Archiwa tagu: science-fiction

Guillermo del Toro przedstawia nowy gatunek

ImageShack

Serwis BloodyDisgusting zamieścił pierwsze fotosy promocyjne z filmu, który z kilku powodów wydaje się być niezwykle intrygujący. Po pierwsze: producentem obrazu jest Guillermo del Toro – miłośnik wszystkiego co dziwaczne. Po drugie: reżyseruje Vincenzo Natali – człowiek odpowiedzialny za pierwszy „Cube”. No i po trzecie: aktorzy w obsadzie – Adrien Brody i Sarah Polley – do fanów szablonowych i zwyczajnych produkcji raczej nie należą.

Czytaj dalej Guillermo del Toro przedstawia nowy gatunek

Pale Cocoon

Mariaż anime i S-F nie oznacza automatycznie kina dobrego. Każdy, komu zdarzyło się zagłębić w temat, trafiał na stosy produkcji średnich, lub zwyczajnie słabych. Jednak z drugiej strony, w formie anime powstają również dziełka nietuzinkowe. Ba, czasami nawet genialne. Albo raczej: Genialne.

Czy „Pale Cocoon” można do takich zaliczyć? Obejrzyjcie i przekonajcie się sami…

Czytaj dalej Pale Cocoon

Nowy klip do „Franklyna” zaostrza apetyt

'Franklyn’ niepostrzeżenie wkradł się na moją listę filmów oczekiwanych w roku pańskim 2009. W gruncie rzeczy wystarczyła ku temu steampunkowa stylistyka – rzecz rzadka w kinie. Nawet jeśli scenariusz nie podoła wygórowanym wymaganiom, to film zapowiada się na sutą wizualną ucztę. Klip, który możecie obejrzeć poniżej, tylko mnie w tej opinii utwierdził.

Czytaj dalej Nowy klip do „Franklyna” zaostrza apetyt

„Tron” vs. Depeche Mode

„Tron” to dziś już ramotka. Urocza, kultowa i bezsprzecznie ważna ikona lat 80. Ale jednocześnie ramotka. I podczas gdy Disney kręci kontynuację (premiera w 2011 roku), ktoś wpadł na pomysł klipu, gdzie „Tron” spotka się z inną ikoną lat 80 – grupą Depeche Mode.
Czytaj dalej „Tron” vs. Depeche Mode

Dzień, w którym wybrano reżysera „Hyperiona”

No i wybrał Warner reżysera ekranizacji dylogii Dana Simmonsa „Hyperion” i „Upadek Hyperiona”. Został nim Scott Derrickson, który ostatnio skompromitował się „Dniem, w którym zatrzymała się Ziemia”. Za scenariusz odpowiadać będzie niejaki Trevor Sands.
Czytaj dalej Dzień, w którym wybrano reżysera „Hyperiona”

Great (?) Expectations by D’mooN

Jeśli miałbym wskazać konkretne tytuły na które faktycznie czekam w 2009 roku, to okazałoby się, że można by je policzyć na palcach jednej ręki (pijanego drwala).

Moon

„Księżyc” zapowiada się na kawał soczystego, do cna staroszkolnego kina s-f. Już samo to wystarczy, by czekać na taki obrazek, bo filmy które można nazwać 'solidnym science-fiction’ to obecnie cholerna rzadkość. Tutaj na okrasę mamy jeszcze Sama Rockwella i przepiękne zdjęcia. Czego chcieć więcej?

Public Enemies

Czysta magia nazwisk. Mann. Depp. Bale.

Czysta magia czasu i miejsca. Bo co lepiej nadaje się na tło historii gangsterskiej, niż USA lat trzydziestych ubiegłego wieku? A wiadomo nie od dziś, że najlepsze historie napisało samo życie. Mann udowodnił, że w tworzeniu ekranowych duetów jest wyczynowcem, i tego też oczekuję od tego filmu: świetnego duetu.

Reszta cała, czyli na co nie czekam…

…ale czego ciekaw jestem niezmiernie.

Ciekaw jestem „The Road” Hillcoata. Surowe, postapokaliptyczne kino jest zawsze w cenie. Szczególnie, że „Blindness” rozczarowało mnie nieco, a apetyt na podobne klimaty pozostał.

Ciekaw jestem „Knowing” Proyasa. Po fatalnym „Ja, Robot” facet stracił w moich oczach naprawdę wiele (na Boga, to ten sam gość który odpowiada za „Kruka” i „Dark City”!). I tak naprawdę „Knowing” to jego ostatnia szansa na zrehabilitowanie się. Przynajmniej jeśli o mnie chodzi.

Ciekaw jestem „Ninja Assasin” Wachowskich. Bo to sprawdzona marka, i nawet jeśli film polegnie w warstwie, że się tak górnolotnie wyrażę, „intelektualnej”, to przynajmniej będzie czym patrzałki nacieszyć.

Ciekaw jestem „Avatara” Camerona. Chyba dlatego, że przechwałki o rewolucyjności tego filmu mogą się okazać nieprzesadzone.

Ciekaw jestem „Inglorious Basterds” Tarantino. Quentin chwycił za rogi nowy temat, a z poprzednich potyczek wyszedł z tarczą. Nie licząc tego, że jak dotąd odnotowuję w jego twórczości tendencję zwyżkową (z całej jego filmografii najczęściej wracam do „Kill Bill” i „Death Proof”). Będzie dobrze.

Jest oczywiście wiele pomniejszych tytułów które zwróciły moją uwagę, ale… nie potrafię sobie ich przypomnieć. Zatem, nie są specjalnie istotne.

Ponadto, tak jak napisał Stark, chcę zostać zaskoczonym. Potknąć się o jakiś obraz, przekoziołkować i wyrżnąć głową o krawężnik. Czego sobie i Państwu życzę;)

Zwiastun węgierskiego „1”

Całkiem niedawno wspominałem o (para)ekranizacji Lemowej „Jednej minuty ludzkości”, jakiej podjęli się nasi południowi bratankowie, a już pojawił się zwiastun. Wizualnie przywołuje na myśl dziełka braci Quaye i wręcz wydaje się pływać w gęstym sosie gilliamowskiej 'stęchłej’ stylistyki. Palce lizać.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=9xL0u7SXBwA

Before The Fall

ImageShackCo zrobiłbyś, gdyby okazało się, że świat kończy się za 72 godziny?

Dokładnie za trzy dni w Ziemię uderzy meteoryt i wszelkie istniejące na niej życie zostanie zmiecione z jej powierzchni. Świat ogarnia histeria, której Alejandro – główny bohater, nie zamierza się jednak przyglądać. Postanawia zamknąć się w domu, pić do nieprzytomności i słuchać swoich ulubionych płyt. Niestety zamiary Alego zostają przerwane kiedy zmuszony jest zaopiekować się dziećmi swojego brata. Tymczasem w mieście pojawia się Lucio, tajemniczy mężczyzna który wykazuje nadmierne zainteresowanie oddanymi Alejandro pod opiekę dziećmi. Świat zbliża się ku nieuchronnemu końcowi, a Ale zaczyna podejrzewać iż zamiary nieznajomego są raczej zbrodnicze.

Ni to dramat, ni to thriller, w dodatku umieszczony w przedapokaliptycznej scenerii – czyli brzmi wystarczająco oryginalnie żeby zachęcić mnie do przyjrzenia się temu obrazowi bliżej. Ostatnio Hiszpanie dają czadu w filmowym światku, więc być może szykuje się kolejna niespodzianka z tego podwórka?

Poniżej prezentuję mały fragment, a tutaj do obejrzenia zwiastun.

Więcej na stronie oficjalnej: http://www.beforethefallthefilm.com/


Coś się ruszyło…

ImageShack

…w sprawie nowej wersji mojego horroru numero uno, czyli „The Thing” Johna Carpentera. Serwis Bloody Disgusting podał pierwsze informacje dotyczące planowanego prequela tego filmu grozy z roku 1982 (który sam był przeróbką obrazu Howarda Hawksa „The Thing From Another World” z 1951roku). Strona internetowa zamieściła szczegóły nowego scenariusza:

W skrypcie autorstwa Ronalda D. Moore’a,  historia opowiedziana jest z punktu widzenia obozu norweskich badaczy. Badania amerykańskiej ekspedycji naukowej stacjonującej na Antarktydzie zostają przerwane przez grupę zachowujących się irracjonalnie Norwegów. Skandynawowie ścigają i próbują zastrzelić uciekającego psa, gdy ich helikopter niespodziewanie rozbija się.

W nocy, przygarnięty przez Amerykanów pies zaczyna mutować i atakować inne psy zamknięte wraz z nim w klatce, biorąc się niedługo potem również za członków ekspedycji. Naukowcy zdają sobie sprawę z tego, iż mają do czynienia ze zdolną do przybrania jakiegokolwiek kształtu obcą formą życia , która w między czasie zdążyła już  przejąć kontrolę nad ciałem jednego z mieszkańców stacji. Tylko którego?

I to niby ma być 'prequel’? Toż to bezczelny remake! Kolejny. Totalnie niepotrzebny. Już widzę oczyma wyobraźni ową 'nową wersję’ – wypełnioną po brzegi masą efektów komputerowych i obsadą aktorską z cukierkowych seriali młodzieżowych. I pewnie wcisną tam jeszcze jakąś babkę biegającą  w obcisłym podkoszulku w czterdziestostopniowym mrozie.

Co za czasy… słowa takie jak 'oryginalność’ i 'kreatywność’ powoli odchodzą do lamusa.

Metropia

Szwedzki, animowany film science-fiction?
Użyczający swoich głosów Juliette Lewis, Udo Kier, Stellan & Alexander Skarsgård?

Jes pliz.

Akcja rozgrywa się w nieodległej przyszłości. Światowe zapasy ropy wyczerpują się, europejskie linie metra zostają połączone tworząc gigantyczną sieć pod Europą. Roger, mieszkaniec Sztokholmu, uzmysławia sobie, że każdy aspekt jego życia jest kontrolowany. Decyduje się wyswobodzić.

Tralalala, piąta woda po kisielu z wszelkich dystopijnych urojeń, jakie przewinęły się w literaturze i filmie na przestrzeni ostatnich 50 lat. Ale to tylko ogólny zarys fabuły, w szczegółach może kryć się wiele więcej.

Poza tym uwagę zwraca strona wizualna. Choć nie pojawił się jeszcze żaden zwiastun, to przedstawione poniżej kadry sugerują ciekawą stylistykę i mariaż tradycyjnego video, karykaturalnego kolażu oraz animacji komputerowej. Nie wiem jak wy, ale ja jestem zaintrygowany.


Aktualizacja:

Hop, hop. Właśnie pojawiły się pierwsze ujęcia z filmu.