciągnie i przetrzyma w napięciu jak rasowy thriller. Takie było choćby „Jonestown”, takie jest też „The Secret Glory”.

ImageShack

To, że „The Secret Glory” wciąga od pierwszej minuty jest chyba po prostu spowodowane reżyserskimi umiejętnościami wyniesionymi z fabuł – wszak twórcą filmu jest sam Richard Stanley, który nakręcił znakomite „Hardware” i „Dust Devil”. Stanley swego czasu został odsunięty od realizacji „Wyspy doktora Moreau” – zastąpił go John Frankenheimer, wszyscy wiemy z jakim skutkiem. Nadwyżkę wolnego czasu Stanley wykorzystał na research do swojego kolejnego filmu, dokumentu opowiadającego o niejakim Otto Rahnie i jego fascynacji Świętym Graalem.

ImageShack

Otto Rahn był poetą i intelektualistą. Pomimo braku wykształcenia był człowiekiem oczytanym, przez co wielu uważało go za interesującego towarzysza do konwersacji. W pewnym momencie życia Rahna zainteresowała kultura katarska, co w efekcie doprowadziło go do Graala. Niemiec na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych prowadził zaawansowane badania w okolicach ruin twierdzy Montsegur. Z czasem jego pracą zainteresowało się SS – znając ezoteryczne ciągotki Himmlera trudno się dziwić temu faktowi. A sam Rahn pomimo niepewnego pochodzenia zasilił szeregi SS.

ImageShack

Film mówi o początkach prac Rahna, o jego „sekretnej chwale” oraz upadku. Stanley kreśli portret człowieka pełnego ideałów, wierzącego w teorie o czystości rasy, ale jednocześnie słabego, rozdartego, pragnącego dojść do tego samego celu co Hitler czy Himmler, tyle że innymi środkami, nie uwzględniającymi przemocy. Można powiedzieć, że preferował ekstradycję nad eksterminację. Mimo to wiedząc co dzieje się w Buchenwald czy Dachau nie potrafił się przeciwstawić… Koniec końców nawet SS odwraca się od Rahna „zmuszając” go do popełnienia samobójstwa. Choć tutaj tak naprawdę wchodzimy już w sferę domniemań i dywagacji – sama śmierć naukowca otoczona jest nimbem tajemnicy. Sam Stanley sugeruje, że historia Otto Rahna wcale nie skończyła się na roku 1939.
W ogóle wydaje się, że Richard Stanley nie mówi wszystkiego co wie… pewne kwestie zostają otwarte, być może reżyser czasem nie może czegoś powiedzieć, czasem nie chce, a czasem… po prostu się zapomina bardziej skupiając sie na budowaniu klimatu.

ImageShack

Ten osiągany jest prostymi acz zawsze skutecznymi środkami, sporo tu archiwalnych zdjęć, czasem przefiltrowanych, odbarwionych… Zdarzają się nawet psychodeliczne wstawki a la biegnący koń w negatywie. Sugestywnemu obrazowi cały czas towarzyszy muzyka Simona Boswella na początku spokojna i nastrojowa z czasem przekształcająca się w rasowy, mroczny ambient plus pieśni z epoki. Mam wrażenie, że zamysłem Stanleya było stworzenie filmu o strukturze dantejskiego Piekła, przekraczania kolejnych kręgów tajemnicy, skąd później nie ma już odwrotu. Czy to się udało… tak, aczkolwiek moim zdaniem nie do końca. Ale w tej formule chyba ciężko byłoby osiągnąć w stu procentach satysfakcjonujący rezultat. Mimo to film jak dawno żaden wciągnął mnie doszczętnie i zmusił do poszukiwań kolejnych informacji na temat Rahna i jego badań. Złożyły się na to, po pierwsze sama tematyka nie tak odległa od moich osobistych zainteresowań, po drugie, nie ograniczanie się do przedstawienia samych faktów, lecz również swego rodzaju „artystyczne” podejście Stanleya. Wydaje mi się, że dokumentaliści zbyt często zapominają, że to czym się parają, to też swego rodzaju sztuka, że suche fakty i gadające głowy to nierzadko za mało (oczywiście nie mówię że zawsze, żeby potem nie było że generalizuję). Stanley nie zapomniał. Teraz tylko wypadałoby sobie życzyć jakiejś dobrej fabuły obracającej się w tych klimatach… Wiem, były owe kwestie zasygnalizowane w Indiana Jonesie, ale może tak coś bardziej na poważnie?

Imago Mortis

Na długo przed wynalezieniem fotografii, a dokładnie w roku 1600, naukowiec Girolamo Fumagalli poszukiwał metody uchwycenia i zapisywania obrazów. Dokonał przełomu kiedy odkrył, iż po zamordowaniu człowieka i usunięciu jego gałek ocznych, możliwy jest zapis na papierze ostatnich obrazów zarejestrowanych przez siatkówkę. Technikę ową nazwał 'tanatografią’. Wydawałoby się iż wynalazek Fumagalliego został zapomniany, jednak niespodziewanie ten potworny proceder i związane z nim zbrodnicze uczynki ożywają między ścianami pewnej szkoły filmowej.

Właśnie tak przedstawia się fabuła najnowszego horroru z włoskiego podwórka. „Imago Mortis” to obraz wyreżyserowany przez Stefano Bessoniego, do którego zarys scenariusza stworzył nie kto inny, tylko twórca kultowego „Hardware” i „Dust Devil”, Richard Stanley. Co więcej za produkcję wzięli się twórcy „Labiryntu Fauna” i „Sierocińca”, a ostateczna koncepcja fabuły wyszła z pod ręki Luisa Berdejo, czyli pana który stoi za sukcesem hiszpańskiego „REC”. Z takimi nazwiskami zapowiada się nie lada filmowa uczta!

Gorąco polecam blog reżysera, gdzie można obejrzeć mnóstwo fotosów, szkiców i zdjęć koncepcyjnych z planu, jak i z samego filmu, a także zachęcam do zerknięcia na zwiastuny.

A na dokładkę klimatyczne plakaty promujące film:

Coś się ruszyło…

ImageShack

…w sprawie nowej wersji mojego horroru numero uno, czyli „The Thing” Johna Carpentera. Serwis Bloody Disgusting podał pierwsze informacje dotyczące planowanego prequela tego filmu grozy z roku 1982 (który sam był przeróbką obrazu Howarda Hawksa „The Thing From Another World” z 1951roku). Strona internetowa zamieściła szczegóły nowego scenariusza:

W skrypcie autorstwa Ronalda D. Moore’a,  historia opowiedziana jest z punktu widzenia obozu norweskich badaczy. Badania amerykańskiej ekspedycji naukowej stacjonującej na Antarktydzie zostają przerwane przez grupę zachowujących się irracjonalnie Norwegów. Skandynawowie ścigają i próbują zastrzelić uciekającego psa, gdy ich helikopter niespodziewanie rozbija się.

W nocy, przygarnięty przez Amerykanów pies zaczyna mutować i atakować inne psy zamknięte wraz z nim w klatce, biorąc się niedługo potem również za członków ekspedycji. Naukowcy zdają sobie sprawę z tego, iż mają do czynienia ze zdolną do przybrania jakiegokolwiek kształtu obcą formą życia , która w między czasie zdążyła już  przejąć kontrolę nad ciałem jednego z mieszkańców stacji. Tylko którego?

I to niby ma być 'prequel’? Toż to bezczelny remake! Kolejny. Totalnie niepotrzebny. Już widzę oczyma wyobraźni ową 'nową wersję’ – wypełnioną po brzegi masą efektów komputerowych i obsadą aktorską z cukierkowych seriali młodzieżowych. I pewnie wcisną tam jeszcze jakąś babkę biegającą  w obcisłym podkoszulku w czterdziestostopniowym mrozie.

Co za czasy… słowa takie jak 'oryginalność’ i 'kreatywność’ powoli odchodzą do lamusa.

Monsters vs Aliens

ImageShackWedle krążących opinii palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi jakość animacji, bezapelacyjnie dzierży Pixar, a nie Dreamworks. Swoim ostatnim filmem „Wall-E” zdecydowanie wysoko podnieśli poprzeczkę w dziedzinie 'ambitny film animowany’, przez co sami być może długo jej nie przeskoczą. Ale ja wciąż lubię stare, dobre filmy animowane, takie 'z jajem’, niezbyt ambitne ale za to bardzo rozrywkowe i „Monsters vs Aliens” zdaje się idealnie wpasowywać w moje potrzeby.

W tej wariacji na temat zagłady z Kosmosu głosów głównym postaciom użyczyli m.in Reese Witherspoon, Kiefer Sutherland, Seth Rogen, mój ulubiony serialowy doktor, czyli Hugh Laurie i mój ulubiony komik – Stephen Colbert (czyli jeszcze jeden, a nawet dwa, powody dla których skuszę się na obejrzenie tej zabawnej historyjki).

TUTAJ do obejrzenia wcześniejszy zwiastun.

Komiksomatografia #3

Co za czasy…rimejk tu, rimejk tam. Nawet adaptacji komiksowych to nie omija. A żeby było śmieszniej (a może straszniej?), dotyka to jak na razie samych filmów o hmm… nie najlepszej reputacji. Gniotów, dokładniej.

ImageShackImageShackImageShack

Otóż niejaki pan Bruce Sherlock z Australii desperacko próbuje zarobić na trendzie superbohaterowym i ogłosił niedawno remake Fantoma. Notabene to ten sam który wyrodukował wersje 1.0…hmn czyżby cierpiał na zanik pamięci i nie pamiętał, że to była straszna kiszka ? Jego firma producencka nabyła prawa do scenariusza zatytułowanego „The Pahantom Legacy”. Skrypt ten jest tak jakby ciągiem dalszym starego filmu. Z wyjątkiem tego, iż akcja ma się rozgrywać w teraźniejszości i skupić na relacji „ojciec-syn”, a także na znaczeniu i konsekwencjach bycia Fantomem. Na przedsięwzięcie poczynań gościa w purpurowym obcisłym kostiumie wyłożono 87 milionów dolców. No właśnie, kostium… w komiksie wyglądał jako tako, ale w filmie prezentował się raczej komicznie, więc się zastanawiam czy przejdzie jakąś modernizację? Oby.

Drugi rimejk, bądź jak ja to nazywam:’reanimacja kiepskiego filmu z komiksowym herosem w roli głównej’ to Sędzia Dredd. DNA Films (ci od 'Sunshine’ i ’28 Days Later’) wraz z 2000 AD Comics planują realizację nowej, ulepszonej wersji ściśle trzymającej się komiksowego pierwowzoru. Zamiast brać się za filmowego sędziowskiego trupa proponowałabym adaptację innego brytyjskiego tworu, np. Slaine’a. W końcu fantasy wciąż jest na filmowym chodzie.

Pozostaje tylko czekać na nius, że ktoś się bierze za nową wersję „Barbwire”…

O i jeszcze jeden 'rimejk’- ale tu być może jest nadzieja na coś rzeczywiście dobrego, gdyż zabiera się za niego sam twórca oryginalnego komiksu. A mowa tu o Spawnie Todda McFarlane’a. McFarlane jest w trakcie pisania scenariusza do nowej filmowej wersji swojego komiksowego 'dziecka’. Film ma być całkowicie odrębną i nową historią nie mająca nic wspólnego ze „Spawnem” z 1997 roku. Ma być i mroczniej i straszniej – zapewnia twórca.

Porcja zdjęć z nadchodzących adaptacji komiksowych:

Jakiś czas temu ( a dokładnie wtedy ) prezentowałam plakaty z „Whiteout”. Teraz nadeszła pora na parę fotek, które ostatnio wyskoczyły w sieci:

A poniżej do obejrzenia świeża fota z najnowszego filmy z Brucem Willisem – filmowej adaptacji futurystycznego thrillera „The Surrogates”. Film oparty o pięcio-zeszytowy komiks Roberta Vendittiego i Bretta Weldele’a opowiada o świecie przyszłości ( a dokładnie roku 2054), w którym ludzie żyją w całkowitej izolacji, kontaktując się ze sobą za pomocą robotów – sobowtórów (tytułowych surogatów). Pewnego dnia pewien szalony terrorysta postanawia się ich pozbyć. Willis wcieli się w rolę policjanta, który oczywiście będzie próbował udaremnić zamiary szaleńca.

Premiera planowana jest na 20 listopada przyszłego roku.

ImageShack

Wilkołak ubiera się u Prady

Geniusze z Foxa, zainspirowani sukcesem „True Blood”, szykują miażdżącą odpowiedź. Jej tytuł: „Bitches” (w wolnym tłumaczeniu „Psie samice” lub też „Psiczki”, jak wolicie). Serial ma opowiadać o czterech psiapsiółkach mieszkających w Nowym Jorku (moment, to już gdzieś było…).  Poza przyjaźnią łączy je jeszcze jedno, i wcale nie mam na myśli anoreksji. Tak! Wszystkie są wilkoła…czycami.

Żeńskimi wilkołakami. Bestiami w szpilkach. Tylko zamiast kupować dizajnerskie torebki, wydają krocie na depilację i manicure.

Tak, to ma sens.