
Byłem diablo ciekaw, jak te wszystkie karykaturalne, okraszone jaskrawymi kolorami postaci i tła sprawdzą się w ruchu. Zdjęcia to jedno, a fragmenty filmu to co innego…

Byłem diablo ciekaw, jak te wszystkie karykaturalne, okraszone jaskrawymi kolorami postaci i tła sprawdzą się w ruchu. Zdjęcia to jedno, a fragmenty filmu to co innego…

Jak wiemy, w październiku rozpoczną się zdjęcia do serialowej ekranizacji „Gry o tron” George’a R.R. Martina. Będzie to pilot serii HBO, która ma objąć całą jego siedmioczęściową sagę „Pieśń lodu i ognia” – jeden odcinek na jedną część. Kilka dni temu poinformowano, że do obsady dołącza sprawdzony już w fantasy Sean Bean. Wcieli się on w postać Lorda Eddarda „Neda” Starka. Czytaj dalej Powiększa się obsada „Gry o tron”

Na internetowej stronie magazynu Empire pojawiły się 4 ładnie zaaranżowane zdjęcia, przedstawiające głównych bohaterów nowego filmu Burtona.
Czytaj dalej Kolejne spojrzenie na bohaterów „Alicji” Tima Burtona
Pojawiły się kolejne oficjalne zdjęcia, tym razem w dobrej jakości, z burtonowskiej „Alicji w Krainie Czarów”. Teraz możemy już spać zupełnie spokojnie – będzie odjazd! Oprócz kilku scen, możemy podziwiać odjechane portrety Szalonego Kapelusznika (Johnny Depp), Czerwonej Królowej (Helena Bonham Carter) i Białej Królowej (Anne Hathaway). Czytaj dalej Zerkamy w głąb króliczej nory [aktualizacja]
Ekranizacji „Portretu Doriana Graya”, jedynej powieści Oscara Wilde’a, było już kilka. Tym razem zabrał się za nią Oliver Parker, który ma już na swoim koncie adaptacje dwóch sztuk Wilde’a, „Męża idealnego” i „Bądźmy poważni na serio”, a ostatnim jego filmem na naszych ekranach były nieco dziwne „Dziewczyny z St. Trinian”. W roli Doriana Graya zobaczymy Bena Barnesa, co niestety nie napawa mnie optymizmem, bo zrobił na mnie średnie wrażenie jako książę Kaspian, a towarzyszyć mu będą m.in. Colin Firth, Emilia Fox i Rebecca Hall. Czytaj dalej Poster Doriana Graya
Wreszcie pojawił się zwiastun najnowszego filmu Martina Scorsese. „Shutter Island” jest adaptacją powieści „Wyspa skazańców” Dennisa Lehane’a, który jest też autorem m.in. „Rzeki tajemnic”, którą na ekran przeniósł w 2003 r. Clint Eastwood i „Gdzie jesteś Amando”, książki zekranizowanej w 2007 r. przez Bena Afflecka. W rolach głównych wciąż polujący na Oscara Leonardo DiCaprio, a także Ben Kingsley i Mark Ruffalo. Czytaj dalej Zwiastun „Shutter Island” Martina Scorsese
Tak jak się obawialiśmy, wszystko wskazuje na to, że motyw podróży w czasie w najnowszym filmie Roberta Schwentke (okropny „Plan lotu”) jest jedynie pretekstem dla kolejnego romansidła. Rachel McAdams sprawdziła się już w podobnych, romantycznych klimatach w „Pamiętniku”, ale „The Time Traveler’s Wife” nie zapowiada się na równie poruszający film. Czytaj dalej Zwiastun „The Time Traveler’s Wife”

Na ekrany rosyjskich kin weszła dwuczęściowa ekranizacja „Przenicowanego świata” braci Strugackich. Podjął się jej Fiodor Bondarczuk, znany głównie jako twórca „9 kompanii”. Po zwiastunie sądząc, jak na sci-fi zza naszej wschodniej granicy przystało (patrz „Straże” Biekmambietowa), dużą rolę odgrywają tu efekty specjalne. Czytaj dalej Bondarczuk przenicował Strugackich

„Miasto ślepców” rozczarowuje. Film Meirellesa mógłby być ciekawą alegorią, komentarzem na temat współczesnego społeczeństwa, a jest jedynie drastycznym, nieco nieskładnym thrillerem bez głębszego przesłania.
Czytaj dalej Miasto ślepców – recenzja

Gdybym musiała tak 'z biegu’ i bez zastanowienia podać tytuł filmu najbardziej przeze mnie wyczekiwanego, to bez wątpienia byliby to „Strażnicy” Zacka Snydera. Ekranizacja komiksu uznanego za 'biblię’ historii obrazkowych to nie lada wyzwanie, podobne do tego z jakim musiał się zmierzyć Peter Jackson gdy brał się za Tolkiena. Czy Snyderowi się udało? Cóż, sadząc po tych wszystkich zwiastunach, klipach i relacjach z planu zalewających od jakiegoś czasu Internet, pewna jestem, iż dzieło Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa trafiło we właściwe ręce. Czyli w ręce fana, a nie przypadkowego reżysera wynajętego przez studio. A to już na początek duży plus.
Są reżyserzy i aktorzy na których nowe filmy zawsze chętnie czekam i zawsze chętnie oglądam. Guy Ritchie i Robert Downey Jr. na przykład. Miło więc wiedzieć że majstrują coś razem i jeszcze tak nietypowego jak nowe spojrzenie na „Sherlocka Holmesa”. Ufam, iż Guy Ritchie po rozwodzie z Madonną wrócił do formy, bo o aktorski popis pana Iron Mana raczej mogę być spokojna. A skoro już jesteśmy na Wyspach, to z niecierpliwością wyszukuję co raz to nowszych niusów (i niebawem na Opium pojawi się jakiś szerszy wpis na ten temat) w sprawie pewnego małego brytyjskiego filmu pt: „44 Inch Chest”, który ma ujrzeć światło dzienne 'gdzieś w 2009′. Nie dość że za popełnienie scenariusza odpowiedzialni są twórcy „Sexy Beast”, to jeszcze część ekipy jest zaangażowana w ową nową produkcję. A dokładniej, Ray Winstone i Ian McShane – sama ta dwójka to już aktorskie creme de la creme, a co będzie gdy się do nich doda Toma Wilkinsona, Johna Hurta i Stephena Dillane’a? Zapowiada się kolejny świetny film gangsterski made in Britain. A na deser jeszcze Massive Attack przygrywający na soundtracku… po prostu cud, miód i orzeszki.
Kolejny reżyser który zawsze może liczyć na uwagę z mojej strony to oczywiście Quentin Tarantino. „Inglorious Basterds” to wydarzenie samo w sobie, więc mam nadzieję, że taki filmożerca jak Tarantino po raz kolejny zaskoczy nietypowym potraktowaniem wybranego gatunku filmowego, tym razem kina wojennego. Ale na szczęście nie kina spod znaku „Szeregowca Ryan’a” tylko „Parszywej Dwunastki” – takiego lżejszego, bardziej awanturniczego spojrzenia na ten gatunek bardzo mi ostatnio brakowało. Kolejna żelazna pozycja, bądź raczej osoba, na mojej liście to Viggo Mortensen, na dodatek w ekranizacji powieści Cormaca McCarthiego („To nie jest kraj dla starych ludzi”). Postapokaliptyczna „The Road” miała trafić do kin już pod koniec zeszłego roku, ale jakiś baran przesunął premierę na jak na razie nie znaną datę roku 2009. Choć w sumie to nawet dobrze… bo będę miała czas aby zapoznać się z literackim pierwowzorem. Skoro już jestem przy filmowych adaptacjach dzieł znanych pisarzy, to Martin Scorsese planuje na ten rok pokaz „Shutter Island” na podstawie prozy Dennisa Lehane’a. Pana Scorsese nie trzeba przedstawiać, a jeśli nazwisko Lehane nic nikomu nie mówi, to proszę sobie przypomnieć takie filmy jak „Rzeka Tajemnic” czy „Gdzie jesteś Amando?” – zapowiada się kawałek dobrego i solidnego kina, więc przełknę nawet Leonarda DiCaprio w obsadzie.
No to teraz może coś z innej beczki? Horrorowej tudzież thrillerowej? Wampiry są na fali, a ja mam nadzieje że „The Wolf-Man” spowoduje, iż wilkołaki doczekają się paru fajnych filmów. Obsadę ma solidną (Del Toro, Hopkins, Weaving), historię intrygującą, a gotycko-wiktoriański klimat zdaje się być odpowiednio zaserwowany. Czyli to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oby Joe Johnston się spisał, bo chciałabym ujrzeć więcej futrzaków na kinowym ekranie. Co prawda aż tak bardzo nie przepadam za horrorami, ale za to przepadam bardzo za horrorowymi komediami, to też bardzo mnie intryguje „Jennifer’s Body”. Historia o opętanej przez demona cheerleaderce, która wykańcza kolegów z klasy, być może nie byłaby warta mojej uwagi gdyby nie fakt, iż wyszła z pod ręki Dablo Cody. Czyli pani co to prowadzi fajny blog i dostała Oskara za scenariusz do „Juno”. A pamiętacie takiego pana, który nazywa się Richard Kelly? Zrobił kiedyś jeden niezależny i już dziś kultowy film pod tytułem „Donnie Darko” a następnie dostał kupę kasy na kolejny obraz i dal ciała z „Southland Tales”. Dowiódł tym mojej teorii, iż większość reżyserów, których małe i niekomercyjnie debiuty reżyserskie zyskały rozgłos i uznanie, przy kolejnej produkcji (już takiej za duże pieniądze i profesjonalnej) – głupieje (patrz: Neil Marshall i jego „Doomsday”). Kelly być może zrehabilituje się za poprzednią porażkę swoim najnowszym obrazem „The Box”. Podstawy są: film oparto o opowiadanie Richarda Masthesona (a później jeden z odcinków kultowej „Strefy Mroku”) o młodym małżeństwie które pewnego dnia otrzymuje tajemnicze pudełko z dziwnym przyciskiem w środku. Po przyciśnięciu guzika mają otrzymać milion dolarów. Ale nie ma nic za darmo – gdy to nastąpi umrze jedna osoba.
No i na koniec zostawiłam swoje oczekiwana związane z filmami kostiumowymi. Dwie produkcje z pogranicza dramatu, przygody i historii szczególnie mnie zainteresowały. Pierwsza to „Agora” z Rachel Weisz wcielającą się w myślicielkę i astrologa żyjącą w starożytnej Aleksandrii. A druga to „Valhalla Rising” bo nie dość, że o wikingach, to jeszcze z Madsem Mikkelsenem. A za kamerą – Nicolas Vinding Refn znany do tej pory z twardego kina współczesnego, więc tym bardziej ciekawa jestem jego spojrzenia na do tej pory obcy mu gatunek.
Czy te filmy spełnią moje oczekiwania? Cóż, czas pokaże. Być może kilka okaże się stratą czasu a kilka faktycznie będzie wartych wydanych na nie pieniędzy. Ogólnie jestem dobrej myśli i liczę po cichu, że w tym roku zaskoczy mnie jeszcze nie jeden film, niekoniecznie ten z listy 'wyczekiwanych’ – jakiś niepozorny, kompletnie niezauważony przez mainstreamową publiczność, na który natknę się przypadkiem, lub taki który w pierwszym odruchu kompletnie zignoruję i docenię dopiero gdy przyjdzie na to właściwa pora.

Terry Pratchett to jeden z moich ulubionych angielskich pisarzy. Jego fantastyczny cykl o Świecie Dysku cieszy się niesłabnącą popularnością nie tylko na Wyspach. I przyznam szczerze, iż zdarza mu się wydawać słabsze pozycje serii, to jednak wciąż potrafi celnie sportretować w krzywym Dyskowym zwierciadle absurdy i prawdy o naszym świecie, historii jak i życiu tak ogółem. Co więcej, pomimo ciężkiej choroby pisarz nie utracił swojego charakterystycznego 'brytyjskiego’ poczucia humoru i nadal bawi nas nim pośród kart swoich książek. No ale do rzeczy! Ja nie o tym przecież. Długo filmowy potencjał drzemiący w jego powieściach musiał czekać aż ktoś go wreszcie zauważy i zekranizuje. No i całe szczęście, że to byli Brytyjczycy. Bodajże na Gwiazdkę 2007 roku uraczyli nas całkiem udaną i wierną telewizyjną adaptacją „Wiedźmikołaja”, a ostatnio wzięli się za książki od których wszystko się zaczęło: „Kolor Magii” i „Blask Fantastyczny”.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=nedwZwOvdVs
Zwiastun wygląda zachęcająco, pomimo tego, że nie jest to wysokobudżetowy film kinowy, ale raczej skromna telewizyjna produkcja (premiera miała miejsce na Wielkanoc zeszłego roku). I mimo tego iż „Wiedźmikołaj” mi się podobał i „Kolor Magii” zapewne obejrzę z przyjemnością, to jakoś do końca nie mogę przetrawić pratchettowskiego świata w wersji aktorskiej. Dla mnie filmowy „Świat Dysku” jawił się zawsze jako stara dobra animacja być może dlatego, że przepełnione wybuchowymi kolorami ilustracje Josha Kirbiego tak mocno wryły mi się w podświadomość. No i ten Rincewind. ..jakoś inaczej go sobie wyobrażałam… młodszego i bardziej Erykowo-Idle’owatego. Ogólnie Pythonowcy w epizodycznych rólkach to byłaby fajna koncepcja. No ale… lepszy rydz niż nic.
Ps. Droga Brytyjska Telewizjo, skoro z kinowego, gilliamowskiego „Dobrego Omenu” jak dotąd nic nie wyszło, to ja chętnie ujrzę na szklanym ekranie tą zwariowaną wariację na temat apokalipsy.